Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 26

N U M E R  2 7  -   G R U D Z I E Ń   2 0 0 7 r.

 

 

 

Rozmyślania o Górnym Śląsku

Czy jesteśmy bez winy?

Nie pytaj, co uczyniono dla Śląska, pytaj,
co ty możesz zrobić dla Śląska.
                           (parafraza słynnego orędzia J.F. Kennedyego)



Książę Henryk Brodaty ze święta Jadwigą i rodziną.
Rycina ze średniowiecznej kroniki.

W dotychczasowych „Rozmyślaniach o Górnym Śląsku” starałem się ukazać różne strony nienajweselszej sytuacji, w której znalazł się nasz region, wynikłej z niezrozumienia spraw śląskich, z syndromu „odwróconych pleców”, z prostej niewdzięczności w końcu. Dziś chciałbym się zastanowić, czy przypadkiem my sami nie jesteśmy bez winy. Czy nasza postawa, nasze postępowanie nie jest przyzwoleniem na autorytarne i krzywdzące decyzje centrali?

Poważnie traktuje się silnego. Ze słabeuszami nie przeprowadza się układów. Siłą Górnego Śląska są jego mieszkańcy. A szczególnie ich liczba, przewyższająca liczbę ludności niejednego kraju. Gdybyż jeszcze te miliony potrafiły przemówić jednym głosem, wykazać zgodność i jednomyślność – tylko szaleniec mógłby chcieć się im przeciwstawić. A my musimy patrzeć jak zwolna Kraków traci wpływy na rzecz Poznania, Wrocław idzie ręka w rękę z Gdańskiem, kokietując po drodze „ścianę wschodnią”. A posłowie – „nasi” – siedzą jak boroki. Bo takich żeśmy wybrali – takich chcieliśmy! A może być inaczej. I musi być, zważywszy na to ile temu krajowi poświęciliśmy krwi, potu i łez. Za wydźwignięcie kraju z ruin i doprowadzenie go do obecnego stanu, zapłaciliśmy degradacją przyrody i ludzi – pozbawionych pracy. Płacono nam zaś najczęściej wzgardą i lekceważeniem.

Bezpośrednio po rozprawieniu się z komunizmem, 17 lat temu, obserwowaliśmy wybuch aktywności obywatelskiej. Organizacje i stowarzyszenia powstawały jak grzyby po deszczu. Samorząd gminny od samego początku okazał się największą zdobyczą odzyskanej demokracji. Powstała prężna organizacja regionalna – Związek Górnośląski, skupiająca w swych szeregach i w ciałach doradczych całą ówczesną elitę polityczną i kulturalną Górnego Śląska. Była naturalnym partnerem do rozmów. Ówczesny prezes związku - profesor Jerzy Wuttke w sprawach dotyczących Górnego Śląska miał decydujący głos. Pod kierownictwem pierwszego (i ostatniego niestety) wojewody – Ślązaka, Wojciecha Czecha, zaczęliśmy realizować wspaniałe plany stworzone dla nas przez nas. Ponieważ podobna sytuacja zaistniała także w samorządach, Górny Śląsk zaczął zmieniać swe oblicze. Zapachniało prawdziwą samorządnością. Wszelkiego rodzaju „wszechpolacy” pod dowództwem sotni KPN-u przystąpili do ataku. Udanego. Wojewoda Czech został odwołany. Skończył się czas komitetów obywatelskich, organizacje pozarządowe zaczęto traktować na równi z problemami przeciwdziałania patologiom społecznym i do współpracy z nimi wystarczył powiat. Władzę twardą ręką przejęły partie, w których jak wiadomo Ślązacy są, ale traktowani jak dzieci i ryby. Partie – w terenie liczbowo i personalnie mizerne, blade i nieruchawe, podczas i po wyborach głośne i ważne, zawłaszczają wszystko, ostatnio nawet na niższych szczeblach samorządu. Udaje się im, mimo apeli prasy i autorytetów, przepchać przez wybory nawet tzw. „spadochroniarzy”. Po „obiecankach-cacankach” i po podsumowaniu milionów głosów, szefowie partii zabierają się w Warszawie do roboty, niezmiennie pokazując Ślązakom figę.

A my tutaj odgrzewamy stare swary i kibicujemy jak Ruch Autonomii Śląska szydzi ze Związku Górnośląskiego, Ruch Obywatelski „Polski Śląsk” potępia Mniejszość Niemiecką. Posłowie wybierając między odpowiedzialnością przed wyborcami i interesem regionu, a posłuszeństwem władzom partii – niezmiennie wybierają to drugie i interes własny.

Media centralne – zazwyczaj pomijające sprawy Śląska, lub piszące o nim głupoty (przykłady na tych łamach podawałem), poważnie i przychylnie – z zasięganiem opinii najwyższych autorytetów intelektualnych - piszą o Ślązakach, gdy ci wykazują jakieś zdecydowanie, demonstrują swoją odrębność. Ostatnio zdarzyło się to dwa razy: podczas spisu powszechnego (choć zdeklarowanych narodowościowo ponad 170 tysięcy Ślązaków to zmarnowana przez matactwa komisji spisowych i wrodzoną ostrożność, szansa na uzyskanie naprawdę szokującego dla centrali wyniku) i przy podpisywaniu porozumienia „Jedności Górnośląskiej” grupującej wszystkie najważniejsze organizacje regionalne.

Centralistyczne władze zadrżały, gdyż niezależnie od niej (czyli partii) powstaje na bądź co bądź ważnym skrawku Polski reprezentacja z którą trzeba się będzie liczyć, przy której tymczasowi reprezentanci: posłowie i wojewoda będą wyglądali jak chłopcy na posyłki. Jak wiemy prezes jednej z organizacji został obsztorcowany przez szefa partii do której należał i Jedność pozostała tylko na papierze. W Warszawie słychać było westchnienie ulgi.

Żeby być dobrze zrozumianym i nie posądzanym o zaściankowość, czy ekstremizm (kłaniam się panie Stanisławie): Każde słowo tych i wcześniejszych rozmyślań skierowane jest nie tylko do rodowitych Ślązaków. Jak już onegdaj napisałem, Ślązakiem (definicja i Ruchu Autonomii Śląska i Związku Górnośląskiego) jest ten, kto się nim czuje, niezależnie od opcji narodowościowej, wyznawanej religii, czasu zamieszkiwania na tym terenie i miejsca, z którego się przybyło. Z doświadczenia wiem, że wielu „imigrantów” bardziej wrosło w ziemię górnośląską i więcej dla niej czyni, niż osiadli na niej od pokoleń. Wszystkim więc dobrze życzącym tej ziemi zależeć powinno na tym, by się z nią liczono. A wracając do na wstępie postawionego pytania. Co możemy zrobić my sami, bez czekania na rozstrzygnięcia historii i łaskawość rządzących?

Powinniśmy częściej podkreślać swoją przynależność. Na szczęście minęły już czasy, kiedy śląskość była (delikatnie mówiąc) źle widziana. Wpłynęła na to postawa najwybitniejszych postaci polskiej nauki, muzyki (poważnej jak i rozrywkowej), medycyny, kina i telewizji - otwarcie i z dumą do niej się przyznających. Są to – znaczące i budujące – ale pojedyncze jednak przykłady. Brakuje bardziej masowych i powszechnych deklaracji. Żeby dać sygnał wszystkim Polakom, że Ślązacy nie zatracili się w wędrówce ludów gierkowskiego cudu gospodarczego. Mało tego – że znacznie ich przybywa, gdyż coraz więcej ludzi z ziemią tą się identyfikuje.

Co mam na myśli, mówiąc o naszych formach manifestacji? Nie wzywam tutaj do tego, by tak jak w Bawarii na każdym kroku zawieszać i umieszczać flagę Górnego Śląska – choć można się umówić, by raz, lub kilka razy w roku taką czynność wykonać. Daleko nam do stopnia zorganizowania i skodyfikowania spraw regionalnych nie tylko Katalończyków, czy Tyrolczyków, lecz także Kaszubów.

Wystarczą drobne gesty: oglądanie i słuchanie audycji i programów poświęconych Śląskowi. Nawet nie musimy w ich zawartość się wgłębiać. Ważna jest tzw. słuchalność i oglądalność. Wcześniej, czy później ze względów merkantylnych powstanie program telewizyjny w całości przeznaczony dla Ślązaków. Nie z miłości do nas i z zafascynowania sprawami śląskimi – dla zysku! Kupujmy także książki i czasopisma o Śląsku! W większości wydawane są za własne pieniądze autorów – społeczników i wydawców-zapaleńców. Dajmy im działać dalej – robią to dla nas, nie dla pieniędzy. Włączajmy się czynnie do różnego rodzaju akcji inicjowanych czy to przez organizacje regionalne, czy przez gazety (naklejki, akcje protestacyjne związane z mistrzostwami Europy 2012, próbą wykluczenia Ruchu Chorzów z rozgrywek ekstraklasy i.t.p.) Wspierajmy śląskie firmy, kupujmy śląskie produkty. Skoro w dzisiejszym świecie tak bardzo liczy się pieniądz i w pogoni za nim niezliczone agencje badania opinii i preferencji społecznych uważnie śledzą każdy ruch klienta, to my możemy zadecydować jakie produkty, jakich firm życzymy sobie mieć na sklepowych półkach, jakie gazety nas interesują, jakich programów nie życzymy sobie oglądać w telewizji. Nie odpuszczajmy, proszę, imprez i spotkań śląskich. Na „Śląskich Godach” powinny być tłumy. Na jedyną tego typu imprezę – jak sama nazwa mówi – śląskie święto, przyjdźmy chociażby się pokazać. Na spotkaniach „Górnośląskich Dni Dziedzictwa” powinno zabraknąć miejsc stojących.

Konkretne pytanie dla czytelników: gdyby przyszło ustanowić święto Śląska (lub osobno Górnego Śląska), jaką datę lub rocznicę wydarzenia wybrałbyś?

1. Dzień św. Jadwigi Śląskiej (16.X)

2. Święty Jacek. Rocznica śmierci (15.X) Rocznica beatyfikacji (17.IV) Święto – 17.VIII)

3. Rocznica uchwalenia ustawy konstytucyjnej 15 lipca 1920 roku o autonomii Śląska.

Która z tych propozycji najbardziej wam odpowiada. A może macie inne propozycje?

Jan Hahn

 

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa