Sporym utrapieniem u progu XXI wieku były kradzieże szyn, dokonywane przez niektórych zbieraczy złomu na terenie Górnośląskich Kolei Wąskotorowych. Proceder ten miał największe nasilenie w miastach położonych na południe od Tarnowskich Gór
„Trzeba by te złomnice pozamykać” – mówił Alojzy Rode, naczelnik Zamiejscowego Wydziału Kolei Dojazdowych w Bytomiu, w wypowiedzi dla tygodnika Goniec Górnośląski we wrześniu 2001 r. „Czemu oni tych ludzi nie legitymują? No bo kto ma w domu tyle metrów szyn, albo sieci trakcyjnej”?
Problem zauważyły także większe redakcje. Gazeta Wyborcza w swym lokalnym, katowickim wydaniu opublikowała nawet schemat trasy linii wąskotorowej łączącej Miasteczko Śląskie z Siemianowicami Śląskimi, z zaznaczeniem złomnic, działających w pobliżu tej trasy. Czytelnik mógł odnieść mylne wrażenie, jakoby złomnice pasożytowały głównie na trasie wąskotorowej.
Ilu pasażerów przewieziono w ostatnim sezonie, w którym koleje wąskotorowe w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym pozostawały pod egidą PKP, pozostaje dla historyków zagadką. Według informacji, jakie Jakub Halor uzyskał wówczas od Dyrekcji Kolei Dojazdowych w Bytomiu wynikało, że w 2001 r. przewieziono 44 165 pasażerów. Zupełnie inne dane ta sama dyrekcja przekazała wówczas dziennikarzom. Wynika z nich, że w 2001 r. rozkładowymi pociągami pojechało 22 299 osób, w tym na odcinku do lub z Siemianowic Śląskich – 2241 pasażerów. Prócz tego od początku 2001 r. do drugiej dekady września tamtego roku pociągami uruchamianymi na zamówienie przejechało 1228 podróżnych. Byli to uczestnicy grup z Tychów, Łodzi, Bielska-Białej a także uczniowie szkół z Siemianowic Śląskich i Chorzowa. Dla tych ostatnich przejazdy zorganizowano w ramach akcji „Wąskotorowa zielona szkoła”. Pieniądze na pokrycie kosztów uruchomienia pociągów wąskotorowych z Chorzowa głównie do Tarnowskich Gór pochodziły z miejskiego funduszu ochrony środowiska w Chorzowie.
Z powodu deszczowej pogody w ciągu lata 2001 r. tylko w podczas 10 dni odwoływano kursowanie składów. Przejazd kolejowy w Tarnowskich Górach przy ul. Bytomskiej był w tamtym sezonie ostatnim przejazdem, obsługiwanym przez dróżnika, który zamykał i otwierał zapory. Przy tej okazji warto wspomnieć, że wcześniej, w drugiej połowie XX wieku na trasie Bytom – Miasteczko Śląskie były jeszcze inne przejazdy drogowo-kolejowe wyposażone w zapory: przy ulicy Miechowickiej w Bytomiu Karbiu na skrzyżowaniu z ówczesną drogą E22 oraz torem tramwajowym, a także przy ul. Dąbrowa Miejska oraz przy ul. Łokietka w Suchej Górze.
Pasażerowie, którzy latem 2001 r. beztrosko podróżowali koleją wąskotorową nad zalew Nakło-Chechło nie zdawali sobie sprawy, że pociągi te były wybitnie nierentowne i przynosiły spore straty Polskim Kolejom Państwowym. Koszty GKW za 2001 rok wyniosły 3 mln zł, a przychody tylko 1 mln zł. Zaledwie 8% kosztów pokrywały wpływy z ruchu pasażerskiego, a 22 % – z dzierżawy terenów i ruchu towarowego. Tego ostatniego miało już więcej nie być, gdyż chorzowska elektrociepłownia zlikwidowała bocznicę wąskotorową, dzięki której dowożono tam węgiel z Bytomia. Żadna ze składnic węgla w Miasteczku Śląskim i w Tarnowskich Górach nie przyjmowała wtedy węgla transportem wąskotorowym.
Bilet kolejowy z Siemianowic Śląskich do Miasteczka Śląskiego w 2001 r. kosztował 5 zł. Kolejarze wyliczyli, że aby mogli jeździć bez dotacji, bilet musiałby kosztować 11 zł, co ich zdaniem byłoby ceną nie do zaakceptowania dla pasażerów. Brak szans na pokrycie deficytu a później także działalność złomiarzy przyczyniły się do tego, że pociąg pasażerski, który 26 sierpnia 2001 r. przejechał z Miasteczka Śląskiego do Siemianowic Śląskich, był ostatnim na tej trasie. „Prawdopodobnie w następnym sezonie nie zostanie uruchomiony ruch” – przewidywał tygodnik Goniec Górnośląski jesienią 2001 r. Tak rzeczywiście się stało,
W ostatnim roku funkcjonowania w strukturach PKP linią wąskotorową opiekował się Zamiejscowy Wydział Kolei Dojazdowych w Bytomiu, któremu podlegały także koleje wąskotorowe z Przeworska do Dynowa oraz w okolicach Jędrzejowa i Nałęczowa. Zarząd PKP zdecydował jednak z początkiem października 2001 r., by wszystkie należące do niego linie wąskotorowe postawić w stan likwidacji. W zamiejscowym wydziale w Bytomiu pracownicy mieli dostać wypowiedzenia od listopada 2001 r. do maja 2002 r. Zgodnie z planem, do końca października 2001 r. koleje wąskotorowe miały przekazać grunty i nieczynne linie do Zakładu Nieruchomości PKP.
Minorowe nastroje panujące wtedy wokół linii wąskotorowej z Miasteczka Śląskiego do Siemianowic Śląskich oddają tytuły tekstów prasowych publikowanych w tamtym roku, takie jak np. „Tory na śmietnik”, „Na boczny tor?”, „Władza sprzyja złodziejom?” czy „Ostatni kurs kolejki?” W drugim z tych tekstów, opublikowanym przez Życie Bytomskie, redaktor Tomasz Nowak pisał m.in.: „Przy obsłudze wąskotorówki zatrudnienie znajduje kilkadziesiąt osób, do końca roku przeszło 40 z nich w ramach oszczędnościowej redukcji etatów dostanie wypowiedzenie. Reszta skorzysta z możliwości pójścia na wcześniejszą emeryturę. Po tej reorganizacji dalszy nadzór nad kolejką sprawowałby Zakład Nieruchomości PKP w Katowicach”.
Cytowany w tekście Alojzy Rode, ostatni naczelnik bytomskiego wydziału kolei dojazdowych mówił, że kolejkę mogłoby ocalić przejęcie jej przez Tarnowskie Góry, Bytom i Siemianowice Śląskie. Taki wariant popierali działacze Stowarzyszenia Miłośników Kolei w Katowicach, którzy w 2001 r. wystosowali specjalne pisma do włodarzy tamtych miast, prosząc ich o uratowanie kolejki. „W petycji Stowarzyszenie zobowiązuje się między innymi do konserwowania i utrzymywania linii na własny koszt, przypominając, iż w swych szeregach posiada wykwalifikowanych inżynierów i techników, którzy nieodpłatnie mogliby wykonywać wiele niezbędnych prac”. Zdaniem działaczy SMK z Katowic, dzięki temu powstałyby nowe miejsca pracy w sektorze hotelarsko-gastronomicznym, co stałoby się źródłem dodatkowych dochodów mieszkańców.
Wkrótce miało się okazać, że o ile władze samorządowe Miasteczka Śląskiego, Tarnowskich Gór czy Bytomia były przychylnie ustosunkowane do koncepcji, o tyle w Chorzowie, gdzie ciągle leżały jeszcze wąskie tory, entuzjazmu nie było. Zresztą nawet władze Bytomia początkowo nie były przekonane do przejęcia mienia likwidowanej kolei wąskotorowej. Wiceprezydent Bytomia Kazimierz Bartkowiak powiedział pod koniec 2001 r. w wypowiedzi dla prasy: „Na pełne przejęcie kolejki przez gminę raczej nie ma szans. Można natomiast pomyśleć o różnych formach współpracy”.
Proces likwidacji mienia kolei wąskotorowych przebiegał zresztą w całej Polsce. Pochodzący z Tarnowskich Gór Ryszard Reichel, ówczesny zastępca dyrektora do spraw restrukturyzacji i zagospodarowania majątku kolei dojazdowych Polskich Kolei Państwowych, w połowie listopada 2001 r. w wypowiedzi dla gazety Głos Pomorza mówił: „Ostatecznie jednak większość gmin i starostw zdecydowała się na przejęcie »swoich« kolejek. Piecze nad nimi samorządy powierzyły firmom lub stowarzyszeniom, które mają za zadanie promować kolejkę wąskotorową jako atrakcję turystyczną. Na 24 polskie »ciuchcie« bez opieki pozostały tylko trzy: koszalińska, nałęczowska oraz linia łącząca Bytom z Miasteczkiem Śląskim”.
Prawdopodobnie ówcześni decydenci nie zdawali sobie sprawy, że w tym czasie ważył się los trasy wąskotorowej prowadzącej przez Bytom, Tarnowskie Góry i Miasteczko Śląskie. W ciągu pierwszych miesięcy następnego 2002 r. trasa mogła zostać oddana na pastwę złomiarzy, lub też uratowana. Gdyby ziścił się ten pierwszy wariant, można by było zapomnieć o letnich podróżach nad zalew Nakło-Chechło…
Tekst i zdjęcia Tomasz Rzeczycki