Menu Zamknij

Fabryka kawy słodowej „Prymas” 1913–1937

Sklep wielobranżowy Jana Kaczora, w drzwiach wejściowych stoi właściciel. W witrynie (po zbliżeniu) widoczne napisy w języku polskim: dom towarowy, skład towarów spożywczych. Gelsenkirchen 1911.
Sklep wielobranżowy Jana Kaczora, w drzwiach wejściowych stoi właściciel. W witrynie (po zbliżeniu) widoczne napisy w języku polskim: dom towarowy, skład towarów spożywczych. Gelsenkirchen 1911.

Minęło już ponad 100 lat od momentu uruchomienia w Tarnowskich Górach fabryki kawy słodowej „Prymas”

cz. II

Działalność przedsiębiorstwa w trakcie I wojny światowej na terenie Westfalii

Pomiędzy 1914 a 1916 r. nastąpiły ponownie zmiany w składzie personalnym kierownictwa fabryki kawy. Ze spółki wycofał się J. Skraburski, a jego miejsce zajął J. Kaczor, sprzedawszy swoje wcześniejsze interesy. Tak o tym pisał S. Drygas w swoich wspomnieniach: „Jan Kaczor, pracownik kopalni „Hasen-Winkel”, zarabiał jak wielu innych. Był oszczędny i z odłożonych pieniędzy założył sobie wytwórnię wód mineralnych (wody sodowej i lemoniady). Musiało mu to dać dość duży dochód, bo po niejakim czasie wydzierżawił dom z piekarnią, sprowadził z kraju młodego fachowca i począł wypiekać chleb. Nie było tu dla niego konkurencji. Początkowo po otwarciu piekarni pracował jeszcze w kopalni, później kupił konia i wóz do rozwożenia chleba i rozwoził chleb nie tylko rodakom zamieszkałym w Dahlhausen-Linden, ale i poza granice tej miejscowości. Czynnością tą zajęty był od rana do późnego wieczora. Wreszcie otworzył sklep towarów spożywczych, który prowadziła żona, podczas gdy on nadal rozwoził chleb. Po kilku latach stał się głównym udziałowcem fabryki kawy słodowej w Gelsenkirchen”.

W początkowym okresie wojny ani J. Kaczor, ani S. Janicki nie zostali wcieleni do armii niemieckiej zarówno ze względu na wiek, jak i z powodu – w głównej mierze – charakteru produkcyjnego swojego przedsiębiorstwa, które było uznawane za ważne dla funkcjonowania niemieckiej gospodarki. W miarę narastania śmiertelności wśród młodych poborowych, armia niemiecka zaczęła mobilizować starsze roczniki i nie baczyła już na reklamacje rad nadzorczych spółek produkcyjnych. Ostatecznie J. Kaczor i S. Janicki zostali wcieleni do wojska w 1916 r. W życiorysie z 1919 r. Janicki pisał: „Oboje kierownicy byliśmy na wojnie, lecz ja często byłem zwolniony i mogłem kierować stale przedsiębiorstwem”.

Zanim właściciele fabryki zostali wcieleni do armii, J. Kaczor poinformował listownie prof. W. Lutosławskiego o słabych wynikach finansowych przedsiębiorstwa w 1916 r. ze względu na zaległości w płatnościach od odbiorców towaru będących na wojnie. Lutosławski, z sarkazmem i niechęcią do S. Janickiego, odpisał 26 maja 1916 r.: „Mój kochany, otrzymałem twą kartkę z 

30 kwietnia. Radzę ci najrychlej likwidować wszystko i także innych zachęcać, by wracali do Kraju najrychlej, a nie czekali, aż ich wygna fala wojenna, co niechybnie nastąpi. Błogosławieństwa Bożego na tej fabryce nie było – to było przedsięwzięcie, przeciw któremu ostrzegałem kilkakrotnie i ci, którzy zaufali zarozumiałości Stacha (Stanisława Janickiego – A.L.), wbrew ostrzeżeniom, słusznie zawiedzeni zostaną. Nie na to, lecz na powrót do kraju i likwidację interesów dostarczyłem ci środków. To, że każdy porywa się na różne rzeczy według swej zarozumiałości, prowadzi do upadku. Tak samo i na sądy o starszych porywają się ludzie i źle na tym wychodzą. Ale jeżeli teraz rady usłuchać uznacie, to wracajcie do domu – bo urwie się wszystko na obczyźnie i w straszny sposób. Twój W.” 

J. Kaczor w listach do żony, którą wraz z dziećmi wysłał ze względów bezpieczeństwa w rodzinne strony do Wielkopolski, tak opisywał proces powoływania go do wojska, przy okazji informując o funkcjonowaniu fabryki: „19.07.16 (…) Na południe otrzymałem wezwanie do wojska, muszę się stawić jutro 20-go rano. Nie wiem, co się stanie ze mną, bo nasza fabryka mnie reklamuje. Jeżeli nie uwzględnią reklamacji, to muszę pójść. Jutro doniosę, co będzie. Szkoda, bo dziś otrzymaliśmy 140 cetnarów pszenicy na kawę, więc nie będzie jej miał kto wypalić. 21.07.16 (…) Dziś donoszę, że z powodu reklamacji zostałem zwolniony i znów jestem w domu i pracuję dalej w fabryce naszej. Zwolniono mnie na nieograniczony czas i nie wiem, co się stanie dalej. 24.07.16 (…) Obecnie znów mocno biorą do wojska. (…) Teraz dostałem pszenicę do palenia na kawę, jak byście mieli tam mało chleba, to mogę przesortować i posłać wam na chleb, tylko nie trzeba o tym mówić, bo tego dziś nie wolno robić. 28.07.16 (…) Ja obecnie mam dużo pracy, bo teraz dostaniemy co miesiąc 500 cetnarów jęczmienia do wypalenia na kawę. 06.08.16 (…) Jak tam u was z chlebem jest? Gdybyście mieli mało, to ja bym mógł wam posłać śrutu pszenicznego na chleb; kosztowałby nas 30 fen(igów) na funt. Jest z tego dobry chleb, bo już próbowaliśmy (…) Jeżeli potrzebujecie kawy, to mógłbym wam posłać, obecnie mamy piękną z pszenicy. 13.08.16 Jednak zdaje mi się, że już niedługo wolny pozostanę, bo donieśli nam do fabryki z Bezirkskomandy, że moja reklamacja nie została uwzględniona i że przy najbliższej sposobności będę zaciągnięty, więc spodziewam się lada dzień. (…) Nie wiem, co poczniemy z fabryką, bo teraz mamy co miesiąc dostawać 500 cetnarów jęczmienia i moglibyśmy zarobić, a tu znów przeszkody. Rada nadzorcza jeszcze się stara o mnie, ale nie wiem, czy co skorygują. 29.08.16 (…) Ponieważ reklamacji mojej nie uwzględnili i już bym musiał teraz na środę pójść, ale za staraniem Kwiatkowskiego i Piechockiego pozostawiają mnie jeszcze 14 dni, abym mógł innych nauczyć kawy palić, a potem mnie wezmą i nic już nie pomoże. 10.09.16 (…) Pozdrawiam was wszystkich razem i donoszę wam, że na sobotę 16-tego muszę się stawić do wojska (…)”.

Po skoszarowaniu w miejscowości Dinslaken, przy granicy z Holandią, J. Kaczor pisał do żony: „23.09.16 Zdaje mi się, że pozostaniemy tu najwyżej 4 tygodnie, potem nas wyślą na front, bo tam brak wojska. Uczą nas tylko najbardziej, jak ludzi zabijać strzelaniem i rzucaniem granatów. (…) Miałem jutro w niedzielę jechać na urlop i już urlop otrzymałem na jeden dzień, byłem już ubrany do wyjazdu, aż naraz drugi Hakatysta mi urlop popsuł i nie mogłem jechać. A tu potrzeba było, bo sobie tam w fabryce nie mogą dać jakoś rady. Ale nic nie poradzę, trzeba pozostać w niewoli”.

J. Kaczor został przydzielony do walk na pierwszej linii frontu zachodniego i dostał się w wir najcięższych, krwawych bojów. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności został lekko ranny w maju 1917 r., kiedy koło wozu przejechało mu po stopie. Trafił do szpitala wojskowego w Landsthut w Bawarii. Po rekonwalescencji został w październiku 1917 r. uznany za niezdolnego do dalszej służby wojskowej. Przed powrotem do domu postanowił odwiedzić swoich kolegów z oddziału, w którym służył przed wypadkiem. Okazało się, że wszyscy zginęli w boju. Powróciwszy do Gelsenkirchen, mógł dalej kierować wypalaniem kawy w swojej fabryce.

Drugi z udziałowców, S. Janicki, jako młodszy, został wcielony do armii przed J. Kaczorem, przekazując mu samodzielne kierowanie przedsiębiorstwem. W odróżnieniu od wspólnika otrzymał przydział sztabowy i nie uczestniczył w bezpośrednich walkach. W zbiorczym liście do żony z przełomu 1916 i 1917 r. Janicki pisał: „20.12.16 (…) Jesteśmy w rezerwie, tj. w drugiej linii, to prawie wszyscy musimy robić. Nawet gefrajtry tym razem muszą robić i grupy nie mają. Lecz mnie trochę szczęścia spotkało, gdyż dostałem się za telefonistę, to cały dzień siedzę w budzie i na świat się nie pokazuję. (…) Myślałem tu na początku o lazarecie, lecz przy takim zatrudnieniu, to myślę pozostać tu jeszcze do końca stycznia. Do tego czasu może się jako ułoży z moją reklamacją, a może też i wniosek o urlop nadejdzie i zostanie uwzględniony. Jurgówna ma bowiem, oprócz reklamacji stawić wniosek o dłuższy urlop do dywizji, bo kompania nie może dać dłużej, niż 10 dni. Więc do inwentury chciałbym na 1 lutego przybyć. Możesz się więc Jurgówny zapytać, czy wniosek o urlop jest wysłany. (…) Kaczor mi pisał 11 listopada, że w tym dniu ich zaalarmowali w pole. Mnie się zdaje, że się dostał pod Verdun, bo tam wtenczas Francuzi zaatakowali naszych, i jak wiesz zapewne z gazet, zabrali naszych przeszło 9 tysięcy do niewoli i spędzili ich na froncie 10 kilometrów. No to Jan się dostał od razu do wielkiego ognia. Oby go Bóg zechciał zachować! Co do postępku Jurgówny wobec ciebie, to oczywiście, aż żem się tym mocno zgniewał na taką jej zuchwałość. Lecz nie pisałem jej dotychczas jeszcze o tym, tylko do Piechockiego. (…) Tymczasem niech pracuje i ty się tym wiele nie zaprzątaj. Piechocki przecież ją kontroluje i do mnie też listy często pisuje, więc co mogę, to mu doradzę. (…) Kiedy jest zboże, to niech biorą kogo należy za odpowiedniego i palą. Józef zaś niech się pilnie uczy, ażeby po wojnie pod moim lub Kaczora dozorem mógł sam palić i został jak najrychlej dobrym palaczem kawy. To będziemy mieli z niego na przyszłość pewnego i dobrego majstra. Ja jeszcze zamierzam sprowadzić kilka książek co do fabrykacji kawy słodowej, ażeby zdobyć wszelkie wiadomości co do tego i po wojnie puścić fabrykę, opartą o jak najlepsze urządzenia, dalej w bieg. Więc też pieniędzy za owe książki, które obecnie zakupuję, nie żałuj, bo to wiedza, która wyda obfity plon na przyszłość. Skoro więc książki z Berlina jakie nadejdą, to je wykup i mi tu zaraz prześlij. (…) 22.12.16 (…) Książka też wnet nadeszła. Dość droga, lecz jest w niej wiele wiadomości zawartych, które mi się przydadzą do dalszego prowadzenia i ulepszania fabryki. Wiedza to większy majątek niż pieniądz. Więc te kilka marek wydane na zdobycie wiedzy, opłacą się za kilka lat sowicie. (…) Ciekawym, jak z moją reklamacją, czy z tego co będzie. Jeśli to się nie uda, to może przynajmniej dłuższy urlop dostanę, o ile się energicznie starać będą. 03.01.17 (…) Jeśli dostanę dłuższy urlop, to dam się potem zaraz operować w Gelsenkirchen. Zobaczę, jak długo tam będę mógł pobyć. (…) Tyle na dziś. Kaczor pisał, możesz jego listy przeczytać, bo są interesujące. Jest nad Sommą. No może też tam latoś tak wielkich bitew i nie będzie”.

Po zakończeniu pierwszej wojny światowej zaczęła się odradzać Druga Rzeczpospolita, a tereny zaboru pruskiego i zamieszkałe przez Polaków inne obszary przygraniczne Rzeszy Niemieckiej budziły zainteresowanie nowo powstałego państwa. W Poznaniu w połowie listopada 1918 r. ukonstytuowała się ostatecznie Naczelna Rada Ludowa (NRL), w której władzach zasiadał między innymi Wojciech Korfanty (1873–1939). Z jej inicjatywy w stolicy Wielkopolski został zwołany Polski Sejm Dzielnicowy, obradujący od 3 do 5 grudnia 1918 r. Uznał on NRL za jedyną i legalną władzę zwierzchnią Polaków na terytorium Niemiec. Konsekwencją zjazdu było także utworzenie Podkomisariatu NRL w Bytomiu (Beuthen), obejmującego swoim zasięgiem oddziaływania Górny Śląsk. W maju 1919 r. został on rozwiązany przez Niemców, a jego siedzibę przeniesiono do Sosnowca. W konsekwencji zakończonego w lutym 1919 r. powstania, w sierpniu 1919 r. Wielkopolska znalazła się w granicach Drugiej Rzeczypospolitej, a NRL rozwiązała się. Kilka miesięcy później, w listopadzie 1919 r., przestał istnieć także Podkomisariat NRL w Sosnowcu.

Delegatami na Polski Sejm Dzielnicowy z okręgu westfalsko-nadreńskiego zostały między innymi osoby bezpośrednio związane z fabryką kawy słodowej „Prymas” – S. Janicki i J. Kaczor (aktualni kierownicy przedsiębiorstwa), J. Skraburski (były wspólnik) oraz dr E. Piechocki i M. Kwiatkowski (członkowie Rady Nadzorczej). Najprawdopodobniej właśnie wtedy, podczas burzliwych obrad parlamentu, zapadła decyzja o przeniesieniu fabryki na Górny Śląsk do Tarnowskich Gór.

ciąg dalszy nastąpi

Armin Lach

Pełną, całościową wersję tekstu wraz ze źródłem, przypisami i grafiką znajdzie czytelnik
w najbliższym wydaniu Rocznika Muzeum w Tarnowskich Górach.

Montes Nr 114