Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 20

N U M E R  2 1  -   C Z E R W I E C   2 0 0 6 r.

 Montes Nr 22

 

Fryderyk Wilhelm II Hohenzollern, Girolamo Lucchesini
Sądownictwo w dawnych czasach
Imprezy u Strzelców
Nabożeństwa górnicze
Ksiądz bibliofil
O doktorze, co do pracy chodził piechotą
O utopcu Frycku, Skarbniku i czarnych pstrągach w tarnogórskiej sztolni
Maibaum
Bonifacy Wyciszczok (1876-1938)
Europejski Piknik Rodzin Kolejarskich 2006
Młodzi piłkarze z Bernburga w Tarnowskich Górach
160 tysięcy na Akcję       Lato 2006
Garnizon Tarnogórski 1913-1920
Zasługi hrabiego Fryderyka von Redena dla rozwoju Górnego Śląska i Tarnowskich Gór
Profesor Florian Śmieja
Tarnogórskie Muzeum wyróżnione
Triumfalny pochód czerwonych autobusów
Trzy Rozalie i Ewa
Śląski humor
Jezus o upominaniu
Święto u Serdecznych
Orkiestra mandolinowa Rodziny Kolejowej
 

 

O utopcu Frycku, Skarbniku
i czarnych pstrągach
w tarnogórskiej sztolni

Ten utopiec uchodził za niesamowicie mądrego, chociaż na pierwszy rzut oka nic na to nie wskazywało. Dopiero bliższy z nim kontakt dawał podstawy do takich wniosków. Twarz małpiasta, spore wały nadoczodołowe, zarost jak krowa na wymieniu - dają wrażenie, że masz do czynienia bardziej z głupkiem, z poturbowanym w karczemnej bójce pijakiem, niż z osobą na poziomie. Miał również okrutnego zeza, każde oko świdrowało przestrzeń niezależnie, co nie dodawało urody, za to stwarzało niesamowite możliwości obserwacyjne pomocne mu w wypełnianiu obowiązków. Szczególnym dodatkiem do jego przystojności była pokaźna przepuklina rozsadzająca odzienie.

Utopiec stróżował u wylotu tarnogórskiej sztolni „Fryderyk”, dlatego wszyscy zwali go Frycek. Sztolnia ta odwadniająca kopalnie rud rejonu Bobrownik Śląskich i Suchej Góry odprowadza wody podziemia do nurtu rzeki Dramy tuż przed Zbrosławicami. Pilnujący tego miejsca nie może dopuścić do przedostania się tą drogą na powierzchnię ziemi niepożądanej istoty. To, co gnieździ się pod ziemią niech tam pozostanie, wszelkie robactwo i duch wszelaki, tak jak to, co stworzone dla powierzchni najlepiej niech na niej sobie żyje. W przeciwnym wypadku, gdy przyjacielu zaburzysz ustanowiony ład - nieszczęście murowane. Kiedy przez nieuwagę straszydło jakieś na wierzch się przedostanie, wiele czasu upłynie zanim świat do normy wróci. Człowiek powinien pod ziemię wchodzić dopiero po śmierci. Jeśli gwarku kopiesz krecie chodniki w poszukiwaniu skarbów - zamiast bogactwa możesz znaleźć także wiele przykrych niespodzianek, a pierwszą jest rychłe skonanie! Ile nieszczęść ludzkich zapisano na krzyżach nagrobnych tarnogórskich cmentarzy, tego nie zliczy nikt, nawet najlepszy olbornik, a jemu nie umknie w liczeniu najmniejszy nawet urobek. Chociaż, kto wie, czy urzędnikowi temu chciało by się liczyć gwarkowskie nieszczęście, bo dla niego tragedią jest jedynie strata zysku, a nie któregoś z mrowia śmierdzących kopaczy.

Jeśli nie spotkał gwarek pod ziemią śmierci, to jego szczęście, ale na pewno dokopać musiał się wody, wszędobylskiej wilgoci, która psuła gwarkom robotę i zdrowie. Mogli także gwarkowie natknąć się nieraz w kopalnianych labiryntach na skarbnika - wartownika podziemnych zasobów, któremu należy zawsze po przyjacielsku przytakiwać i ustępować drogi, a najlepiej w żadne konszachty nie wchodzić. Głównie z powodu skarbnika musiał utopiec Frycek wachtować, bo ten bez wyraźnej potrzeby na wierzch nie wychodzi. Jeśli chce wyrównywać porachunki z gwarkami niechaj to robi pod ziemią. Ruda pazurami, bez mała wyszarpana skale dawała im i ich rodzinom jeść oraz co na grzbiet założyć, ale to, co ich pod ziemią gnębi, oraz wszelkie moce skarbów pilnujące niech do słońca się nie pchają, niech gwarkom na powierzchni przynajmniej dają święty spokój, chwilę wytchnienia przy piwie w szynku, przy żonie i dzieciach w domu.

W pogodny dzionek stróżował utopiec jak zwykle u wylotu sztolni. Leżał w cieniu, nogi moczył w strumyku. Od czasu do czasu w garście nabierał wody, zraszał nią krzaki, aby opadające na łeb krople chłodziły rozpalone czoło. Jednym okiem wwiercił swój wzrok w czerń sztolni. Woda wypływała z podziemia zmieniając momentalnie na słońcu swoją tonację głębokich szarości i połyskującej czerni. Tuż za kratą wmurowaną dla bezpieczeństwa w otwór sztolni, robiła się mieszaniną kryształowych błysków, a nabierając jeszcze dodatkowo ochoty do śpiewu szemrała orzeźwiające murmurando

Drugim okiem łypał Frycek na żonę, która gotowała obiad. Panierowała łopianowe kotlety na mrowisku, a zapach leśnej zupy aromatyzowanej dzikim czosnkiem doprowadzał do obłędu jego apetyt. Całość kucharskiej magii poprzedzająca posiłek stanowi najlepszą przyprawę. Utopiec nigdy nie grymasił przy jedzeniu, uważał żonę za najlepszą kucharkę w świecie demonów.

Gdy tak dojrzewał do spożycia obiadu wdychając zapachy, coś niepokojącego zauważył u wylotu sztolni! W czeluściach zamigotało światełko gwarkowskiej lampki, a potem za kratami ukazała się postać! Utopiec rzucił się do wody i przemieniony w gibką rybę podpłynął do krat. Tu natychmiast wrócił do dawnej postaci przyjmując pozycję gotowości do bójki. Wracaj! - warknął do kogoś, kto stał w chodniku. - Nikt cię tutaj nie chce, wracaj, bo zawołam pomoc.

- Szczęść Boże Utopku!

- Boga nie wzywaj na daremno, ale kiedy mi dobrze życzysz, ja ci życzę jeszcze lepiej, żebyś sobie poszedł z Bogiem, czy bez do swojego świata.

- Daj spokój - zjawa odzywała się metalicznym głosem. Był to Skarbnik w przebraniu starego gwarka. Siwowłosy, brodaty, najprawdziwszy Skarbnik z kopalni srebra!

- Przyszedłem tylko poradzić się w ważnej sprawie. Sowicie się odwdzięczę.

- Jedną radę już ci daję bez zapłaty. Wracaj! Naprawdę, wracaj!!!
- Posłuchaj złośniku. Wiem, że całe życie spędzasz w wodzie, powiedz, czy ona ci nie szkodzi?

- Nie szkodzi! To wszystko, co chcesz wiedzieć?

- Gwarkowie też tak mówili - Skarbnik nie dawał za wygraną. - A mnie od tej wody w kopalni skręca w krzyżu. Ledwo się tutaj dowlokłem. Pomóż mi, a odpłacę ci czystym srebrem.

Utopiec najchętniej odesłałby go do wszystkich diabłów, ale odrobinę żal mu się zrobiło demona. Sam bowiem mając przepuklinę wiedział, co znaczy choroba. Obiecane srebro też kusiło.

- No, co? Wiesz jak mi pomóc? -zapytał Skarbnik.

- Nie! Jeszcze nie wiem, ale się zastanowię - odpowiedział mądrze, bo tylko mądra istota potrafi się do niewiedzy przyznać. Intensywnie myślał, jak postąpić. Zrobi z niego durnia, to odechce się Skarbnikowi przychodzić, a jeśli pomoże? Srebra zarobionego nie zmarnuje?

Drapiąc się po głowie, bo niezawodnym jest to sposobem ruszenia pomyślunku, w końcu wymyślił - mrówki. Unikalny sposób na wszystko - myrmekoterapia - pomogła już niejednemu. Otworzył więc kratę, Skarbnik wyszedł i mrugał oczyma, bo oślepiło go słońce. Utopiec widząc niezgrabne ruchy jego obolałego ciała pomógł mu zrobić kilka kroków w kierunku mrowiska. Skarbnik szedł niezbyt ochoczo, bo pomijając dolegliwości, był na tyle mądry, żeby nie ufać utopcowi do końca.

- Chodź Skarbniczku, chodź, zaraz poczujesz się lepiej. Kiedy doszli do celu Frycek kazał choremu wstrzymać oddech i zamknąć oczy, a potem z całej siły pchnął go w sam środek mrówczej społeczności. Co się działo, trudno opisać. Określenie „piekło na wodzie” może obrazować część tego widowiska. Mrówki oblazły Skarbnika. Były wszędzie! We włosach, w brodzie, pod ubraniem. Miotał się jak opętany i wył jak stado wilków. A przekleństwa, jakie usłyszał utopiec! Czego tam nie było, same soczystości, skąd Skarbnik znał takie wyrazy? Strząsając z siebie mrówki pognał duch kopalni w kierunku sztolni.

- Chyba mu pomogło - rzekł Frycek do żony śmiejąc się, aż mu przepuklina bulgotała.- Leciał jak młodzik jaki. Niewdzięcznik! Nazwał mnie rozdeptaną ropuchą.

Następnego dnia na środku mrowiska znalazł utopiec garniec czystego srebra. To była zapłata za wielką przysługę oddaną Skarbnikowi. Władca i dozorca kopalnianych skarbów poczuł się lepiej, ba, całkiem dobrze. Dolegliwości wprawdzie miały nawroty, ale ta terapia skutkowała zawsze. Między dwoma demonami wywiązała się nić porozumienia, która mogła trwać wieki całe, ale jak to w życiu bywa licho nie śpi.

Jednym z felerów Frycka była przepuklina. Jeśli bardzo mu dokuczała trzeba ją było wpakować do brzucha. Stosował wtedy prostą terapię - zamieniał się na kilka dni w nietoperza i zwisał nogami do góry. Najczęściej wieszał się w reptowskiej wieży kościelnej - dla bezpieczeństwa przed innymi demonami, które miejsc poświęconych się boją.

Zdarzyło się, że w czasie, gdy utopiec przebywał na kuracji w Reptach, Skarbnika także złapała niemoc. Wyszedł na zewnątrz kopalni i zamiast na swojego uzdrowiciela natknął się na zastępujących Frycka w obowiązkach jego synów. Rzadko można było ich spotkać na brzegu, bo całymi dniami straszyli ryby w rzece i podglądali córki sąsiada. Obolały Skarbnik wyłuszczył im swoje potrzeby, a oni będąc z natury okrutnymi niegodziwcami w lot zrozumieli, że okazja się nadarzyła, aby nabić kabzy.

- Z całym szacunkiem dla wiedzy naszego ojczulka stwierdzić musimy, że są lepsze, nowsze metody leczenia reumatyzmu - rzekł jeden z nich robiąc tak mądrą minę, że Skarbnik uwierzył.

- Przyjdź waćpan jutro, a otrzymasz lek doskonały.

Kiedy Skarbnik zjawił się następnego dnia poczęstowali go mocnym trunkiem. Czy był to sam miód półtorak, czy pomieszany z ziołami, nie wiadomo, ważne, że Skarbnik nigdy nie pijący mocnych win upił się i jak dziecko zasnął na brzegu Dramy. Wtedy synowie utopca zaczęli wynosić tarnogórskie srebro, a że każdy przestępca jest nad wyraz zachłanny robota przeciągnęła się. Skarbnik po jakimś czasie przetrzeźwiał. Zobaczywszy, co się dzieje wpadł w gniew. Przemienił niegodziwców w ryby, w czarne pstrągi i na wieki uwięził w sztolni.

Kiedy Frycek wrócił z leczenia zapłakana żona opowiedziała mu o całym zdarzeniu. Utopiec bardzo się zmartwił i chciał sprawę załagodzić. Długo mógł sobie wołać przez kratę na Skarbnika! Duch obraził się na dobre i już nigdy nie pokazał się w wylocie sztolni. Całe skarby tarnogórskich podziemi schował tak, że gwarkowie zbyt wielkiej korzyści z pracy nie mieli. W efekcie upadło górnictwo w Tarnowskich Górach, ludzie jednak żyją, razem z nimi żyją wszystkie demony, a czarne pstrągi do dziś pływają w tarnogórskiej sztolni.

Jan Drechsler
Utopce Doliny Dramy, Zbrosławice 2005
Rys. Mirosław Ogiński

 

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa