Menu Zamknij

Pierwsi na Śląsku

Jak rodziła się Solidarność w Fabryce Zmechanizowanych Obudów Ścianowych Fazos

Z perspektywy minionych dziesięcioleci rzeczywistość polska schyłku lat 70-tych ubiegłego wieku wydaje się tak różna, tak nieprzystająca do świata, w którym żyjemy dzisiaj, że aż nierealna. Ponura szarość miast, miasteczek i wsi, zapaść handlu, z urastającymi do rangi symbolu nagimi hakami w sklepach rzeźniczych, nieudolność technologiczna, której mimowolnym wyznacznikiem stał się obwołany wielkim osiągnięciem socjalistycznego sposobu produkcji, licencyjny do tego mały fiat, mizeria oficjalnego życia społecznego – wszystko to składało się na obraz państwa dochodzącego kresu swej politycznej i ekonomicznej wydolności

Podobnie, albo jeszcze gorzej przedstawiała się sytuacja w pozostałych krajach bloku sowieckiego. Ten przygnębiający w swej istocie i rozległości obraz mógł prowadzić do uzasadnionych przypuszczeń, że dni komunistycznego eksperymentu są policzone.
Kiedy pewnego październikowego poranka 1978 roku Polskę i cały świat obiegła niesamowita wiadomość o wyborze kardynała Karola Wojtyły na tron Piotrowy nikt nie przypuszczał, że ta data zostanie niebawem uznana przez większość historyków za początek końca tzw. wspólnoty państw socjalistycznych.
Odbyta przez papieża Polaka w czerwcu roku następnego pierwsza pielgrzymka do Ojczyzny zaowocowała między innymi swoistym raportem o stanie państwa. Okazało się bowiem wyraźnie w czasie papieskich nabożeństw odprawianych w obecności setek tysięcy wiernych, jak liczni, zdeterminowani i solidarni są Polacy-antykomuniści, a jak słaba, bezradna i miałka intelektualnie jest komunistyczna władza.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Rok po papieskiej wizycie, w lipcu 1980 r. doszło do „nieuzasadnionych przerw w pracy” (władza komunistyczna nie mogła przełknąć słowa strajk) w kilku zakładach pracy na Lubelszczyźnie, a w sierpniu rozpoczął się tak brzemienny w skutkach strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Na Śląsku płomień buntu rozgorzał najwcześniej w tarnogórskim Fazosie.
Tarnowskie Góry, miasto leżące na północnych krańcach Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego, od swego zarania związane jest z górnictwem. To tu właśnie, przed wiekami, rozwinęło się kopalnictwo kruszców i tu brać gwarecka uzyskała pierwszą na ziemiach polskich regulację prawną swych przywilejów – „Ordunek Górny”. Miasto, chociaż leży niejako na uboczu przemysłowego centrum regionu i samo węglem nie stoi, to jednak z górnictwem węglowym było od dziesięcioleci związane, chociażby największym w Europie kolejowym węzłem towarowym czy zakładami produkującymi na potrzeby górnictwa: Tagor, Faser, Fazos. Zrozumiałym więc staje się fakt, że wszelkiego rodzaju symptomy rozkładu gospodarki socjalistycznej, ze wszystkimi tego konsekwencjami politycznymi i społecznymi, musiały ujawnić się i tu.
Najpierw był maj
Jak wspomina Marek Skwarczyński, jeden z organizatorów i przywódców strajku w Fazosie w sierpniu, jego zakład po raz pierwszy zastrajkował w maju (!) 1980 roku. Starsi pamiętają ten napięty czas wyczekiwania. Nadciągającego kryzysu nie dało się dłużej ukrywać. Na majowym zjeździe PZPR dokonano pewnych zmian – oczywiście tych jedynie możliwych – kosmetycznych: odwołano ze stanowiska premiera Jaroszewicza i jego najbliższych współpracowników, czyniąc ich odpowiedzialnymi za gospodarczy zastój. Polityczno-rządowa wierchuszka łudziła się jeszcze naiwnie, że takie kozły ofiarne skupią na sobie gniew ludu i rozładują narastające napięcie.
Strajk majowy, a raczej krótka, bo czterogodzinna przerwa w pracy, miał charakter ekonomiczny. Pracownicy sprzeciwili się w ten sposób podwyższaniu norm produkcyjnych i równoczesnemu obniżaniu stawek płacowych. Nieprzygotowana na jakiekolwiek formy protestu dyrekcja Fazosu zgodziła się po krótkich negocjacjach na żądania protestujących… Tyle tylko, że nigdy ich nie zrealizowała.
Tym niemniej majowy protest ujawnił problem; na światło dzienne, chociaż w ograniczonym zakresie, wypłynęły napięcia i konflikty, których świadomość była już wówczas dość powszechna, ale publicznie niewyrażana. Jednocześnie aparat władzy okazał swoją całkowitą indolencję i nieprzygotowanie do rozmów z załogą na kluczowe tematy, a także jej karygodne lekceważenie. Decydenci, pełniący swe odpowiedzialne funkcje z nadania partii mieniącej się robotniczą, wykazali się całkowitym brakiem zrozumienia dla problemów załogi i gotowości do rozmów z nią. Ta ułomność ujawni się z całą mocą, tym razem w skali całego kraju, już kilka miesięcy później.
Tymczasem nadszedł lipiec i pierwsze protesty kolejarzy na Lubelszczyźnie. Społeczeństwo, które uświadomiło sobie swą jedność i moc podczas papieskiej pielgrzymki sprzed dwunastu miesięcy, teraz coraz odważniej zaczęło wyrażać swój sprzeciw wobec zakłamania i niekompetencji rządzących. Ekipa Gierka już dawno utraciła resztki społecznego zaufania, a natrętnie forsowany mit o polsko-radzieckiej przyjaźni, w konfrontacji z codziennością budził coraz powszechniejszą irytację i pogłębiał niechęć do zwasalizowanych rządów komunistów. Wiadomości o transportach żywności, jakie miały wędrować na wschód celem zaopatrzenia moskiewskiej olimpiady, w zestawieniu z codziennym widokiem pustych półek sklepowych, musiały doprowadzić do społecznego niezadowolenia. Bezpośredni uczestnicy tych zdarzeń wielokrotnie podkreślali, że znaczący wpływ na radykalizację nastrojów wywierały audycje radiowe emitowane regularnie przez polskojęzyczne rozgłośnie z wolnego świata: Głos Ameryki, a przede wszystkim Radio Wolna Europa.
Ten społeczny ferment narastał również na Śląsku, a w Fazosie, wobec jawnie lekceważącej załogę opieszałości dyrekcji w realizacji wynegocjowanych na wiosnę zobowiązań, poziom frustracji i niezadowolenia musiał być szczególnie wysoki. Ów brak jakichkolwiek działań dyrekcji zakładu w kierunku realizacji ustaleń podjętych w maju sprawiły, że co aktywniejsi pracownicy produkcji postanowili nie czekać dłużej.
Sierpniowy strajk
Jak wspomina jeden z animatorów tamtych wydarzeń, Marek Skwarczyński, rzecz cała rozpoczęła się 21 sierpnia na porannej zmianie, o godzinie 6.00. Ludzie od tygodnia byli informowani o wydarzeniach w Stoczni Gdańskiej. Lekceważący bezruch, a może niemoc dyrekcji Fazosu, przy narastającej i coraz powszechniejszej świadomości wagi tego, co dzieje się na Wybrzeżu, przepełniły czarę goryczy. Wezwanie M. Skwarczyńskiego do niepodejmowania pracy w tym dniu podjęli kolejno robotnicy wszystkich wydziałów.
Protest rozpoczął się na wydziale spawalniczym, gdzie liderem został Włodzimierz Jackowski, a następnie na wydziale mechanicznym, gdzie przewodził zebranym M. Skwarczyński. Kiedy zgłosili się już pracownicy z wszystkich wydziałów, postanowiono ten żywiołowo zawiązany masowy wiec przenieść z braku miejsca do jednej z budowanych właśnie hal. Produkcja tymczasem została wstrzymana w całym zakładzie.
W tych decydujących chwilach dyrekcja zakładu zdaje się być zdezorientowana, bo nie podejmuje żadnych działań, czy prób porozumienia ze strajkującymi. Ci w tym czasie samoorganizują się. Wiadomość o zawiązaniu na Wybrzeżu MKS-u i rozprzestrzenianiu się strajku dodaje sił i utwierdza zgromadzonych w słuszności obranej drogi.
W oczekiwaniu na reakcję dyrekcji sformował się Komitet Strajkowy. Podjęto decyzję o rotacyjnym charakterze strajku. Dobiegała końca pierwsza zmiana, kiedy zgromadzeni pracownicy doczekali się przybycia przedstawiciela kierownictwa zakładu. Był nim dyrektor do spraw pracowniczych Henryk Florczak. Człowiek ten nigdy nie cieszył się zaufaniem załogi, co nie mogło ułatwić pertraktacji. Jak można było przypuszczać, rozmowa z nim nie doprowadziła do żadnych konstruktywnych uzgodnień, a jedynie zradykalizowała nastroje.
Dopiero w trakcie drugiej zmiany, kiedy stało się oczywistym, że strajk nie jest jedynie chwilowym wyrazem niezadowolenia załogi, do zgromadzonych przybyli przedstawiciele zakładowych, powiatowych i wojewódzkich struktur partyjnych, związkowych, a także urzędnicy Ministerstwa Górnictwa.
Postulaty
W tym samym czasie, pod naporem bieżących wydarzeń i nastrojów, spisane zostają żądania i postulaty załogi. Początkowo jest ich ok. 60, ale po uporządkowaniu i selekcji ostają się 24. Zdecydowana większość z nich dotyczy kwestii płacowych i socjalnych. Są jednak i takie, które dotykają spraw natury politycznej, jak np. postulat nr 9, w którym domagano się przeprowadzenia ponownych wyborów do Rady Zakładowej, czy żądanie odwołania dyrektora Florczaka, sformułowane w zapisie pod nr 21. W punkcie następnym zadeklarowano pełne poparcie dla wysuniętych w Gdańsku 21 postulatów strajkujących w Stoczni im. Lenina.
Rozmowa z przybyłymi do hali notablami okazała się trudna, przytłoczona gęstniejącym napięciem i wzajemną nieufnością. Obie strony konfliktu nie czują się zbyt pewnie – w końcu dla wszystkich uczestników tamtych wydarzeń są to całkowicie nowe doświadczenia. Daje się jednakowoż odczuć, że aparatczycy partyjno-związkowi są zainteresowani przede wszystkim rozbiciem jedności strajkujących. Starają się wszelkimi sposobami przekonać ich o konieczności podjęcia pracy i o nieuniknionych konsekwencjach dalszego trwania protestu. Kiedy okazuje się, że ich akcja agitacyjna przynosi mizerne efekty, przyjmują wreszcie do wiadomości żądania załogi i obiecują ich rozpatrzenie. Zatem i to spotkanie nie przyniosło ostatecznych rozstrzygnięć, chociaż niewątpliwie było podjęciem dialogu.
Naciski i próby rozbicia strajku
Zanim pokusimy się o próbę oceny owych pierwszych godzin strajku w Fazosie, musimy pamiętać, że to, co się tu wydarzyło było, obok wydarzeń na Wybrzeżu, ewenementem na skalę nie tylko Polski, ale i całego Bloku Wschodniego. Z jednej strony polscy robotnicy, świadomi swoich praw i nadużyć władzy, z drugiej zbiurokratyzowany aparat partyjnych decydentów, nienawykły do najdrobniejszego nawet sprzeciwu, czy najmniejszych oznak dezaprobaty. W tej całkowicie nowej sytuacji i jedni i drudzy poruszają się po omacku. Wyzwala to ogromne emocje, zdenerwowanie i niekończące się dyskusje. To nie jest jeszcze pora konstruktywnego dialogu; reprezentanci struktur partii i państwa są zdecydowani bronić istniejącego status quo i nawet nie są w stanie dopuścić myśli o kompromisie na bazie jakichkolwiek ustępstw. Ale tylko do czasu…
A ten mija szybko. Przed północą zakład opuszczają małymi grupkami – dla celów bezpieczeństwa – ostatni organizatorzy strajku z pierwszej zmiany. Pozostają na posterunku pracownicy zmiany drugiej i trzeciej. Kiedy następnego dnia rano M. Skwarczyński i Wł. Jackowski stawiają się w zakładzie, zostają poproszeni na rozmowę, każdy osobno, do budynku dyrekcji. Wydarzenia dnia poprzedniego wykreowały ich obu na liderów robotniczego protestu i jako tacy mieli teraz kontynuować rozmowy. Tyle, że ze znacznie gorszej pozycji, bo bez bezpośredniego wsparcia współpracowników i niejako w tajemnicy przed nimi. Dyrekcja i jej partyjno-związkowi towarzysze widzieli w tym zapewne szansę na wymuszenie ustępstw i, tym sposobem, zażegnanie konfliktu.
Cała ta intryga okazała się jednak całkowicie nietrafiona. Obaj zaproszeni, chociaż urabiani z osobna i bez wcześniejszych wspólnych konsultacji, twardo obstawali przy jednym stanowisku: skoro nie zostali oficjalnie wybrani na przedstawicieli strajkujących, nie mogą tychże reprezentować w rozmowach z drugą stroną, a tym bardziej podejmować w ich imieniu jakichkolwiek decyzji.
Wobec całkowitego fiaska tak prowadzonych negocjacji do działania przystąpili „smutni panowie”, którzy dotychczas czekali w sąsiednim pomieszczeniu wraz z grupą działaczy partyjnych, związkowych i resortowych szczebla wojewódzkiego i ministerialnego. Ci specjaliści od łamania charakterów postanowili zastraszaniem zmusić obu buntowników do uległości i podjęcia współpracy, choćby przy wygaszeniu strajku. Kiedy i to zdało się na nic, a pod budynkiem dyrekcji zakładu począł gromadzić się tłum zniecierpliwionych i coraz bardziej zaniepokojonych strajkujących, zakończono ową niefortunną próbę pacyfikacji konfliktu. Skutek tego zdarzenia był wręcz odwrotny, bowiem relacja Jackowskiego i Skwarczyńskiego z przebiegu prowadzonych rozmów jeszcze zradykalizowała nastroje i umocniła determinację załogi.
Kurierzy do Gdańska
Krótko po tym incydencie zdecydowano o wysłaniu do Gdańska kurierów, którzy mieli zdać sprawę z wydarzeń na Śląsku. Dla pewności w drogę wyruszyło dwóch, poruszających się odrębnymi trasami. Jak się później okazało, taka roztropność była ze wszech miar wskazana; jeden z posłańców został zatrzymany przez funkcjonariuszy SB w Bydgoszczy. Szczęśliwie drugi, a był nim Włodzimierz Jackowski, dostarczył do Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego komplet przygotowanych w Tarnowskich Górach dokumentów – spis postulatów załogi Fazosu oraz rezolucję następującej treści:
Tarn. Góry, dn. 22.08.80 r.
„Rezolucja podjęta przez pracowników produkcyjnych Fabryki ZmechanizowanychObudów Ścianowych „Fazos” Tarn. Góry w wyniku strajku rozpoczętegow dniach 21–22.08.80 r.
W związku z obecną sytuacją gospodarczą, jaka ma miejsce w kraju, załoga naszego zakładu postanowiła zabrać w tej sprawie głos nurtujący ogół narodu.
Strajk ma na celu poparcie postulatów odnośnie poprawienia sytuacji gospodarczej kraju i problemów zaopatrzenia rynku, wysuwanych przez strajkujących pracowników Wybrzeża.
Popieramy również żądania dotyczące powołania wolnych związków zawodowych jako reprezentanta mas pracujących. Mając na uwadze ciężką sytuację, jaka utrzymuje się w kraju, załoga na zebraniu ogólnym wszystkich pracowników postanowiła przystąpić do pracy aby niepotrzebnie nie powodować dalszych strat, które w końcu uderzą w nas samych.
Jednocześnie załoga wysunęła szereg postulatów, które mają być zrealizowane i wyjaśnione w najbliższych dniach.
W przypadku niezrealizowania głównych postulatów robotników od dnia 1.09.08 r. zakład stanie ponownie.
Załoga Fabryki Zmechanizowanych Obudów Ścianowych »Fazos« – Tarnowskie Góry”
Zawieszenie protestu
Trwające przez cały ten czas rozmowy z dyrekcją zakładu i osobami z zewnątrz szły opornie i co za tym idzie, wszelkie ustalenia rodziły się z wielkim bólem. Widać było, że rządząca przez kilkadziesiąt powojennych lat Partia, która zawsze bezwzględnie rozprawiała się z najdrobniejszymi przejawami sprzeciwu czy jakąkolwiek formą ujawnionej opozycji, nie potrafiła przestawić się na taki sposób rządzenia i zarządzania, który uwzględniałby prowadzenie negocjacji z tymi, którzy prezentują inne poglądy. Tym niemniej podjęto wówczas w Fazosie pewne wiążące decyzje: i tak, obiecano zdjąć ze stanowiska nieudolnego dyrektora d/s pracowniczych, H. Florczaka i nie podwyższać norm produkcyjnych. Na inne postulaty, których realizacja wymagała pewnego czasu, postanowiono dać dyrekcji tydzień. Otwarta pozostawała kwestia postulatów politycznych (m. in. o utworzeniu wolnych związków zawodowych), które zostały sformułowane podczas rozmów w Stoczni Gdańskiej, a których realizacja nie leżała w gestii stron negocjujących w Fazosie. W sumie wydawało się możliwe do spełnienia przez miejscowych decydentów ok. 80 proc. wysuniętych przez strajkujących żądań. W tej sytuacji nie pozostawało już nic innego do zrobienia, jak zawiesić czasowo strajk i raz jeszcze zaufać dyrekcji. Komitet Strajkowy postanowił zachować gotowość strajkową, podjąć pracę na wszystkich wydziałach i poczekać na odpowiedź dyrekcji do 30 sierpnia.
Pismo zatytułowane Informacja o realizacji postulatów, podpisane przez dyrektora Fazosu, Stanisława Karmańskiego, nosi datę 21 sierpnia 1980 roku. To oczywista pomyłka, a może świadome antydatowanie… Ważniejsza jednak jest treść tej niedługiej notatki. Wynika z niej bowiem, że władze postanowiły spełnić żądania płacowe i socjalne, jakie postawili strajkujący. Świadczy to o całkowitej zmianie strategii wobec robotników. Można przypuszczać, że wpłynęła na to z jednej strony odwaga i determinacja, jaką w tych dniach próby wykazali się pracownicy Fazosu, a z drugiej – zmiana, która dokonała się w stanowisku delegacji rządowej, prowadzącej w Gdańsku te tak brzemienne w skutkach negocjacje ze stoczniowcami.
Decyzje dyrektora Karmańskiego, zawarte w przedstawionym piśmie, mogą szokować hojnością. Oto bowiem, po miesiącach zatwardziałego milczenia i butnej nieustępliwości proponuje się prawdziwy deszcz bonusów, które sypią się jakby z rogu obfitości. I tak, wprowadza się dodatki za pracę na zmianach II i III, dodatek za pracę w wolną sobotę dla pracowników akordowych, podnosi się dodatek za pracę w warunkach uciążliwych i szkodliwych, podwyższa się premię uznaniową dla pracowników dniówkowych, a pracownicy oddelegowani do prac serwisowych w kopalniach mają być wynagradzani według stawek obowiązujących w górnictwie dla prac dołowych. Ponadto dyrektor zobowiązał się dopilnować merytorycznego przeanalizowania i ponownego rozpatrzenia wszystkich tych spraw spornych, które zasygnalizowano podczas strajku.
Marek Chmura
Dokończenie w następnym numerze

Montes nr 141