Menu Zamknij

Wąskim torem przez Tarnowskie Góry

Jeden z ostatnich pociągów towarowych z węglem kamiennym, 6 maja 2001 r. Fot. Tomasz Rzeczycki

Rok 2002 był ostatnim, w którym w Tarnowskich Górach istniał rozbudowany układ linii wąskotorowych. Jednak ani ówczesne władze wojewódzkie, ani Urząd Marszałkowski nie były zainteresowane, żeby wesprzeć miasto i hobbystów kolejowych. Nie było świadomości, że można by tę infrastrukturę wykorzystać do prowadzenia przewozów pasażerskich pomiędzy Strzybnicą i centrum miasta oraz do rejonu szybu Staszic

Linia okrążająca od północy Kopalnię Zabytkową prowadziła od dawnej stacji Repty pod szyb Staszic. Liczyła 1583 metry długości. W 2002 r. wąski tor jeszcze fizycznie leżał w gruncie. Istniał też rozjazd, choć był już w złym stanie technicznym. Nie zorganizowano tam jednak żadnego przejazdu pociągu pasażerskiego.
Co innego na trasie wąskotorowej z centrum miasta do Strzybnicy. Ostatni przejazd pasażerski na tej trasie odbył się w sobotę 12 października 2002 r. i wzięli w nim udział hobbyści kolejowi z Polski. Pociąg prowadzony lokomotywą spalinową Lxd2-373 nie dojechał jednak do stacji wąskotorowej w Strzybnicy. Podróż musiano zakończyć przed dotychczasowym przejazdem drogowo-kolejowym znajdującym się niedaleko skrzyżowania ul. Zagórskiej z ul. Komuny Paryskiej. Kilka miesięcy wcześniej w trakcie remontu nawierzchni szosy, stanowiącej fragment drogi krajowej nr 11 łączącej Bytom i Kołobrzeg, usunięto wąski tor z jezdni.
Pięć dni po tym kursie pociągu do Strzybnicy, w czwartek 17 października 2002 r., wspomniana lokomotywa Lxd2-373 została załadowana na samochód ciężarowy, gdyż likwidator górnośląskiej wąskotorówki z ramienia Polskich Kolei Państwowych postanowił przekazać ją na kolej wąskotorową w Rudach koło Rybnika.
Nieco później, w marcu 2003 r. odcinek linii wąskotorowej od rozjazdu w Lasowicach do Strzybnicy został przekazany formalnie do Zakładu Nieruchomości PKP. To samo zrobiono wtedy z odcinkiem linii od byłej stacji Repty do szybu Staszic. Ówczesne władze samorządowe nie były zainteresowane przejęciem tych linii. Pracownicy Zakładu Nieruchomości PKP nie podjęli jakichkolwiek środków zabezpieczających przed kradzieżą. Linie do Strzybnicy i do szybu Staszic nie zostały ogrodzone płotem, nie zatrudniono agencji ochroniarskiej do pilnowania szyn przed złodziejami. W następstwie takiej nonszalancji szyny zostały w niedługim czasie zdemontowane przez złomiarzy.
W drugiej połowie października 2002 r. sporządzony został wykaz taboru wąskotorowego, przekazanego przez Polskie Koleje Państwowe na rzecz gminy Bytom. Wiadomo więc było, że tylko ten tabor będzie mógł być używany w kolejnym sezonie do prowadzenia przewozów na trasie z Miasteczka Śląskiego przez Tarnowskie Góry do Bytomia, a może i do Siemianowic Śląskich.
Likwidator Dyrekcji Kolei Dojazdowych przekazał gminie Bytom nadające się do remontu lokomotywy spalinowe Lyd1-309, Lxd2-352 oraz bardziej sprawne Lxd2-359, Lxd2-364, Lxd2-372, a ponadto również wymagającą remontu lokomotywę Mbd1-281. Warto dopowiedzieć, że większość z tych lokomotyw stanowiły rumuńskie lokomotywy spalinowe Lxd2. Wyprodukowano je w czasach komunistycznych w zakładach FAUR w Bukareszcie. Miały one prędkość konstrukcyjną 36 km/h, co oznacza, że nie były w stanie szybciej jechać po torach. Oprócz lokomotyw, gmina otrzymała wózek motorowy WMc-106, który też nadawał się do wyremontowania.
Na liście przekazanego taboru znalazło się osiem wagonów pasażerskich przeznaczonych do całorocznego ruchu, z tego jeden bez wózków. Były to głównie wagony typu Bxhpi oraz jeden wagon Asxh 3412. Jak stwierdzono, wszystkie przekazane wagony Bxhpi wymagały niezwłocznego remontu, czyli przeprowadzenia konserwacji, pomalowania, wymiany instalacji wodnej w WC i muszli klozetowych.
Nieco więcej na wspomnianej liście było wagonów osobowych letnich, czyli nie posiadających okien, więc zapewniających łatwiejszy dopływ spalin z lokomotywy do wnętrza wagonów i generujących pasażerom większy hałas podczas przejazdu. Takich wagonów gmina Bytom otrzymała dwanaście, wszystkie typu Btxhpi. Cztery z nich nadawały się do remontu, obejmującego wymianę desek burt, podłóg i ławek, a cztery kolejne do pomalowania. Były to najstarsze zachowane wagony letnie na Górnośląskich Kolejach Wąskotorowych z 1993 roku, a więc liczące sobie aż dziewięć lat.
Decyzją likwidatora gmina Bytom dostała wagony towarowe, które tylko w nikłym stopniu mogły być użyte do formowania pociągów wakacyjnych nad zalew Nakło-Chechło. Chodzi o dwa wagony bagażowe typu Fxh o numerach 500-9 oraz 501-7, czy też cztery wagony kryte typu Kdxh i dwa dalsze typu Kddxh, jak i dwa wagony kryte specjalne ratunkowe i dwa specjalne tarowe.
Na rzecz gminy Bytom przekazano cztery wagony platformy oraz trzydzieści siedem wagonów węglarek typu Wddxhp. Te ostatnie mogły w tym momencie być wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem, jako że Kopalnia Węgla Kamiennego Centrum w Bytomiu posiadała do 2004 r. infrastrukturę wąskotorową oraz bocznicę do stacji Bytom Karb Wąskotorowy. Była wtedy jeszcze fizyczna możliwość, by wznowić przewozy węgla z KWK Centrum do składnic w Tarnowskich Górach przy ul. Bytomskiej i w Miasteczku Śląskim przy cmentarzu. Ale nikt z tego nie skorzystał. Decydentom zabrakło wyobraźni, że w ten sposób mogli by odciążyć szosę łączącą Bytom i Tarnowskie Góry.
Stowarzyszenie Miłośników Kolei, będące w 2002 r. organizatorem przewozów pasażerskich na trasie Bytom – Miasteczko Śląskie, szybko zorientowało się, że z przekazanego gminie Bytom taboru da się zestawić właściwie tylko jeden pociąg pasażerski w kolejnym sezonie letnim. Miłośnicy kolei chcieli uruchamiać dwa pociągi z Bytomia do Miasteczka Śląskiego, prócz tego trzeci po hipotetycznej odbudowie w przyszłości toru do Siemianowic Śląskich. Tymczasem z powodu braku mijanki na przystanku wąskotorowym przy stacji PKP Bytom, potrzebne były dwie lokomotywy do prowadzenia ruchu na odcinku Bytom – Bytom Karb Wąskotorowy.
Można też nadmienić, że tabor wąskotorowy wyższej jakości i o większej wartości przekazany został przez likwidatora na rzecz kolei wąskotorowej w Rudach koło Rybnika. Tam wówczas przejezdny odcinek linii wąskotorowej liczył zaledwie 2 kilometry. Było to więc świadome działanie na szkodę mieszkańców Miasteczka Śląskiego, Tarnowskich Gór i Bytomia. Bo to oni byli potencjalnymi pasażerami linii wąskotorowej prowadzącej przez te trzy miasta – znacznie dłuższej, niż linia w Rudach.
Miłośnicy kolei z katowickiego stowarzyszenia przejęli 31 października 2002 r. warsztaty naprawcze Górnośląskich Kolei Wąskotorowych w Bytomiu Rozbarku. Chociaż wiosną 2002 r. odbudowano linię kolejową prowadzącą do nich od dworca w Bytomiu, to w trakcie roku została ona częściowo rozkradziona i znów wymagała przywrócenia przejezdności. Tor należało odbudować np. w rejonie ul. Krzyżowej, a pomiędzy centrum Bytomia a Łagiewnikami konieczne były wycinki krzaków rosnących zbyt blisko torów, np. w rejonie Dąbrowy Miejskiej.
W kolejnych dniach zdarzały się obrazki rodem z filmów gangsterskich. Przykładowo 11 listopada 2002 r. w rejonie ulic Krzyżowej i Chorzowskiej w Bytomiu miłośnicy kolei odkryli miejsce, gdzie całkiem niedawno skradziono 350 metrów toru. Tego samego dnia o godzinie 20:30 miłośnicy kolei otrzymali informacje, że w Szombierkach złomiarze piłami do metalu tną wąski tor. Po dziesięciu minutach grupa operacyjna była już na miejscu. Dwóch sprawców zbiegło, a dwóch zatrzymano. „Niestety w trakcie zatrzymania jednemu ze sprawców złamała się ręka, ale dzięki temu nie oberwałem piłką w głowę” – napisał potem w relacji ze zdarzenia Andrzej Cichowicz ze Stowarzyszenie Miłośników Kolei.
Tego rodzaju gangsterskie sceny miały miejsce wyłącznie w Bytomiu. W Tarnowskich Górach i Miasteczku Śląskim złomiarze nie grasowali.
W niedzielę 1 grudnia 2002 r. uruchomiono wyciągi narciarskie i stok zjazdowy o nawierzchni igielitowej na terenie zamkniętej kopalni odkrywkowej dolomitu w Bytomiu Suchej Górze, w pobliżu granicy z Tarnowskimi Górami. Ośrodek otrzymał nazwę Sportowa Dolina. Chociaż w przeszłości w czasach funkcjonowania kopalni docierały tam pociągi wąskotorowe po urobek, to teraz nie było to możliwe ze względu na dawno rozebrane tory.
Mimo tego i mimo braku śniegu, w dniu otwarcia stoku narciarskiego katowiccy miłośnicy kolei zarządzający w tamtym roku wąskotorówką, uruchomili pociągi pasażerskie na trasie Bytom – Tarnowskie Góry. Ustalony rozkład przewidywał odjazdy z Bytomia o godzinach 11, 13, 15:30 i 17, z czego do Tarnowskich Gór kursował pierwszy, trzeci i czwarty pociąg. Drugi miał kurs skrócony tylko do przystanku Sucha Góra, skąd do kasy biletowej ośrodka narciarskiego było 930 metrów. Rozkład zakładał odjazdy pociągów z Suchej Góry do Bytomia o 12:15, 14:45, 16:45, 18:45, natomiast z Suchej Góry do Tarnowskich Gór o 11:30, 16 i 18. Pasażerowie z Tarnowskich Gór mogli liczyć na odjazdy z miasta gwarków o 11:30, 16 i 18. Opłata za przejazd wynosiła 2 złote.
Była to godziwa cena. Dla porównania, w grudniu 2002 r. przejazd autobusem MZKP Tarnowskie Góry do Bytomia kosztował wtedy 2 zł 80 gr, a po terenie jednego miasta, np. Bytomia 2 zł 30 gr. Po raz pierwszy w historii tarnogórzanie mogli więc wyciągnąć z piwnicy narty i pojechać na stok narciarski pociągiem wąskotorowym. Z kronikarskiego obowiązku trzeba dodać, że pierwszy śnieg spadł w tamtym sezonie narciarskim dopiero 8 grudnia 2002 r. Ponadto, kto chciał mógł tamtej zimy zamówić przejazd pociągu wąskotorowego na trasie Bytom – Tarnowskie Góry i z powrotem. W cenie 350 zł zapewniona była lokomotywa Lxd2 oraz dwa ogrzewane i oświetlone wagony Bxhpi.
Tomasz Rzeczycki

Montes nr 139