Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

N U M E R  4   -   2 1   G R U D N I A   2 0 0 0 r.

 Montes Wyd. Spec.

 

Święta końca wieku
Przebywał tu Józef Wybicki
Książęcy nagrobek - odnaleziony
800 lat temu
Kolęda w magistracie
Dr Bronisław Hager
Do czytania i oglądania
Huta Sowicka
Dom Pod Lipami
Saskie wizyty i tarnogórskie rachunki
Alfred Karch - kamilianin niezwykły
Dworzec kolejowy
Robert Kurpiun - zapomniany pisarz
Chadecja na ziemi tarnogórskiej w latach 1922-39 cz. II
Tarnowskie Góry - miastem turystycznym. Koncepcja z lat 30- tych
Mistrzowie chleba i ciastek
Rys historyczny  wodociągów cz.III
Hotel z górniczą przeszłością
Bractwo Św. Barbary
Tarnogórska prasa
Plebiscyt 1921r. w Tarnowskich Górach
Kuźnica nauczycielskich kadr
Wojciech Korfanty
Między Polakami a Niemcami
Repty Norbertanów
Pytanie o przyszłość
Gmina Ożarowice
Śląskie kamienie cz. III
 

Pytania tarnogórzan A.D. 1934

Między Polakami a Niemcami

Niewątpliwym wydarzeniem, przede wszystkim sportowym ale też i politycznym, w roku 1934 było spotkanie piłkarskich reprezentacji Polski i Niemiec w Warszawie. Anonimowy autor relacji zamieszczonej na łamach „Gazety Tarnogórskiej” koncentruje się nie tyle na meczu piłkarskim, co przede wszystkim na wspólnej na niego eskapadzie śląskich kibiców narodowości polskiej i niemieckiej.


Międzywojenny klub sportowy „Ruch” Wielkie Hajduki, m.in.: Wilimowski (drugi z lewej) i Wodarz (szósty)
(wg: „Województwo Śląskie (1922-1939)”, Katowice 1996).

Znakomicie udało się mu przedstawić nastroje społeczne panujące wśród Niemców i Polaków zmagających się wówczas z konsekwencjami trwającego w Europie od początku lat trzydziestych kryzysu gospodarczego. Warto zastanowić się nad motywami, które skłoniły szerokie rzesze kibiców ze Śląska do uciążliwej i kosztownej podróży do stolicy Polski. Polaków z Górnego Śląska elektryzował z pewnością fakt, iż w awizowanym składzie reprezentacji Polski znajdowały się takie sławy wielkohajduckiej piłki jak Ernest Wilimowski, Gerard Wodarz czy też zaczynający w katowickiej Pogoni przygodę z wielką piłką, Karol Pazurek. Oprócz zrozumiałych walorów sportowych, mogących mobilizować do podróży szerokie rzesze kibiców, w tym konkretnym przypadku niebagatelne znaczenie miał fakt, iż mecz ten był zaledwie drugim w historii spotkaniem obu reprezentacji, a pierwszym rozgrywanym na ziemi polskiej. Co prawda mieszkańcy Górnego Śląska mogli od roku 1924 corocznie podziwiać konfrontacje reprezentacji Śląska Polskiego z reprezentacją Śląska Niemieckiego, to jednak perspektywa zobaczenia w akcji reprezentacji obu państw sprawiła, iż pociąg zmierzający do Warszawy „pękał w szwach”. Oto relacja śląskiego kibica wyruszającego na ten mecz z Tarnowskich Gór.

Na mecz do Warszawy
Szalona okazja. Ani chwili namysłu, pakuję do swej nieodzownej teczki poduszeczkę, zabieram drugą... bardziej wartościową, by wraz z towarzyszami przyszłej niedoli swe kroki skierować do dworca kolejowego.

Pociąg zabiera nas na razie w krótką podróż. Celem naszym była stacja Królewska Huta (...). Tknięty jakowymś przeczuciem wysiadam właśnie w Chorzowie(...), by tu niby czekać na następny pociąg w kierunku Bytomia. Za chwilę odsłonił się widok na peron chorzowski, na którym dumnie stał cały szereg pullmanów, w końcu zaś pociągu bar i kąpielisko ruchome. Wszystko pod znakiem magicznym trzech liter P.K.P. Krótka rozmówka z kierownikiem „nadzwyczajnego pociągu” i nasza trójka (w drodze przybył trzeci partner) znalazła się w jednym z przedziałów, by się szybko ulokować i zorganizować ruchomy „kantor wymienny”.

Na dworcu bytomskim pytali celnicy niemieccy delikatnie, czy nie mamy czegoś, co by podlegało zakazowi przywozu do Niemiec, lapidarne „nie” zadowoliło stróżów niemieckiego gospodarstwa narodowego. Nie długo nasz pociąg zaczął się zapełniać „kobiercami”, którzy się zjechali ze wszystkich stron Niemiec do Bytomia na wędrówkę do nieznanego kraju, do dalekiej Warszawy. Nasz przedział wkrótce oblężono i to tak szczelnie, że tylko nasza rutyna kasowa ratowała przed zupełnym zatkaniem tak ważnego przejścia, jakiem była droga do... baru. Zwolna szeregi wycieczkowiczów, zamieniających marki na drogie złote, zaczęły rzednąć, natomiast sąsiedni bar rozbrzmiewał melodiami Renu, Schwarzwaldu itp. gwarniejszym się stawał od zgiełku rozhukanych gości, którym zasmakowała polska „czysta” i „wyborowa”. Piwo jednak miało najlepszy poczet wielbicieli, za to też i czupryny mocno zaczęły się kurzyć, kiedy pięknym świtem zajaśniał niedzielny dzień. Trzeba było je wietrzyć na każdym prawie postoju.

Niektórzy dali upust swym poglądom społecznym i politycznym i wdali się z nami w rozmówkę na tematy, które mogą rozdzielić najlepszych przyjaciół, a co dopiero takich, świeżo upieczonych, jak Polak i Niemiec.

Panie - jeden z nich krztusi - na wojnę nikt nie pójdzie, 80 % ludzi zna ją na własnej skórze, zaledwie 20 % marzy o wawrzynach na polach bitew, panie Bawar, właśnie za kilkanaście lat te 20% urosną do liczby 80% i wtedy stanie się zadość faktu dziejowemu - zwyciężą zwolennicy krwawych rozpraw politycznych, ale dzisiaj ma pan rację, wojny nie będzie, boć pan jedzie do Warszawy na wojnę, którą rozegrają dwie jedenastki piłkarskie. Oba narody czekają na wynik z niemniejszą niecierpliwością, jak na komunikaty frontowe. Po chwili rusza pierwszego Bawara sumienie patriotyczne, które wyraża dosyć kłopotliwą uwagą: jako niemiecki patriota nie powinienem jechać do stolicy państwa, z którem więcej dzieliło, niż łączyło.

Inny zaś jako prawowity hitlerowiec, narzeka na żydów, dzieląc się bądź ciekawym poglądem na tę kwestię. Uważa, że kwestia z bezrobociem na całym świecie nie rozwiąże się, jeżeli kierownikami życia gospodarczego nadal będą żydzi.

Trzeci zaś rozpytuje o Warszawę i dziwi się mocno, że właśnie Warszawa jest stolicą Polski, prawdopodobnie myślał o Gdańsku, jako polskiej metropolii? Całe zaś w ogólności towarzystwo bawiło się i traktowało świat na wesoło.

Wreszcie krajobraz zaczynał się zmieniać, coraz brudniejsze osady ludzkie, coraz częstsze stacje kolejowe, świadczą o zbliżeniu się do wielkiego osiedla miejskiego. Niebotyczne anteny radiostacji raszyńskiej i izabielańskiej mówią same za siebie. Znajdujemy się przed bramami Warszawy. Mrowisko głów zapełnia wszystkie okna wagonów, by za chwilę na kilkanaście godzin opuścić prowizoryczne ruchome domy.

Bazę „operacyjną” zainstalowano w Hotelu Europejskim, szybko jednak opuścili „kibice” Europę, zbyt była droga na kieszeń naszych gości. Warszawa nienormalnie w godzinach rannych ruchliwa, kto ją bliżej zna to wie, że tylko obcy goście wyrwali ją z torowiska odpoczynku po całotygodniowej pracy. Jednak i ci znawcy mylą się, autochtoni również wylegli na ulicę, na ustach wszystkich słyszymy słowo mecz. Ruch przybiera na sile, a około trzeciej mrowie ludzi zapełnia Aleje Jerozolimskie, Nowy Świat, Marszałkowską, Aleje Ujazdowskie i Wiejską, wszyscy prą na Stadion Wojska Polskiego.

Stadion od samego rana zapełniony, niektórzy tam od godziny 9-tej. Godzina 4-ta wybija, wbiegają na boisko drużyny, hymn „Horst Wessel” i hymn „Jeszcze Polska nie zginęła”, śpiewa 40 tysięcy ludzi publicznie hymn narodowy, po raz pierwszy chyba w dziejach Warszawy i Polski. Tłum podniecony, chciałby grać na równi z piłkarzami. Widocznie wierzy w zwycięstwo polskich barw, podrywa polską drużynę, niestety po chwilowym prowadzeniu gra się kończy naszą klęską ku rozpaczy całej Polski.

Z kwaśnymi minami wracamy do hotelu, niektórzy z entuzjastów niemieckich jeszcze rozprawiają o wrażeniach swoich meczowych, reszta i to najznaczniejsza zmęczona podróżą, zwiedzaniem stolicy marzy wyłącznie o byle jakiej ławce wagonowej. Byle się wyspać. W powrotnej drodze do Bytomia pociąg prawie zamiera aby się ożywić dopiero późnym rankiem, kiedy oznajmiono o zbliżaniu się do Śląska. Za kilkanaście minut stanęliśmy w Tarnowskich Górach, żegnając towarzyszy polskim „do widzenia”.
„Gazeta Tarnogórska Czasopismo na Miasto i Powiat Tarnogórski” 15 września 1934

Autor powyższej relacji pochłonięty opisem otoczki towarzyszącej samemu spotkaniu zapomniał poinformować czytelników o końcowym rezultacie spotkania, które to zakończyło się zdecydowaną porażką Polski w stosunku 2:5. Jedynym pocieszeniem dla powracających z meczu na Śląsk Polaków był fakt, iż obie bramki dla biało-czerwonych barw uzyskali zawodnicy wywodzący się z Górnego Śląska Ernest Wilimowski i Karol Pazurek. Wydarzenie to dobitnie świadczy o najwyższej klasie śląskich piłkarzy, którzy w niedalekiej przyszłości zdominowali kadrę Polski. Niestety na przeszkodzie pokazaniu światu umiejętności śląskich wirtuozów piłki stanęli „zwolennicy krwawych rozpraw politycznych” których dojście do głosu za kilkanaście lat przewidywał w roku 1934 jeden z podróżujących na mecz do Warszawy kibiców. O straszliwej trafności tego proroctwa przekonać się miał świat już w niespełna pięć lat później.

Wojciech Cieszyński

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa