Na kilka dni przed moim kolejnym wyjazdem na Dolny Śląsk, wyznaczając trasę, zdecydowałam się wydłużyć ją o kilkadziesiąt kilometrów. Przyczyna? Przypadkiem natrafiłam na informację o dobrze znanym w Tarnowskich Górach nazwisku Wrochem, które od XVI wieku znane jest w mieście w połączeniu z imieniem Piotr. Nie tylko zresztą z imieniem, ale również z zamkiem, wzniesionym przez ówczesnego pana na Tarnowicach. Natomiast zaskoczeniem dla mnie było napotkanie wtedy tego nazwiska połączonego z innym imieniem – Wiktor. Nie tylko zresztą ono, ale również budowla, wzniesiona we wsi Czerwięcice pod Raciborzem, na Górnym Śląsku.
Rycerz i właściciel dóbr tarnowickich i innych okolicznych terenów Piotr, związany był z początkami górnictwa kruszcowego. Około 1529 roku Wrochem jako lennik księcia Jana II Dobrego zawarł układ dotyczący wydobywania rudy srebra i ołowiu, na którego mocy książę zagwarantował lennikowi udział w dochodach z wydobycia kruszcu. Na ziemiach rycerza odstąpionych księciu rozwijało się później miasto Tarnowskie Góry.
Wiktor von Wrochem (20.04.1844–11.1.1910), żyjący kilka stuleci później, to również szlachcic, major armii pruskiej, właściciel dóbr między innymi czerwięcickich i członek pruskiej Izby Panów. W 1908 roku opublikował w Raciborzu historię własnego rodu – Familien-Geschichte des Geschlechtes von Wrochem. Jego rezydencja była przypuszczalnie pierwotnie dworem, a w XIX wieku została przebudowana w pałac. Jej obecny neorenesansowy kształt wiąże się przede wszystkim z kolejną przebudową z 1892 roku przeprowadzoną przez Wiktora. Możemy również wywnioskować z dostępnych dokumentów zgromadzonych w archiwach, że rodzina Wrochemów z Czerwieńcic była wyznania luterańskiego. W tamtych czasach nierzadko zdarzały się wśród rodzin szlacheckich wyznaniowe związki mieszane. I tak córka majora, Sophie, ewangeliczka, wzięła ślub z katolikiem Johannem/Hansem von Schimonskym.
Piotra i Wiktora dzieliły stulecia, różniły epoki i oczywiście zupełnie inne realia historyczne. Łączyło nazwisko, szlachectwo i właścicielski status na Śląsku. Splot dwóch różnych imion z tym samym nazwiskiem zaciekawił mnie, a nawet zafascynował na tyle, że zdecydowałam się zboczyć z trasy przejazdu i pojechać pod Racibórz.
Piotr Wrochem – tarnowicki rycerz
Prawie każdy, kto mieszka w Tarnowskich Górach albo odwiedza to miasto podczas dorocznego święta Gwarków, widział postać mężczyzny pojawiającą się na jednym z pierwszych miejsc barwnego pochodu historycznego. Jedzie konno, przywdziany w srebrną rycerską zbroję, albo idzie pieszo, niosąc na sobie około 30 kilogramowy jej ciężar, a towarzyszy mu jeden lub dwóch giermków. To właśnie współczesny wizerunek tarnowickiego szlachcica.
W XVI wieku rycerz Wrochem wzniósł w Tarnowicach trójskrzydłową budowlę – renesansowy zamek. Jego budowę mogły sfinansować dochody uzyskiwane z górnictwa kruszcowego na należących do Piotra ziemiach. Zamek pozostał do dzisiaj jako materialny ślad człowieka. Gdzie pochowano pana na Tarnowicach, Reptach i kilku innych miejscowościach, trudno się domyślać. Pozostaje jedynie zgadywać i przypuszczać, że jest to cmentarz przy starym kościele pw. św. Marcina Biskupa i Wyznawcy. Jest niejako w historii rycerza Wrochema i jego zamku pewna ironia czasu. Przez stulecia zmieniali się właściciele a niedawno po raz kolejny nieruchomość ta znalazła się na rynku handlowym wystawiona na sprzedaż. Wielokrotnie przez stulecia przebudowywana, odrestaurowana, przywrócona „do życia”, szuka kolejnego właściciela w roku, w którym Tarnowskie Góry obchodzą swe 500-lecie.
Ślady Wiktora Wrochema i jego pałacu
W drodze do Czerwięcic, snułam domysły dotyczące lokalizacji i wyglądu tamtejszego pałacu. Wyobrażałam sobie tę dziewiętnastowieczną rezydencję jako atrakcyjną budowlę otoczoną parkiem i ogrodem. Rzeczywistość okazała się inna. Po przyjeździe do wsi trafiłam na ulicę – a jakże! – Główną. Umieszczona przy niej tabliczka informacyjna skierowała mnie do pałacu. Część drogi pokonałam pieszo, idąc w górę po zboczu niewysokiego wzgórza. Nieruchomość nie jest widoczna z głównego traktu, osłonięta listowiem dużych drzew. Do zespołu pałacowo-parkowego prowadzi z głównego traktu alejka a równolegle do niej druga. W części parkowej zachował się starodrzew, dziś przeplatany samosiejkami młodych drzew i krzewów. Niemal przy końcu alei mijałam mocno zrujnowane, rozpadające się mury dawnych zabudowań gospodarczych. Być może to stodoły, stajnie, obory, lecz ich obecny stan nie pozwala już rozpoznać pierwotnej funkcji poszczególnych budynków. Z pewnością znaleźlibyśmy ich ślady na dawnych planach i mapach. W sąsiedztwie, nieco niżej, widać inne pozostałości dawnego folwarku, ale również współczesną zabudowę mieszkalną wsi. Główna bryła pałacu i wszechobecna na jej elewacji cegła i płaty odpadającego tynku czynią to miejsce jakby żałośnie i cicho wołającym o pomoc. A jednak nawet w takim stanie można dostrzec dawną reprezentacyjność budynku. Ta część nieruchomości została ogrodzona przez nowego właściciela, nie ma do niej dostępu. Zakazują go też stosowne tablice informacyjne przy ogrodzeniu.
Murowany budynek jest dwukondygnacyjny, o neorenesansowej formie, z wysokim czterospadowym dachem i lukarnami. Na stronie ogrodowej uwagę zwraca symetryczna kompozycja z dwoma bocznymi ryzalitami w formie wież oraz centralnym, trzyosiowym ryzalitem zwieńczonym trójkątnym frontonem. Przed nim znajduje się kolumnowo-filarowy portyk. Na dachu, nad frontonem, uważny obserwator dostrzeże urządzenie, smukłe i wysokie, zapewne metalowe. To antena radiowa zamontowana około roku 1940, gdy nieruchomość zajmowały wojska niemieckie. Ten ciekawy element uzupełnia bryłę budynku i jego historię. Na jednej z wież zachował się też metalowy, ozdobny anemoskop lub raczej metalowa ozdobna chorągiewka z datą 1892. Ten detal pozwala jeszcze mocniej związać dzisiejszy widok budynku z jego dziewiętnastowieczną historią.
Przeciwna strona pałacu jest bardziej urozmaicona i asymetryczna. Centralnie umieszczony ryzalit otrzymał neorenesansowy szczyt. Wejście do pałacu znajduje się na krótszym jego boku pod zabudowanym gankiem z niewielkim dachem osłaniającym schody dla wygody osób wchodzących i opuszczających pałac.
Trudno dziś wyobrazić sobie dokładnie, jak wyglądała ta nieruchomość w czasach Wiktora von Wrochema – jak prezentowały się wnętrza, park, zabudowania gospodarcze i codzienne życie właścicieli. Z okresu rozkwitu budowli pozostało kilka zdjęć elewacji, paru pokoi pańskich i otoczenia. Ogród i park, choć nie bardzo rozległe, były uporządkowane i obsadzone roślinnością w przemyślany sposób. Czerwięcice przez niemal dwa stulecia, od 1712 roku, pozostawały w rękach jednej z gałęzi rodu Wrochemów. Znaczenie miejscowości było na tyle duże, że tamtejsza kaplica przypałacowa została przebudowana w mały kościół i otoczona jest cmentarzem wiejskim. Po prawej stronie od wejścia, przy ogrodzeniu, stoi 10 kamiennych nagrobków w kształcie krzyży. Najstarszy prawdopodobnie z XVIII wieku.
Major Wiktor von Wrochem zmarł 11 listopada 1910 roku. Na jednym z nagrobków widoczna jest niemieckojęzyczna inskrypcja w tłumaczeniu: „Tu spoczywa w Bogu królewski major w stanie spoczynku, członek rodu na Czerwięcicach, Victor von Wrochem, urodzony 20 kwietnia 1844, zmarły 11 listopada 1910. Był także z Jezusem z Nazaretu Mateusz 26.71”
Dwaj Wrochemowie
I właśnie tutaj spotykają się moje dwie historie. Piotr Wrochem – rycerz, pan na Tarnowicach, Reptach, Wielowsi, właściciel dóbr związanych z początkami górnictwa, fundator renesansowego zamku. Wiktor Wrochem – major armii pruskiej, właściciel ziem z okolic Raciborza, członek pruskiej Izby Panów, gospodarz dziewiętnastowiecznej rezydencji. Dzieliły ich stulecia. Łączyło nazwisko, przynależność do tego samego śląskiego szlacheckiego rodu, wielkiego i szanowanego, własność ziemska i „militarna” przeszłość. Łączą ich dziś również, chociaż wywodzące się z różnych gałęzi rodowych, istniejące nadal dwie budowle. Zamek w Tarnowskich Górach otrzymał nowe funkcje. Posiadłość kilkakrotnie zmieniała właścicieli, a ostatnimi do 1945 roku byli Henckel von Donnersmarckowie. Odrestaurowany i „ożywiony” jest obecnie przeciwieństwem pałacyku Wiktora popadającego w coraz większą ruinę, która pozwala jeszcze zaledwie wyobrażać sobie jego dawną świetność. Oba miejsca są jednak nadal obecne w krajobrazie Górnego Śląska. Jedno przyciąga przybyszów życiem, drugie każe im pomyśleć o tym, co pozostaje po ludziach, będących niegdyś ich gospodarzami. Aby poczynić te obserwacje, warto było zboczyć z zaplanowanej trasy. Podczas moich odwiedzin w Czerwięcicach nie wiedziałam jeszcze, że historia tamtejszych Wrochemów ma swój dalszy, bardzo osobisty ślad – związany z grobami członków rodu i z córką Wiktora, Zofią, późniejszą von Szymonsky.
To już jednak inny temat.
Alicja Kosiba-Lesiak
Szerokiego opracowania historii rodu Wrochemów dokonał dr Arkadiusz Kuzio-Podrucki w publikacji pt „Wrochemowie”