Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Wyd. Spec.

N U M E R  5   -   1 2   K W I E T N I A   2 0 0 1 r.

 Montes Nr 6

 

Witamy i Zapraszamy...
700 lat temu
Stanisław Poniatowski
Biały kruk
Za Odrą i Nysą
Dr Tadeusz Zgierski- Strumiłło („Dąb”)
Biskup tarnogórzanom
Rozwój techniki i przemysłu tarnogórskiego
Piast i Hohenzollern - założyciele miasta Gwarków
Śląska Wielkanoc
Człowiek
Chadecja na ziemi tarnogórskiej w latach 1922-1939 cz. III
Z dziejów hutnictwa nad Małą Panwią cz. II
Rys historyczny  wodociągów cz.IV
Kościół św. Jana Chrzciciela i św. Kamila
Kajzer Wiluś
Tajemnica zaginionej krypty
Skarby szkolnego muzeum
Papierowa historia Czarnej Huty
Tarnogórska prasa cz.II
Sztandar dla 7 Pułku
Poczet śląskich wojewodów
Tarn. Góry - miastem turystycznym. Koncepcja z lat 30- tych cz.II
Śląskie kamienie cz. IV
 

 

Człowiek,

czyli opowieść o tym, czego nam teraz na Śląsku trzeba najbardziej

Ilekroć zaczyna się nowe stulecie, tylekroć człowiek zadaje sobie pytania o to, co go czeka, jakie będą nowe czasy, co przyniosą. Najczęściej pytania te nie dają żadnych rozsądnych odpowiedzi, pozostając retorycznymi. Zdarzało się, że pochopna próba odpowiedzi stawała się niechlubnym świadectwem dla tych, którzy jej próbowali udzielać. Dość przypomnieć, że u progu XX wieku nie brakowało optymistycznych, żeby nie powiedzieć beztroskich głosów o przyszłości. Niektórzy bowiem, a byli wśród nich także uczeni, twierdzili, że nauka i humanitaryzm rozwinęły się już tak dalece, iż wiek XX będzie najłagodniejszym i najbardziej ludzkim w historii. Jak było naprawdę, świadkowie XX wieku przekonali się na własnej skórze z całą mocą.

Dlatego radzę, byśmy przestali wróżyć i przewidywać. Proponuję raczej, aby stojąc twardo na gruncie naszej teraźniejszości zapytać siebie, jakimi powinniśmy być w nadchodzących czasach, zwłaszcza tu na Śląsku, gdzie żyjemy. Jakich tej ziemi potrzeba ludzi, jakich nauczycieli, uczonych, artystów, duchownych... nas samych. Odpowiedź na to pytanie nie wymaga wróżb i mętnych przewidywań. Trzeba jedynie skupienia i szeroko otwartych oczu...

Opowiem o jednym człowieku.

To wystarczy, by zacząć refleksję i dalsze poszukiwania. Bohaterowi mojej opowieści nie dane było dożyć do naszego stulecia, a jednak to właśnie takich jak on ludzi teraz będzie nam trzeba. Urodził się w Łagiewnikach pod Bytomiem 27 stycznia 1942 r. Na chrzcie dano mu imię Gerard. Jednak po dramacie II wojny przyszedł kolejny trudny czas agresywnego komunizmu i jego absurdów. W 1953 r. trzeba było zmienić imię Gerarda (źle kojarzyło się ówczesnym władzom). I tak zastał Henrykiem. Uczył się w Bytomiu i tam zdał maturę w roku 1960. Wtedy też zaczął naukę w Seminarium Duchownym w Krakowie. Katowice - stolica diecezji od 1925 r. ciągle nie miały siedziby seminarium. Przypomnijmy, że nie było tu wówczas także Uniwersytetu. Długo Śląsk musiał czekać na swoje uczelnie. Dziś Uniwersytet Śląski i Wyższe Śląskie Seminarium Duchowne w Katowicach splotły swoją historię.

Święcenia kapłańskie otrzymał Henryk Markwica 5 czerwca 1966 r. Ówczesny biskup katowicki Herbert Bednorz desygnował go na studia z teologii moralnej, które młody kapłan miał odbyć w Rzymie. Musiał jednak zrezygnować z wyjazdu. Twierdził, że nie mógłby wyjechać bez pójścia na kompromis z ówczesną władzą, która oczekiwała od niego uległości. Ostatecznie odebrano mu paszport, mimo że na udzielenie stypendium zgodził się już prymas Stefan Wyszyński. Zresztą paszportu księdzu Henrykowi nie oddano mimo starań samego biskupa katowickiego. Zaczął zatem studia zaoczne na krakowskim Papieskim Wydziale Teologicznym, a później na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie.

Pośród wielu parafii, w których pracował, znalazła się także parafia Matki Bożej Królowej Pokoju w Tarnowskich Górach. Tu zamieszkał na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Tu miał swych wiernych uczniów. Niebawem jednak na siedem lat zasiadł w Sądzie Biskupim - najpierw jako notariusz, a potem jako sędzia prosynodalny. W marcu 1986 r. został Diecezjalnym Moderatorem Ruchu Światło-Życie. Rok później objął parafię św. Jadwigi w Chorzowie. Wówczas opuścił notariat Sądu Biskupiego, pozostając nadal jego Sędzią. Opuścił jednak także bardzo cenioną przez siebie kapelanię u sióstr jadwiżanek w Katowicach Bogucicach. Pełnił w diecezji bardzo liczne funkcje, których nie trzeba tu wymieniać. Zmarł jako proboszcz i dziekan chorzowski w wyniku obrażeń po wypadku samochodowym 18 lutego 1999 r. w szpitalu w Nowym Sączu.

Piszę o tym Ślązaku w głębokim przeświadczeniu, że jego życiowa filozofia, styl myślenia, głęboka intuicja, sprawność poruszania się w świecie wartości uczyniły z niego mimo śmierci w minionym stuleciu człowieka wieku teraźniejszego - XXI, kogoś, kto posiadł umiejętność życia, jakiego teraz tej ziemi będzie trzeba najbardziej. Był księdzem, ale równie dobrze mógł być nauczycielem, uczonym, artystą, a w końcu był przecież także wybitnym Ślązakiem. Śląsk poznał i umiłował miłością taką, jakiej trzeba nam sobie życzyć. Jego śmierć stała się bolesną dla tej ziemi stratą. Ale też jego zamknięte już życie wydaje się zarazem (nieco paradoksalnie) pewnym darem, który dziś, u progu nowego wieku i tysiąclecia, otrzymujemy. Spojrzenie na postać tego kapłana, na jego postawę, sprawy, o których mówił, które były mu bliskie, na wartości, dla których żył, to szansa dla każdego, kto pyta o przyszłość, o perspektywy, o drogę...

Był ks. Markwica przykładem człowieka niezwykle bogatego wewnętrznie. Był człowiekiem inteligentnym, oczytanym. Był znawcą i krzewicielem wartości u progu trzeciego tysiąclecia najpotrzebniejszych. Pięknie i trafnymi słowami żegnał Zmarłego ks. Henryk Bolczyk podczas eksportacji 21 lutego tego roku: „Henryku, kapłanie! Pozostaniesz w naszej pamięci jako kapłan, który poruszał się w tym świecie z wielkim znawstwem”.

I to rzecz bardzo ważna.

Ks. Henryk posiadł wybitną zdolność sprawnego poruszania się w świecie wartości. A to oznacza, że był mistrzem. Bo jak pisał ojciec Jan Andrzej Kłoczowski, mistrz to ktoś, kto tę właśnie sprawność osiągnął. „Mistrzem jest ten, kto potrafi przełamać niewiarę w to, że jest możliwe życie inne niż tylko przeciętne. Mistrzem jest ten, kto potrafi obudzić - przynajmniej - aspirację do życia bardziej twórczego i wykraczającego poza przyjęte standardy”. Również to, co na innym miejscu napisał ojciec Kłoczowski, jest jakby skrojone na miarę osobowości księdza Markwicy: „Zaryzykuję i spróbuję podać prostą zasadę pozwalającą wyróżnić prawdziwego mistrza - mistrz ma uczniów - mistrz nie ma >fanów<. Prawdziwy mistrz nie zatrzymuje na sobie, nie wymaga kultu, a nawet, gdy jest nim otoczony, to nic o nim nie wie, po prostu go to nie interesuje (...). Mistrz nie poszukuje wyznawców, on raczej najpierw odstrasza od siebie”.

W czym jeszcze wyraża się jego mistrzostwo? Był kapłanem, który przede wszystkim ukochał Kościół. Jego wychowanek, urodzony w Tarnowskich Górach ks. Adam Wodarczyk wspominał czas, gdy jako animator podczas rekolekcji oazowych III stopnia współpracował ze swoim moderatorem: „Przez wiele godzin wsłuchiwałem się w Jego niesamowite, malownicze opowieści o Kościele - Matce, o chrześcijańskiej Polsce, o dziedzictwie wiary, o ukochanej przez Niego Królowej Jadwidze i świętym Benedykcie i jeszcze wiele, wiele innych. Ogromnie kochał Kościół. Wyrażał to nie tyle słowami, co czynem, który wypełniał całe Jego życie. Często powiadał: >Jak się coś kocha, to trzeba mieć na to czas i... pieniądze<”.

A rzeczywiście, pieniędzy nigdy nie miał, poświęcał je, zgodnie z przytoczoną dewizą, temu, co najbardziej kochał - Kościołowi, a to oznacza, że także tym, którzy ich najbardziej potrzebowali. Już do legendy przeszedł testament przypomniany podczas uroczystości pogrzebowych przez arcybiskupa Damiana Zimonia: „W dniu, w którym zostałem oblatem benedyktyńskim Opactwa św. Apostołów Piotra i Pawła w Tyńcu, oświadczam, że nic nie posiadam, a to, co niby posiadam jest własnością Kościoła katowickiego. Niech Bóg będzie uwielbiony!”. Słowa te zostały spisane 18 września 1995r.

Ks. Ryszard Nowak wspominał o tym, jak trudno było sprawiać księdzu Markwicy prezenty - nie minął krótki czas, gdy już dawał je innym. Przypomina się wspomnienie ks. Wodarczyka z przytoczonych już czasów wspólnych rekolekcji oazowych: „Codziennie o szóstej rano dreptał z uczestnikami (chłopcami) po bułki na śniadanie, nie dając nikomu wyręczyć się w tej służbie...”. Miłość do Kościoła rozpięta była u ks. Markwicy między wzniosłą myślą o dziedzictwie wiary a porannym wstawaniem po chleb na śniadanie dla swoich podopiecznych.

Był ceniony za odwagę sądów i mówienie prawdy. Jego kolega rocznikowy pisał: „Ilekroć się spotykaliśmy, zawsze był roześmiany i spoglądający z przymrużonym prawym okiem i zadający jakieś prowokacyjne pytanie”. Ks. Henryk Bolczyk żegnając przyjaciela mówił: „Henryku, kapłanie! Byłeś dobrym kaznodzieją. Twoje głoszenie Słowa Bożego miało znamiona walki Chrystusa z szatanem na pustyni. Nie głaskałeś słowem, nie szukałeś taniej pociechy, nie bawiłeś przykładzikami. Głosiłeś Słowo Boże całym sobą, z mocą”. Ks. Wojciech Ignasiak uzupełnił te słowa: „Mówił prawdę niezależnie od okoliczności i uczył nas radykalizmu św. Jana Chrzciciela w mówieniu prawdy bez względu, czy podobała się ona tym, do których była skierowana, czy nie”.

Prawdy niepopularnej, prawdy twardej i tym samym ważnej, koniecznej był ksiądz Markwica orędownikiem. Nie lękał się jej, a przede wszystkim tych, którzy do niej nie dorastali. To kolejna cecha rzadka a przecież niezbędna nam w nadchodzącej przyszłości, prawda, która dla oznacza mądrą, stanowczą i łagodną zarazem, ale przede wszystkim zdecydowaną i odważną walkę o wartości.

Ceniło go środowisko artystów, literatów. Zwłaszcza w trudnej pierwszej połowie lat 80. był przez nie poszukiwany. Pisał Michał Smolorz, jak spotykali się u sióstr prowadzących dom Caritasu w Bogucicach. W czasach stanu wojennego działał w Biskupim Komitecie Pomocy Osobom Internowanym. Organizował podziemny teatr, z którym wraz z aktorami z teatru im. Stanisława Wyspiańskiego jeździł po kraju.

Gdy ks. Markwica został proboszczem, gdy czasy się zmieniły, mitem obrosły czwartkowe spotkania na probostwie. Michał Smolorz pisał: „Księża, siostrzyczki i pracownicy parafii zdążyli się przyzwyczaić do >obiadów czwartkowych<, na które schodziła się grupa przedziwnych oryginałów, biesiadujących u farorza do późnej nocy”. Jakże jest mi osobiście bliski w słowach świadectwa Jolanty i Andrzeja Sznajderów, którzy wspominali: „Jako ortodoksyjnym oazowiczom przypominał nam, żeby nie zamykać się na świat wartości znajdujących się poza religią i Kościołem”.

Zdarzało się, że w ramach pokuty
penitenci byli wysyłani do kina.

I tu dotykamy kolejnej, jakże pięknej i jakże potrzebnej, ważnej części jego dzieła - umiłowanie piękna, sztuki i wiedzy. Za jego ogromną wiedzę o Krakowie cenił go proboszcz wawelski ks. prałat Janusz Bielański. Ks. Markwica imponował wiedzą o Śląsku, kochał ten Śląsk. Ileż podróży odbył z młodzieżą do najważniejszych kulturowo miejsc na Śląsku. Pisał jeden z jego wychowanków: „Oczarował nas swoją znajomością Krakowa. Wywody historyczne były w jego ustach baśnią”.

Podczas jednej z sesji naukowych, którą współorganizowałem, w trakcie obrad musiał nas na parę godzin opuścić. Przyjmował kleryków katowickiego seminarium. Gdy wrócił, jego głos zamykał dyskusję. Powiedział wówczas, że zapytał tego dnia kleryków, kto z nich był w ważnych dla Śląska miejscach: Trzebnicy, Henrykowie, Kamieniu, Rudach Raciborskich. Okazało się, że nikt. A przecież ci ludzie mieli stać się niebawem kapłanami śląskiej archidiecezji, mieli dzierżyć „rząd dusz”, a przynajmniej do tego aspirowali. Mieli wprowadzać ludzi w świat wartości. Mówił o tym pogodnie, choć z nutą melancholii w głosie. Dodam, że sesja poświęcona była oświacie.

No i jego wizja historii. Pisał o tym Roman Hermann. Ks. Markwica w swoim myśleniu o przeszłości stale dążył do syntezy historiozofii i historii. „Stąd w dużej mierze wynikała rola, jaką w kapłaństwie ks. Markwicy odgrywał klasztor benedyktyński w Tyńcu. Zanim więc przeprowadził kolejną grupę młodych ludzi przez próg tynieckiej furty, analizował dokładnie istotę monastycyzmu zachodnioeuropejskiego. Dlatego ciągle odwołując się do tekstu Reguły św. Benedykta tak dokładnie wyjaśniał, co to klauzura, refektarz czy wirydarz”. A przecież - jak pisze dalej autor - dopiero zrozumienie Tyńca, Bielan, Mogiły pozwala zrozumieć istotę Rud Raciborskich czy Henrykowa.

Bardzo umiłował muzykę. Jego głos brzmiał pięknie. Człowiek ten był świadom niezbędności estetyki w życiu człowieka. Bywało, że w domach, w których znajdował instrumenty, np. pianino dłużej trwała jego kolędowa wizyta. Jako moderator diecezjalny Ruchu Światło-Życie wytrwale uczył młodzież ukochanych przez siebie gregoriańskich śpiewów liturgicznych. Mocno zdawał sobie sprawę, że estetyka jest potrzebna do życia jak chleb, że w pięknie mieszka Bóg, że życie nie może obyć się bez zaklętej w nim sztuki. To rzadka świadomość pośród wielu przewodników duchowych. To dziś niezwykle cenna postawa. Iluż artystów gościło w jego parafii, ileż poważnych, znakomitych zespołów, chórów i orkiestr koncertowało tu. I te krótkie określenia, jak wykrzykniki zawarte w Kronice...: „Podziwiać!”, „Duży aplauz!”, „Cudna radosna muzyka”. W dniu jego pogrzebu spełniło się jedno z jego wielkich marzeń, by wierni podczas Mszy św. zaśpiewali stałe części gregoriańskiej Missa de Angelis.

Śląsk jest ekumeniczny

Musi być ekumeniczny, bo jest różnorodny. W tym odnaleźć można jego piękno, jego specyfikę, jego charakter, fenomen. Miłośnik i znawca Śląska Henryk Markwica wiedział o tym. Dlatego nie dziwi, że w depeszy kondolencyjnej po jego śmierci Przewodniczący Śląskiego Oddziału Polskiej Rady Ekumenicznej ksiądz Jan Gross pisał: „Księdza dziekana Henryka Markwicę wspominam z wdzięcznością jako szczerego ekumenistę, który swój ekumenizm potwierdzał na co dzień konkretnymi czynami. Wiem bowiem, ile zawdzięcza Mu Parafia Ewangelicko-Augsburska w Chorzowie, a więc moja macierzysta parafia, z której wywodzi się mój Kolega i zarazem Premier Jerzy Buzek.

Jeszcze nie tak dawno, bo 15 listopada 1998 r. w czasie uroczystego nabożeństwa z okazji 100-lecia poświęcenia kościoła im. Marcina Lutra w Chorzowie siedzieliśmy z Ks. Henrykiem Markwicą obok siebie, wzajemnie trzymając sobie śpiewnik w czasie śpiewu pieśni i liturgii (...)”.

I to kolejna wartość zawarta w jego osobowości, której dziś w tym poróżnionym świecie bardzo potrzebujemy. Wymieniłem ich tylko kilka, ale razem układają się w pewien kanon, o którym trzeba pamiętać przewodnikom ludzi w XXI wiek.

A równolegle z tą Jego piękną wielką perspektywą i wizją Kościoła, Śląska, Europy biegła inna jeszcze także ważna, a najpewniej nie mniej ważna droga. Otóż gdy był już proboszczem, a w Polsce zaczęły następować wielkie zmiany, okazało się, że towarzyszy im także wzrost ludzkiej nędzy. Za drzwiami plebanii ustawiono zatem kosz. Stoi tam zresztą do dziś. I zawsze był on pełny chleba, którego nikomu nigdy w tym miejscu nie odmawiano. Bo ksiądz Markwica rozumiał ludzką biedę. I tej umiejętności także wymagać będzie od nas rozpoczynający się wiek.

Jacek Kurek

W tekście wykorzystano fragmenty artykułu J. Kurka, Ksiądz kanonik Henryk Markwica, czyli o duszpasterstwie rzeczy najważniejszych, w: Bożogrobcy. Jerozolima - Miechów - Chorzów. Materiały z sesji naukowej 9 października 1999 r., pod red. J. Kurka, Chorzów Batory 2000.

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa