Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 22

N U M E R  2 3  -   G R U D Z I E Ń   2 0 0 6 r.

 

 

Fryderyk von Holstein-Beck
Tarnowskie Góry, miasto inteligencji w 19 wieku
Florian i Oscar
Ślubowanie Burmistrza Miasta
Adwentowe tętno
Bombowe ozdoby choinkowe
Sanatorium podziemne pod Tarnowskimi Górami?
Jak obchodzono jubileusz 50-lecia Bractwa Strzeleckiego...?
W kuchennej izbie
Triumfalny pochód czerwonych autobusów
Czym na Śląsku płacono przed dwoma wiekami
Święty Jan Nepomucen na Ziemi Tarnogórskiej
Ksiądz Franciszek Blachnicki
Z opłatkiem u Serdecznych
Stan strachu
Na krańcach ziemi
Tarnogórski wiersz Goethego, czyli wiele hałasu o coś
Tarnogórzanie dla pamięci
Pierwsi polscy radni miejscy
Paweł Waloszczyk
 

 

Tarnogórski wiersz Goethego, czyli wiele hałasu o coś

Z dala od ludzi wykształconych, na końcu świata, kto wam Pomaga skarby odkrywać i je szczęśliwie do światła podnosić? Tylko rozum i uczciwość, tylko te dwa klucze Prowadzą do każdego skarbu, który ziemia kryje.

Ten wierszyk Johanna Wolfganga Goethego, jak na tak krótki i okazjonalny utwór stał się przyczyną wielu polemik oraz nieporozumień interpretacyjnych godnych dzieł większych i wybitniejszych. Zdawkowy czterowers przetrwał do naszych czasów dzięki wpisaniu go, a właściwie wklejeniu kartki w z tekstem, do Złotej Księgi gości kopalni Fryderyk, której szyby znajdowały się na podtarnogórskich polach. Wybitny poeta przyjechał zwiedzić kopalnie 4 września 1790 roku jako tajny radca w świcie księcia sasko-weimarskiego Karola Augusta. Magnesem przyciągającym wówczas gości do niepozornej kopalni srebra i ołowiu na krańcach Rzeszy była maszyna parowa zainstalowana 2 lata wcześniej do odwadniania szybów.

Miejscowi gwarkowie powitali niemieckiego wieszcza napuszonym wierszem pełnym aluzji do starogermańskiej mitologii. Górnicy w księdze gości napisali następujący dwuwers:

Witaj nadobny synu Tuista
Tutaj na drugim tronie dzikiej Morwenji

Zachwycony rozwijającym się górnictwem Goethe zrewanżował się słowem pisanym dopiero w karecie wiozącej go do Krakowa. Na prośbę Wilhelma Redena, dyrektora Urzędu Górniczego we Wrocławiu, Goethe skreślił na kartce czterowiersz, który posłaniec Redena wkleił bądź przepisał na stronie 12 pamiątkowej księgi kopalni Fryderyk. Kto wie, czy pruski urzędnik uczyniłby równie chętnie, gdyby przewidział, jak negatywny oddźwięk wywoła lektura tego wiersza.

Pierwsze zdanie przygany wpisał do księgi gości 26 lipca 1791 roku Jan Gotlieb Schummel, proboszcz kościoła św. Elżbiety we Wrocławiu. Opinię Schummela, pisarza żyjącego w latach 1748-1813, na temat tekstu Goethego możemy poznać dzięki broszurce „Podróż przez Śląsk w lipcu i sierpniu 1791 roku”. Schummel, którego twórczość Goethe nieraz potraktował bardzo krytycznie, oskarżył poetę o kosmopolityzm i brak patriotyzmu.

Podobne zarzuty powtórzył w 1835 roku Kosmeli, insynuując nawet, że Goethe wzgardził Niemcami i podpisał się w księdze z francuska de Goethe. Co zabawne, do zupełnie odmiennych wniosków wiele lat później dojdzie Jan Nowak, tarnogórski kronikarz, zarzucając Goethemu germańską butę.

Jednak kontrowersji wywołanych przez utworek Goethego nie sposób zrozumieć bez lektury innego wiersza polemicznego autorstwa miejscowego wyższego urzędnika górniczego Jerzego Geseliusa. W księdze pamiątkowej figuruje tenże tekst opatrzony datą 10 kwietnia 1793 roku. Najistotniejsze z pewnością są wersy pełne oburzenia otwierające utwór Geseliusa. „Choć na rubieżach państwa, lecz jeszcze przy wykształconych ludziach” – te słowa stały się podstawą jakże rozbieżnych interpretacji. Geselius zarzucił Goethemu w złośliwym komentarzu „żarty i drwinki”. Trzeba przyznać, że ten płynący z głębi duszy sprzeciw Geseliusa wynika najwyraźniej z niezrozumienia idei wiersza Goethego. Jak na górnika rymopisarza przystało, Geselius wyłapuje tylko powierzchowne znaczenia z czterowersu niemieckiego poety. Urażony w swojej urzędniczej dumie podkreśla, iż w mieście nie brak ludzi wykształconych.

Tym tropem wyznaczonym przez polemikę górniczego urzędnika poszli też inni badacze. Bolesław Lubosz doczytuje się tekście warstw o wydźwięku narodowościowym i klasowym.

„Przybyli na Śląsk kulturtraegerzy, utworzyli na prowincji lokalne wielkości, nie wybaczyli poecie, że nie uznał ich za sól tej ogromnie spracowanej ziemi” – pisał Lubosz. Jego zdaniem, Goethe, widząc wyzysk gwarków, tylko ich trud postanowił docenić.

W podobną nutę uderza Jan Nowak w „Kronice miasta i powiatu” wydanej w 1927 roku. Tyle że szacowny księgarz i kronikarz dopatruje się w postawie niemieckiego poety pogardy dla gwarków mówiących po polsku oraz odrazy dworaka do brudnych ubiorów górników. Nowak nie omieszkał przytoczyć, ile to szkół znajdowało się w Tarnowskich Górach. Brzmi to nieco komicznie, bo wymienia głównie szkółki parafialne, a owe zastępy inteligencji to w większości kopalniani urzędnicy. Już w tym zestawieniu widać, jak bardzo rozbiegły się intencje Goethego, miłośnika wiedzy ścisłej i klasycznej na najwyższym uniwersyteckim poziomie, z dywagacjami Geseliusa i Nowaka.

A przecież krótki wiersz poety jest peanem pochwalnym nie tyle na cześć pracy gwarków i złośliwym pamfletem na ciemnotę mieszczan, co gloryfikacja wartości nadrzędnych, jakimi są rozum i uczciwość. Zatem wierszyk to ściśle oświeceniowy, bo pochwalający rozum kierujący osiągnięciami człowieka. Podobnej wiary w naukę można doszukać się w pochwałach górnictwa, nie tylko górnośląskiego, jakie poeta wyrażał w listach z podróży. Był wówczas Goethe miłośnikiem minerałów i wydobywania kruszców. W czasie zwiedzania kopalni Fryderyk poeta wyzbył się już mrocznej wizji świata przedstawionej w „Cierpieniach młodego Wertera”. Po okresie burzy i naporu wszedł w czas zainteresowania klasycyzmem z jego pochwałą harmonii, piękna. Do kanonu tego należy też cnota uczciwości, tak wychwalanej w tarnogórskim wierszyku. To nie tajemne moce pozwalają wydobyć ziemskie skarby, ale dobre przymioty człowieka. Goethe jawi się nam w krótkim wierszu napisanym na kolanie w karecie jako klasyczny dydaktyk i moralista.

Szkoda, że dotychczas szlachetne intencje Goethego zawarte w tarnogórskim wierszu ugrzęzły w bajorze przyziemnych urazów, swarów i rozbieżnych interpretacji.

Ryszard Bednarczyk
 

 

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa