Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Wyd. Spec.

N U M E R  5   -   1 2   K W I E T N I A   2 0 0 1 r.

 Montes Nr 6

 

Witamy i Zapraszamy...
700 lat temu
Stanisław Poniatowski
Biały kruk
Za Odrą i Nysą
Dr Tadeusz Zgierski- Strumiłło („Dąb”)
Biskup tarnogórzanom
Rozwój techniki i przemysłu tarnogórskiego
Piast i Hohenzollern - założyciele miasta Gwarków
Śląska Wielkanoc
Człowiek
Chadecja na ziemi tarnogórskiej w latach 1922-1939 cz. III
Z dziejów hutnictwa nad Małą Panwią cz. II
Rys historyczny  wodociągów cz.IV
Kościół św. Jana Chrzciciela i św. Kamila
Kajzer Wiluś
Tajemnica zaginionej krypty
Skarby szkolnego muzeum
Papierowa historia Czarnej Huty
Tarnogórska prasa cz.II
Sztandar dla 7 Pułku
Poczet śląskich wojewodów
Tarn. Góry - miastem turystycznym. Koncepcja z lat 30- tych cz.II
Śląskie kamienie cz. IV
 

Opowieści tarnogórzan

Śląska Wielkanoc

Moje wspomnienia z dzieciństwa są zawsze związane ze wzruszeniem. Tradycje moich Babć, Ciotek i Matki, żyją w mojej rodzinie do dziś, chociaż wiele osób już odeszło. Została jednak tradycja, a wraz z nią pamięć o bliskich, a nieobecnych. To jest w niej najpiękniejsze we wszystkich dziedzinach życia.

Od wczesnego dzieciństwa pamiętam moja babkę Bertę. Ubrana w śląski strój, na co dzień skromny i wygodny, a bardzo strojny w niedzielę, była ślązaczką, która prezentowała sobą prostą wiejską kobietę, a jednocześnie oczytaną i inteligentną szlachciankę.

Widzę Ją siedzącą przy żelaznym piecyku - żeleźnioku, a zbliżały się święta wielkanocne, pochylona nad zdobieniem ugotowanych uprzednio w łuskach cebulowych jajek - kroszonek. Kroszonki skrobało się ostrym narzędziem we wzory, które znajdowano zarówno na starej porcelanie, malowanych fartuchach, jak i starych wzorach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Były też zawsze jajka ze wzorami zajączków, piskląt i palemek. Te wręczało się chłopcom od dyngusu.

Zapach migdałów roznosił się po izbach. Robiono po kryjomu marcepan. Według starej, acz współcześnie trochę zmienionej receptury. Lepiły Babcie ręcznie bez foremek, śliczne zajączki, jakieś kury, jajeczka ozdobione różyczkami, koszyczki, a nawet świńskie łby, które wręczano co bardziej niesfornym dzieciom w czasie wielkanocnego święta.

Taki świński łeb, otrzymał swego czasu dziadek. Oj, było wesoło!
Na Wielkanoc w pierwsze święto, jeszcze przed wojną, za oknami łąka mojej Babci był zielona i ukwiecona, a blisko domu wił się przez ogród czysty strumień. Mosteczek na nim był z brzozy, a kwitnące wokół wiosenne kwiaty dawały wrażenie sielanki i poczucie bezpieczeństwa.

Familia wraz z sąsiadami, zaczęła już wcześniej przygotowania i ruszyła z miotłami w obejścia. Zamiatano, a był to rytuał obowiązkowy, wszędzie, gdzie tylko można było. Bielono zabudowania, czyszczono podwórka, place i rynsztoki, a każdy właściciel posesji musiał zamieść połowę ulicy przy której miał dom. To zresztą robiono w każdą sobotę przez cały rok.

W oknach czysto umytych, wykrochmalone białe, haftowane firanki lub obszyte koronką, te wisiały w kuchni. Szydełkowane wisiały w pokojach. Podłogi lśniące, wypastowane lub wyszorowane do białości „Dylówki”. Na podłogach dziergane przez gospodynie dywaniki. Dzieci pomagały chętnie. Przynosiły wodę z pobliskiej pompy w konewkach, zanosiły w słomiankach chleb do piekarza i potem przynosiły go upieczony z powrotem, oblizany ze wszystkich stron z mąki. Pachniało kołoczem i wędzonką. Gęś pod stołem wysiadywała jaja i syczała na nas.

W Wielki Piątek, wczesnym rankiem ja, siostra i brat (tacy co rok to prorok) wyrzucani byliśmy z łóżek. Myć się w potoku - wołała Babka Berta i wymachiwała ręcznikiem. Mycie odbywało się przy akompaniamencie okropnego wrzasku, woda była lodowata, a brat Zbyszek zjechał razu pewnego z glinianego brzegu i zanurzył się po szyję. Jak tradycja to tradycja.

Wrzucaliśmy jeszcze witki do wody. Miały płynąć daleko, bardzo daleko, za siedem rzek i wzgórz. Pamiętam kiedyś, a potok był silnie wezbrany, mojego brata, który postanowił wyruszyć w rejs w starej drewnianej balii z klepek, którą wyciągnął z zakamarków szopy, pamiętającej jeszcze pradziadków. Spuścił ja na wodę , brat szybko wsiadł i równie szybko zobaczyliśmy dno balii. Łopatka do węgla - miała służyć za wiosło - gdzieś znikła, a brat opity rudą wodą został wyciągnięty na brzeg.

Nie wiem dlaczego, ale najpiękniejsze chwile i najpiękniejsze kroszonki zapamiętałam z 1943r. Nie było wówczas wędzonki, zajączków z marcepanu, nie było Ojca. Matka z trójką dzieci zdana była tylko na siebie - ojciec był żołnierzem karnej, niemieckiej kompanii. Matka zdobyła u sąsiadów 3 jajka (pracowała u gospodarzy za różne wiktuały), ugotowała i pomalowała kredkami. Tradycyjnie większość członków rodu to niedzielni malarze, więc kroszonki były śliczne. Położone w rozwidlonych korzeniach kasztanowca, nad tym strumykiem, wyglądały jak baśniowe skarby. Już nigdy nie umiałam oddać w tradycji szukania przez dzieci kroszonek w ogrodowych zielonych schowkach, tego naturalnego piękna.

Zawsze zanosiliśmy koszyczki z wiktuałami na święcone do kościoła. Koszyczek był ozdobą stołu, nie mówiąc o drożdżowych lukrowanych babach, a w wazonie bazie i owies zdobiony pozłótką. Główne danie to oczywiście szynka, jajka i chrzan. U nas jajka gotowane z kminkiem, nie przyjęły się, choć są do dziś serwowane w śląskich domach. Po południu kołocz i kawa, a dzieciom łuski kakaowe z mlekiem. Często dla nas były kołoczki o niezrównanym smaku. Na wywarze z szynki żurek, a w świątecznym obiedzie nie zabrakło oczywiście klusek, rolad i kiszonej lub czerwonej kapusty.

Gabriela Horzela-Szubińska

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa