Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 22

N U M E R  2 4  -   K W I E C I E Ń   2 0 0 7 r.

 

 

Eugeniusz von Württemberg
Maria Adelajda
Miejsca  magiczne
60 lat minęło czyli wczoraj i dziś MBP
Wyciąg krzesełkowy w reptowskim parku?
O sejmowych kuluarach parę słów
Górnictwo koło Tarn. Gór na początku 20  wieku
Jak obchodzono jubileusz 50-lecia Bractwa Strzeleckiego...?
Rabsik
Triumfalny pochód czerwonych autobusów
Jubileusz PTTK
Nepomuki Ziemi Tarnogórskiej
Ksiądz Franciszek Blachnicki
Ostatni lot Bestii
Kim jest Ślązak? – kwestia śląskiej tożsamości
Szpitale (przytuliska)
Żydzi w Tarnowskich Górach
 

Tarnowskie Góry

Miejsca magiczne

Plac Wolności

„W imię Ojca i Syna przejechała mnie maszyna. Na placu Wolności leżą moje kości” – taki wierszyk można było często usłyszeć w ustach tarnogórskich dzieci jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

Najczęściej dziecięca rymowanka służyła do wyliczania i wybierania uczestników gry w ganianego. Jednak rymowanka ta nie została na pewno ułożona przez dziecko. Z owego wierszyka przebija bowiem nastrój powagi i nutka tragikomizmu. Wspomniana maszyna to zapewne lokomotywa, a kości należą do kolejarza, który nieopatrznie znalazł się na torach. Wszakże od końca XIX wieku Tarnowskie Góry stają się miastem kolejarzy. A już w okresie międzywojennym, po wybudowaniu magistrali kolejowej Śląsk-Port Gdynia, w każdej tarnogórskiej rodzinie był jakiś kolejarz. Domyślać się można, że autorem wdzięcznej rymowanki był anonimowy kolejarz, który zakpił sobie z mnogości wypadków na torach oraz uświęconego w mieście miejsca upamiętniającego ofiary wszelakich wojen.

A jeszcze na początku XIX stulecia plac u wylotu ulicy Krakowskiej był miejscem poboru myta, bo w tym miejscu znajdowała się Brama Krakowska. Po rozebraniu wszystkich miejskich bram, co stało się około roku 1832, pusty plac na skrzyżowaniu ulic i dróg w rozrastającym się mieście, aż prosił się o zagospodarowanie. Uczynili to mieszkańcy, bo to z ich inicjatywy w latach 1896-1897 na placu ustawiono na cokole figurę cesarza Wilhelma I, cesarza Niemiec. Właściwie to mieszkańcy postanowili uczcić pomnikiem pamięć tarnogórzan poległych w wojnach toczonych przez Prusy z Danią, Austrią i Francją w latach 1864-1871. Ale zabrakło im funduszy, bo przeprowadzona zbiórka społeczna nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Pieniędzy było za mało, więc mieszczanie posłużyli się fortelem i poprosili o dofinansowanie pruskie władze, które chętnie sfinansowały budowę cesarskiego pomnika. Nazwiska poległych tarnogórzan wyryto jedynie na cokole pomnika. Sam pomnik miał pecha, bo w 1920 roku wysadzili go w powietrze powstańcy śląscy, choć niemiecka prasa pisała o bandytach niszczących pomnik.

Prawdziwą demonstracją polskości były wydarzenia, jakie rozegrały się pięć lat później. W jedną noc z soboty na niedzielę 9 sierpnia 1925 roku nieznani mieszkańcy Tarnowskich Gór położyli na placu płytę z białego marmuru z napisem: „Nieznanemu Żołnierzowi, poległemu za Ojczyznę i Wolność”. Na wieść o ułożeniu płyty straż zaciągnęli obok powstańcy śląscy. A liczni mieszkańcy składali obok płyty kwiaty i wieńce. Płytę kilka tygodni później wmurowano w ścianę kościoła parafialnego, bo tak chciał szybko utworzony społeczny komitet.

Trzeba przyznać, że plac Wilhelma, bo tak nazwano pierwotnie otoczenie cesarskiego pomnika wraz z utworzonymi alejkami i skwerami, nie miał szczęścia do pomników. Po likwidacji pomnika Wilhelma I, z którego ocalał tylko cokół przechowywany pieczołowicie w Kopalni Zabytkowej Rud Srebronośnych, na placu nazwanym już w międzywojniu Placem Wolności, zbudowano w 1945 roku pomnik żołnierzy radzieckich. Ten klasyczny przykład radzieckiej dominacji miał być hołdem złożonym przez tarnogórzan sowieckim wyzwolicielom. Jednak sami mieszkańcy mieli do pomnika uczucia dość zróżnicowane, od nienawiści poprzez obojętność do akceptacji. Jak wspominają najstarsi mieszkańcy Tarnowskich Gór początkowo pomnik wdzięczności zbudowany był z metalowych łusek pocisków i bomb, które rozsiane były po wojnie po całym mieście. W styczniu 1945 nad miastem lotnicze pojedynki toczyły ze sobą niemieckie i radzieckie samoloty, tracąc łuski nad dachami domów. Po wojnie młodzież szkolna w czynie społecznym zbierała pozostałości lotniczych pocisków i układała na placu Wolności.

W latach tuż powojennych pomnik żołnierzy radzieckich spotkał podobny los jak figurę cesarza Wilhelma. Członkowie antykomunistycznego podziemia wysadzili w powietrze pomnik wdzięczności. Sprawców uwięziono, a na placu Wolności zbudowano betonowy pomnik w kształcie gwiazdy z kolumną pośrodku i betonowo-stalowymi zniczami. Płomienie paliły się w zniczach jedynie podczas świąt patriotycznych. W takie dni obok zniczy, których płomienie zasilał gaz z doprowadzonej do pomnika instalacji, wartę trzymali dwaj żołnierze. Jako dziecko podziwiałem zawsze z gromadką szkolnych kolegów i koleżanek cierpliwość wartowników, którzy potrafili stać nieruchomo przez godzinę, a my małe brzdące podchodziliśmy do nich i sprawdzaliśmy, czy żyją. O tym, że wartownicy to żywi ludzie przekonywaliśmy się, obserwując powieki żołnierzy. Jeżeli co jakiś czas mrugnęli powiekami, był to dla nas znak, że należą do świata żywych. Z rzadka któryś z żołnierzy mruczał do nas podenerwowany: Dzieci, idźcie stąd! Na więcej nie pozwalał mu regulamin wojskowy. Prawdziwym widowiskiem były też zmiany warty, którym towarzyszyły marszowy krok i szczęk karabinów. Nie mówiąc o salwach honorowych, którymi żołnierze okraszali pierwszomajowe manifestacje lub obchody rocznicy rewolucji październikowej. Ulubioną zabawą dzieci było zbieranie łusek po ślepakach.

Niestety pomnik żołnierzy radzieckich czekał marny los. Został decyzją miejskich władz zburzony w 1992 roku. Przez kilkanaście lat miejsce po zniszczonym pomniku straszyło przechodniów ciemno-zieloną plamą. Dopiero dwanaście lat później plac wybrukowano i przebudowano. Przy okazji zasypano podziemne szalety, zwane metrem, istniejące obok placu Wolności od czasów międzywojennych. Na środku placu wbudowano podczas remontu żelazną pompę wodną. Pompa stała się jedyną ozdobą na bruku, na którym zamiast manifestantów często goszczą ze swoimi kramami miejscowi kupcy, organizując okolicznościowe jarmarki.

 

Sztanga bezrobotnych

Dziś już mało kto pamięta w Tarnowskich Górach, gdzie znajdowała się przesławna sztanga bezrobotnych. Jedynie w umysłach najstarszych mieszkańców miasta kołacze się pamięć o metalowych rurach okalających skwerki wokół dzisiejszego Placu Wolności.

Rury ulokowane na murkach otaczających Plac Wolności od strony wszystkich okolicznych ulic i chodników pojawiły się w czasach, gdy plac zyskał nazwę Wilhelma od ustawionego na nim pomnika cesarza Niemiec. Figurę pruskiego władcy zjednoczonych Niemiec ustawili tarnogórzanie ku pamięci mieszkańców poległych w wojnach toczonych przez Prusaków w XIX wieku.

Dzięki pomnikowi plac stał się eleganckim skwerem miejskim i miejscem spacerów mieszczan. Do wypoczynku skłaniały mieszkańców ławki ustawione obok klombów i trawników.

Otaczająca plac rura stanowiąca niziutkie ogrodzenie zieleni na placu od początku kusiła przechodniów. Fragment rury od strony ulicy Krakowskiej był najbardziej ponętny. Rura na wysokiej podmurówce wręcz zachęcała do siadania. I tak też czynili mniej wytworni tarnogórzanie. Siadali tyłkiem na rurze, nogami wspierając się o murek. Jak kury na przysłowiowej grzędzie mężczyźni - bo kobiety nie miały tyle odwagi, aby usiąść na stalowej rurce, a może przeszkadzał im żeński ubiór - oczekiwali na przyjście znajomego bądź najzwyczajniej w świecie siedzieli i gapili się na przechodniów.

To swoiste miejsce, niezaplanowanego przez twórców skweru, wypoczynku szybko zyskało nazwę sztangi bezrobotnych. Zapewne gromadzili się tam ludzie, którzy mieli dużo wolnego czasu i byli mocno obojętni na dobre obyczaje, bo wysiadywanie na sztandze na pewno nie przynosiło chwały. Na starych zdjęciach miasta można dostrzec mężczyzn siedzących na sztandze nawet w historycznych chwilach, przykładowo: wkroczenia niemieckich wojsk do Tarnowskich Gór albo uroczystych pochodów organizowanych w latach realnego socjalizmu.

Co ciekawe, najbardziej oblężona była tarnogórska sztanga bezrobotnych właśnie w czasach, gdy w Polsce Ludowej wprowadzono obowiązkowe zatrudnienie mężczyzn. Na siadających tam panów patrzano podejrzliwie jak na niebieskie ptaki. Często i gęsto mężczyzn ze sztangi legitymowali ludowi milicjanci, jakby z obawy przed uszkodzeniem pomnika żołnierzy radzieckich, który postawiono na placu po II wojnie światowej. Dla wygody mieszkańców w latach 60. dwudziestego stulecia na chodniku obok sztangi ustawiono nawet ławki. Jednak najczęściej zionęły pustką, bo panowie jakby z przekory woleli nadal przysiadać na sztandze. Może z wyżej położonej sztangi lepiej patrzało im się na tętniące życiem ulice.

Ta wysokość sprawiała, że upadek ze sztangi bezrobotnych bywał bolesny. Nieraz lekarze pogotowia ratunkowego udzielali pomocy osobnikom, którzy nie zdołali utrzymać równowagi i spadli z rury pod murek. Upadek taki kończył się ogólnymi potłuczeniami. A zawrotu głowy wcale nie dostawali ci panowie od siedzenia na wysokości. Bywało, że tracili przytomność w sposób kontrolowany i opadali plecami na miękki trawnik za plecami. Niejednego dopadł zawał albo wylew właśnie na sztandze.

Obyczaj zasiadania na sztandze zanikł samoistnie. Nie miały na to wpływu zakazy władz czy ostracyzm społeczeństwa. Po prostu w śródmieściu tworzono coraz więcej skwerów z ławkami, gdzie można było wygodnie usiąść w cieniu drzew z dala od ludzkich spojrzeń. Co ciekawe, ostatecznie sztanga bezrobotnych utraciła swoją rolę w czasach powrotu do gospodarki rynkowej. Na początku XXI wieku, mimo sporej ilości bezrobotnych w mieście, już nikt nie siadał na niziutkim ogrodzeniu skwerów na Placu Wolności, jakby wstydząc się coraz bardziej zapomnianej nazwy tego miejsca. Ostateczny cios staremu obyczajowi tarnogórzan zadały władze miejskie w 2004 roku, kiedy to podczas remontu nawierzchni placu Wolności zlikwidowano wiekowe niziutkie ogrodzenie skwerów i murek od strony ulicy Krakowskiej.

Teksty: RYSZARD BEDNARCZYK
 

 

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa