Wiosną 2002 r. rozpoczęły się zmagania o to, by linia wąskotorowa prowadząca przez Tarnowskie Góry i Bytom przetrwała. Prowadzili je miłośnicy kolei, bowiem Zamiejscowy Wydział Kolei Dojazdowych w Bytomiu znajdował się w schyłkowej fazie likwidacji. W kwietniu 2002 r. było tam już tylko dwoje pracowników: Barbara Skalska i kierujący likwidacją wydziału Alojzy Rode
Ten ostatni wydał zgodę na demontaż torów bocznych stacji wąskotorowej Maciejkowice w Chorzowie. Miały one zostać zużyte do odbudowy tych odcinków torów, zdemontowanych przez złodziei metalu. Miłośnicy kolei w kwietniu 2002 r. przystąpili do prac w terenie. W tym czasie między ul. Chorzowską a Łagiewnicką w Bytomiu brakowało około pół kilometra torów. Społecznicy zaczęli od wycinki pasa przeciwpożarowego koło Dąbrowy Miejskiej. Ponadto, korzystając z likwidacji Cegielni Ruda, miłośnicy kolei kupili stamtąd za 1250 zł lokomotywę spalinową Wls50, przystosowaną do jazdy po torze o rozstawie 785 mm – a więc takim, jaki obowiązywał na Górnośląskich Kolejach Wąskotorowych.
Także formalności, którymi wcześniej zajmowały się Polskie Koleje Państwowe, przypadły w udziale społecznikom. Aby latem pociągi mogły znowu wozić mieszkańców nad zalew Nakło-Chechło, trzeba było opłacić dozór techniczny, zakupić paliwo do lokomotyw, uiścić ubezpieczenie, przeprowadzić badania lekarskie personelu, itd.
Kolejny etap prac rozpoczął się 10 maja 2002 r., kiedy to z warsztatów naprawczych w Bytomiu Rozbarku przewieziono ciężarówką akcesoria potrzebne do naprawy toru. Jak wynikało z rozpoznania, złodzieje złomu oszczędzili dosyć długi odcinek trasy wiodącej od Miasteczka Śląskiego przez Tarnowskie Góry do Suchej Góry. Kradzieże miały miejsce głównie w Bytomiu i Chorzowie. Na szlaku Bytom Karb – Bytom Wąskotorowy trzeba było założyć mocowania szyn, a na odcinku Bytom Północny – Sucha Góra uzupełnić podkładki. W następstwie kilkudniowych prac 12 maja 2002 r. linia wąskotorowa od Bytomia do Miasteczka Śląskiego ponownie była przejezdna. W tym czasie zamontowano m.in. około 350 podkładek i 700 wkrętów. Potem doprowadzono do użytku nastawnię Bytom Karb Wąskotorowy.
Nie obyło się przy tym bez problemów, o czym informowała prasa. Gazeta Wyborcza 22 maja 2002 r. donosiła, że wstrzymano prace przy bytomskiej wąskotorówce, pisząc: „Kilka dni temu kilkunastu miłośnikom kolejki, którzy starali się łatać ubytki na jej trasie, pracownicy PKP zakazali tam wstępu”. Na szczęście były to tylko przejściowe problemy, do tego niewidoczne z perspektywy Tarnowskich Gór. W mieście gwarków tor leżał właściwie nienaruszony i mieszkańcy nie musieli mieć świadomości, że w sąsiednim mieście rozgrywa się batalia o to, czy wąskotorówka zostanie uruchomiona, czy też zwyciężą złodzieje złomu.
Bieżący przebieg prac relacjonował w internecie Andrzej Cichowicz, ówczesny szef stowarzyszenia zrzeszającego miłośników kolei, który koordynował przebieg prac w terenie. Dzięki temu wiadomo np., że 7 czerwca 2002 r. zamontowano szyny na łukach przy Polu Północ, za to w rejonie ulic Chorzowskiej i Krzyżowej w Bytomiu stwierdzono kradzież 210 metrów szyn. W kolejnych dniach postanowiono pracować siłami społecznymi w godzinach od 9 do 20, by przygotować trasę kolejową przed sezonem letnim. W trakcie prac 15 czerwca na gorącym uczynku ujęto trzy osoby demontujące wąski tor i przekazano je na komisariat policji w Chorzowie.
W tym okresie wzmogły się też kradzieże toru w Siemianowicach Śląskich. Bywało i tak, że społecznicy przychodząc kolejnego dnia stwierdzali, że po nocy na odcinku stu metrów zginęło łącznie 220 podkładek i 660 wkrętów, czyli elementów potrzebnych do umocowania szyn na podkładach. Odcinek tarnogórsko-miasteczkowski pozostawał za to bezpieczny.
Chociaż trasa do Miasteczka Śląskiego była od połowy maja przejezdna, to lokomotywy i wagony mające przewozić pasażerów znajdowały się „uwięzione” w warsztatach naprawczych w Bytomiu Rozbarku przy ul. Brzezińskiej. Złodzieje złomu odcięli możliwość dojazdu, kradnąc tor prowadzący do tych warsztatów. Do 18 czerwca 2002 r. społecznicy odtworzyli sporo sprawiając, że przejezdny był szlak Miasteczko Śląskie – Tarnowskie Góry – Bytom – Chorzów Przeładownia oraz odcinek od warsztatów naprawczych w Bytomiu Rozbarku do około pięciuset metrów przed Polem Północ. Do odbudowy pozostawał wtedy niezbyt długi szlak Pole Północne – Chorzów Przeładownia. W trakcie prac korzystano z lokomotywy Lxd2, która ciągnęła wagony przewożące szyny do zamontowania. W pracach uczestniczyli także uczniowie, studenci i maszyniści.
Prace ukończono w sobotę 22 czerwca 2002 r. o godzinie 22:43. Do tego momentu w ciągu 70 dni uzupełniono, czyli odtworzono ponad 11 kilometrów toru, z tego około 500 metrów ułożono od podstaw. Część wykorzystanego materiału pozyskano, rozbierając zbędne tory, co dodatkowo zwiększyło zakres prac. Pracującym doskwierał upał i plaga komarów. Mimo tego, w ostatnim tygodniu pracy, niektórzy ochotnicy zaczynali z samego rana i kończyli po zmroku. Przez ostatnie godziny po zachodzie słońca tory układano przy świetle reflektorów lokomotywy spalinowej Lxd2-372.
Dziękując za zaangażowanie społecznikom, kolejarzom, studentom i uczniom Andrzej Cichowicz napisał: „Podziwiałem szczególnie kilku z was, którzy wydajnie pracowali na obie zmiany – poranną i popołudniową, spali 10 godzin tygodniowo i jedli śniadanie o 8.00 i drugie śniadanie o 22.00. Wszelkie apele o pomoc spotykały się z natychmiastowym odzewem”. W gronie osób, które najwięcej czasu pracowały przy odbudowie linii wąskotorowej, byli m.in. Adrian Bilik z Głubczyc, Leszek Galat z Będzina, Mariusz Senderowski z Bytomia, Andrzej Wasik z Tarnowskich Gór, Paweł Niemczuk z Gliwic i kilkunastu innych.
Następnego dnia po zakończeniu prac, w niedzielę 23 czerwca 2002 r. po odbudowanym torze przejechał jeden długi pociąg, prowadzący sporo taboru z warsztatów naprawczych w Bytomiu Rozbarku przez Pole Północne do stacji Bytom Karb Wąskotorowy. Prowadziły go dwie lokomotywy Lxd2, w pierwszej maszynistą był Kazimierz Myśliwiec, a pomocnikiem Paweł Niemczuk. Przetransportowano w ten sposób m.in. wagony do przewozu pasażerów, jakie tydzień później miały zacząć kursowanie na trasie do Miasteczka Śląskiego. Nikt się wtedy nie spodziewał, że był to pierwszy a zarazem ostatni przejazd po odbudowanym odcinku toru z warsztatów naprawczych. Tor ten po pewnym czasie został ponownie rozkradziony przez złodziei złomu. Tymczasem jednak po zakończeniu prac miłośnicy kolei zgłosili umowę użytkowania trasy Górnośląskich Kolei Wąskotorowych do ostatecznej ratyfikacji przez Polskie Koleje Państwowe.
Na razie jednak społecznicy i miłośnicy kolei odczuwali ulgę. Dzięki odbudowie toru i przetransportowaniu wagonów, w sobotę 29 i w niedzielę 30 czerwca 2002 r. wyruszyły pierwsze tego roku pociągi pasażerskie na trasę Bytom – Tarnowskie Góry – Miasteczko Sląskie. Uruchomili je pasjonaci kolei wraz z nielicznymi już byłymi pracownikami PKP. Odjazdy z Bytomia zaplanowano na godziny 8:50 i 12:05, natomiast powroty z Miasteczka Śląskiego na 10:20 i 17:45. Ustalono ceny biletów za przejazd do 15 km na 2 zł, natomiast powyżej 15 km – 4 zł. Dzieci i młodzież mogły zakupić bilety ze zniżką 50 procent, a przewóz rowerów był bezpłatny. Pociągi kursowały także w lipcu i sierpniu.
Ponieważ złodzieje rozkradli część szlaku kolejowego z Bytomia w stronę Chorzowa, latem 2002 r. nie było możliwości uruchomienia tak jak rok wcześniej pociągów pasażerskich z Miasteczka Śląskiego do Siemianowic Śląskich. Rozwiązanie zaradcze zaproponował Jakub Halor, który zajął się stroną organizacyjną uruchomienia zastępczej komunikacji autobusowej na odcinku Siemianowice Śląskie – Bytom. Znalazł on przewoźnika autobusowego, chętnego do kursowania na tej trasie. Był nim Leszek Piekoszewski z Czeladzi, który jeździł na tej trasie na własny rachunek. Dzięki temu mieszkańcy Siemianowic Śląskich mieli latem zagwarantowane połączenia np. do tarnogórskiej Kopalni Zabytkowej czy nad zalew Nakło-Chechło.
Tekst i zdjęcia Tomasz Rzeczycki