Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

N U M E R  3   -   9   W R Z E Ś N I A   2 0 0 0 r.

 Montes Nr 4

 

Gwarki, Gwarki
Na biurku hrabiego
Rynek w Tarnowskich Górach
Wspomnienie o ks. Józefie Tischnerze
Prof. Władysław Babirecki - tarnogórska legenda
Maria Pańczyk
Ostatnia wizyta                 polskiego króla
Ela, Władek, Benek...
Pierwszy na Górnym Śląsku
Mistrzowie rzeźnicy i wędliniarze
Idziemy jak Ojce
Pałac w Rybnej
Rys historyczny  wodociągów cz.II
Tarnogórskie Bractwo Strzeleckie
Gmina Krupski Młyn
Gmina Tworóg
Tradycja sięga                     ponad 80 lat
Chemia w mieście
Patron Lasowic
 

Sierpień ‘80 w Tarnowskich Górach

Pierwszy na Górnym Śląsku

Górny Śląsk. Powszechnie uważany za polskie Eldorado. Wszak to tutaj właśnie dzień i noc sypie się czarna rzeka gwarancji narodowego bytu.


Tablica pamiątkowa przy dzwonnicy gwarków
Fot.: red

I właśnie tutaj nie sposób nie dostrzec swoistych fenomenów. Przede wszystkim, że jest coraz lepiej, a żyć coraz trudniej. Do ludzi pracy docierać wreszcie zaczyna świadomość ogromnych nieprawidłowości w życiu społecznym, gdzieś jakby zaginęła zasada, że każdemu według jego pracy, w jej miejsce zaś rozpanoszyły się zjawiska tak soczyście niegdyś opluwane przez pamiętną, radiową "jedynkę"...

Tarnogórski FAZOS. Znana nie tylko w kraju firma produkująca najnowocześniejsze urządzenia dla górnictwa. Konkretnie, zmechanizowane obudowy ścianowe. Fabryka ta zatrudnia ponad 1.300 pracowników, w zdecydowanej większości wysokiej klasy fachowców, ludzi, którym nie tylko sama robota i wypłata w głowie. Toteż już od początku sierpnia 1980 roku zwracali się niejednokrotnie do dyrekcji, organizacji partyjnej, Rady Zakładowej o bliższe wyjaśnienia wszystkich nurtujących wówczas kraj wątpliwości. W odpowiedzi słyszeli oklepane frazesy, niejasne obiecanki, słowem takie sobie poklepywanie po ramieniu na zasadzie - wyjesteście od roboty, od myślenia są lepsi.

Szlag ludzi trafiał, ale robili swoje cierpliwie, czekając na łaskawość "góry". Do czasu jednak.

W czwartek 25 sierpnia 1980r. nie wytrzymali napięcia pracownicy spawalni. Zdecydowanie zażądali spotkania z dyrekcją. Ta, oczywiście, nie ma czasu na takie tam głupstwa, jak przejmowanie się załogą. Do spawaczy przyłączają się ludzie z wydziału mechanicznego, też ciekawi zdania swoich szefów. Spontanicznie organizuje się rodzaj masówki. Niemal natychmiast wieść o niepokoju w spawalni i w mechanicznym rozchodzi się po całym zakładzie. Zaczynają schodzić się pracownicy pozostałych wydziałów produkcyjnych. W tym momencie dyrekcja zmuszona jest opanować sytuację W spawalni zjawia się zastępca dyrektora do spraw technicznych. Przyjęty z wszelkimi honorami, z miejsca zaproszony do zajęcia miejsca na zaimprowizowanej trybunie, zasypany konkretnymi pytaniami. Kiedy jednak zaczął odpowiadać, kurtuazja znów ustąpić musiała miejsca irytacji. Powtórzyły się uspokajające zwroty, apelowanie o cierpliwość, tłumaczenie brakiem kompetencji.

A ludzi coraz więcej. Wraz z nimi pytań i wątpliwości. Reakcja zebranych na wykręty technicznego jest jednoznaczna - będziemy rozmawiać tylko z naczelnym. I chyba wtedy, a jest już około południa pada po raz pierwszy hasło STRAJK. Co najmniej do chwili, kiedy dyrektor naczelny ustosunkuje się do pytań i żądań załogi.

Pozostają jeszcze szczegóły techniczne. W spawalni już jest ciasno, a lada chwila przyjdą ludzie z drugiej zmiany. Zdecydowano tedy, żeby przenieść się do nowej hali prototypowni. Tam w miarę wygodnie można będzie poczekać na odpowiedź, i w tym czasie sporządzić listę postulatów. Jednocześnie trwają "poszukiwania" naczelnego. Ślady są różne A to nie ma go w zakładzie, a to ma ważną konferencję, skądinąd znów słychać, że rozmawia telefonicznie z ministrem...

Lista żądań i postulatów rośnie w zastraszającym tempie. Spisuje się wszystkie bez wyjątku głosy, robi się z tego kilkaset punktów. Nierealne jest ich załatwienie w tej jeszcze "dzikiej formie". Trzeba je zatem dokładnie przeczytać posegregować, uporządkować pod względem tematycznym...

Tymczasem około 13.20 zjawia się wreszcie dyrektor naczelny. Nie sam, jest z nim przedstawiciel Ministerstwa, Strzemiński. Teraz jednak załoga nie ma czasu, trzeba zredagować ostateczną listę postulatów Dyrektor wraz ze swoim gościem opuścić musi halę i poczekać na zaproszenie.

Grupa redakcyjna kończy swoją pracę o 14. W tym czasie nie ustają wysiłki Komitetu Zakładowego, Rady Zakładowej, zastępców dyrektora, na rzecz przekonania reszty załogi o braku słuszności tak jednoznacznego i zdecydowanego postępowania. Argumentacja jest różna, od odwoływania się do sumienia i poczucia patriotyzmu, po zawoalowane jeszcze groźby.

A ludzi przybywa. Z pierwszej zmiany nikt nie wychodzi, druga jest już niemal w komplecie. Wszyscy już poinformowani o sytuacji, gotowi wesprzeć swoich kolegów. Jak co dzień przebierają się w ubrania robocze, nikt jednak nie podejmuje pracy. Z wyjątkiem dwóch. Jeden w niedługim czasie ma otrzymać mieszkanie, drugi - tych zadowolonych, aktywnych działaczy m.in. ORMO, wszyscy jednak wiedzą, że stać go na to, "na boku" jest udziałowcem prywatnego interesu...

Kilka minut po 14 poproszono dyrektora i jego gościa do hali i wręczono listę postulatów oraz wyznaczono termin odpowiedzi - za 4 godziny. Już przedtem zaczynają tworzyć się pierwsze formy zorganizowanego działania. Wydziałowe trójki, mające za zadanie opiekę nad maszynami i urządzeniami. strajkowa służba porządkowa. Strona, nazwijmy ją, dyrekcyjna dotrzymuje terminu Nawet go skraca o l godzinę.

Pamiętają w FAZOS-ie tę chwilę. Znakomicie uświetniła ją sama przyroda. Był to moment przesilenia gwałtownej burzy, jaka przeszła w tym dniu nad Tarnowskimi Górami. Dyrekcyjny "orszak" wkracza w huku grzmotów i jaskrawych fleszów błyskawic.

Tylko delegacja też jakby liczniejsza o podsekretarzy stanu z Ministerstwa Górnictwa, Strzemińskiego, Kiczana oraz wielu nieznanych panów. Nieznanych, nie znaczy nie poznanych. Ich sposób bycia jednoznacznie określa zarówno rodzaj pełnionej służby, jak i cel wizyty...

Zaczynają się odpowiedzi na postulaty. Referuje dyrektor. Zebrani naraz osłupieli. Wszystkie wnioski i zadania wchodzące w zakres kompetencji dyrekcji i resortu, a dotyczące rejestru problemów tzw zakładowych, rozpatrzone zostały pozytywnie! Bez nawet prób korygowania, targowania, dyskusji.

To ludzi zaczyna zastanawiać. Bo jak to? Od lat wałkowane były te sprawy, ciągle spychane na plan dalszy, przed którymi zawsze stawiano problemy "ważniejsze", wykonanie planu, wskaźniki, dla potrzeb administracyjnej statystyki preparowane zestawienia. I nagle człowiek przestaje być tylko dodatkiem do maszyny?

Wobec nowej niewytłumaczalnej dotychczasowymi mechanizmami sytuacji załoga postanawia głębiej rozważyć swoje stanowisko we własnym gronie. Toteż goście ponownie zmuszeni zostali do opuszczenia sali. Od majstra wzwyż, w zawodowej hierarchii. W tym "wzwyż" znaleźć m1usieli się i dyrektor i minister.

Podczas zamkniętej debaty strajkujących sprawę nadspodziewanej ugodowości dyrekcji i resortu oceniono jak się okazało wkrótce, słusznie: akcją protestacyjną objęty jest nie tylko FAZOS, a komunikowane oficjalnie przestoje w pracy, to chyba "grubsza" sprawa. Wniosek załogi jest jednoznaczny. Nie można ograniczyć się do egoistycznego wynegocjowania tylko własnych problemów. Skoro zdecydowało się już raz, trzeba kontynuować strajk aż do ostatecznego załatwienia całego pakietu postulatów, łącznie z ogólnospołecznymi.

Teraz z kolei goście wydają się być zaskoczeni. Jak to, dostało się robotnikom już tyle, dostali podwyżki, poprawiono im warunki pracy a im marzy się uzdrowienie kraju? W tłum ruszają przedstawiciele władz, tłumaczą, proszą, grożą, starają się podzielić zwarty monolit FAZOS-owskiej społeczności. Nikt jednak jakoś nie ma zamiaru podejmować dyskusji. Zbywa się ich zdawkowymi odpowiedziami, ignoruje. Ten stan trwa do około 21.
Nieuchronnie zbliża się moment, kiedy do zakładu przyjdzie kolejna zmiana pracowników. Organizatorzy zdają sobie sprawę, że dalsze tolerowanie żywiołowości w trwaniu strajku nic dobrego nie może przynieść. Decydują się tedy na ponowne przeprowadzenie zamkniętych obrad nad organizacyjną stroną akcji. Jedno wydaje się pewne. Nie można kontynuować strajku okupacyjnego w sile całej załogi. Skoro zatem lada moment przyjdzie trzecia zmiana, pierwsza pójdzie do domu odpocząć, z wyjątkiem służb porządkowych i zabezpieczających, które przekażą, swoje obowiązki swoim następcom ze zmiany trzeciej.

Zdziwienie i chyba znów zaskoczenie ze strony władz. Bez żadnych wytycznych i narzuconych z góry zarządzeń wszystko w fabryce przebiega sprawnie i spokojnie...

Przychodzi trzecia zmiana. Znów zwiększa się aktywność kierownictwa, gości, członków organizacji partyjnej i związkowej. Wiceminister Kiczan wchodzi na trybunę, odwołuje się do patriotyzmu robotniczej tradycji, wojennych wspomnień, wreszcie przewidywanych przykrych konsekwencji. Przemawia do tego stopnia przekonywująco, że... zostaje naraz sam na sam... ze sobą.

A tymczasem strajkujący robotnicy uświadamiają sobie do końca gorzkie rozejście się idei z rzeczywistością. Wygodne fotele i kawka w zaciszu dyrektorsko-ministerialnych gabinetów nie sprzyjają myśleniu o robotniczych sprawach. Dopiero chłodna, nieprzytulna hala produkcyjna i zwyczajny "zelter", niby z sokiem, a w rzeczywistości ledwie barwiony czymś czerwonym, oto sceneria do rozwiązywania najtrudniejszych nawet problemów świata pracy.

Wraz z pierwszą zmianą zakład opuszczają organizatorzy akcji strajkowej, wśród nich Marek Skwarczyński i Włodzimierz Jackowski. Nawet za bardzo nie są zdziwieni, kiedy dostrzegają, że w ślad za nimi ruszyły "cienie". Zapewne odetchnęli z ulgą, kiedy znaleźli się w domach. Pomimo czystych sumień.

Następnego dnia, długo przed 6, Skwarczyński jest już w zakładzie. Przy bramie dowiedział się, że na rozmowę prosi go dyrektor. W gabinecie zastał Jackowskiego. Czyli faktycznie, choć jeszcze nie ustanowieni przez załogę przywódcy zostają uznani przez dyrekcję za kierownictwo strajku.

Ton rozmowy potwierdza to spostrzeżenie. Przez ponad godzinę dyrektor stara się wyperswadować konieczność odwołania strajku i kontynuowania pracy. Odpowiedź jednak brzmi: akcji nie proklamowali przecież ani Skwarczyński ani Jackowski, tylko cała załoga. Do niej też należy decyzja odwołania podjętych działań.

Tylko, że w sąsiednim pokoju czekali już na wynik negocjacji przedstawiciele KW, Ministerstwa oraz znów ..nieznane" osoby. Skoro zatem wszelkie próby przywołania do porządku zakończyły się fiaskiem, przystąpiono do ataku frontalnego. Skwarczyński z Jackowskim jako prowodyrzy niedozwolonej prawem akcji strajkowej odpowiadać będą w najwyższym stopniu za wszelkie jej konsekwencje. Obydwaj tak potraktowani przedstawiciele załogi postanawiają wrócić do reszty pracowników. W sama porę. Po wyjściu z biurowca napotykają kilkusetosobowy tłum swoich kolegów, którzy zniecierpliwieni przedłużającą się nieobecnością przywódców, pełni niedobrych już przeczuć szli odebrać ich z dyrekcji. Chociażby siłą...

Relacja złożona przez Skwarczyńskiego i Jackowskiego z rozmów z dyrektorem powoduje kolejne wzburzenie. Przypominają się w rezultacie zadawnione pretensje pod adresem dyrekcji. Przede wszystkim ta, że zastępca dyrektora do spraw pracowniczych traktował zawsze załogę jako kłopotliwy dodatek do swojego stanowiska. Pada postulat. Nie chcemy Florczaka na tym stołku.

I znów pełna zgoda władz. Minister Strzemiński zawiesza Florczaka w czynnościach ze skutkiem natychmiastowym.

Ta polityka ustępstw zaczyna dawać rezultaty. Tym bardziej, że ciągle nie ma żadnej łączności z innymi zakładami. Na Wybrzeże nie można, oczywiście się dodzwonić, wszystkie sprawy leżące w gestii dyrekcji i resortu zostały załatwione pozytywnie, dodajmy też uczciwie, swoje zrobiła również wiadomość zbliżającej się wolnej od pracy soboty.

Poddano tedy pod głosowanie propozycję czasowego zawieszenia strajku, przy zachowaniu ultymatywnego terminu załatwienia ogólnospołecznego pakietu postulatów i żądań. Minimalną większością projekt przechodzi w głosowaniu.
W piątek 22 sierpnia - głosiła uchwała - załoga FAZOS-u przerywa akcję strajkową, jednocześnie stawia dyrekcji i resortowi ultimatum, w którym domaga się załatwienia wszystkich postawionych punktów o wymiarze ponadzakładowym do 31 sierpnia.

W wypadku niespełnienia tego żądania, punktualnie o godz. 6.00, pierwszego września rozpoczyna się strajk generalny, który trwać będzie do skutku.

Sporządzony tej treści dokument przeteleksowany zostaje do Stoczni Gdańskiej, Prezydium Rządu, Rady Państwa. Na wszelki jednak wypadek, dwóch przedstawicieli załogi zaopatrzonych w jednobrzmiące kopie dokumentu udaje się osobiście do Gdańska. Każdy inną, sobie tylko znaną trasą...

W poniedziałek, 29 sierpnia, wracają do Tarnowskich Gór obydwaj delegaci. Szczęśliwie dotarli do Stoczni, gdzie odczytali deklarację załogi FAZOS-u. W oficjalnych dokumentach i przebiegu strajku w Gdańsku odnotowana jest owacja, z jaką stoczniowcy przyjęli poparcie z odległych Tarnowskich Gór.

Jasna też staje się wreszcie sytuacja panująca na Wybrzeżu i w całym kraju. W jakież sprzeczności pozostają przekazane przez delegatów informacje z oficjalnymi komunikatami prasy, radia i telewizji.

Otwarty jednak nadal pozostaje problem "własnego podwórka". Trzeba się bowiem zastanowić, czy solidaryzując się z portowcami przystąpić ponownie do strajku, czy też zgodnie z uprzednimi ustaleniami odczekać do końca terminu ultymatywnego. W głosowaniu zapada decyzja, aby kontynuować własną linię postępowania czyli normalnie pracując poczekać do wtorku, 31 sierpnia.

Wszystko generalnie przebiega bez przeszkód, może z wyjątkiem drobniejszego kalibru zdarzeń. Chociażby to, że Marek Skwarczyński miał do odpracowania kilka dniówek z tytułu odbytego wcześniej urlopu bezpłatnego. Wiązało się to jednak z faktem, że zamiast 8 będzie on obecny 16 godzin na terenie zakładu. Znając wpływ, jaki Skwarczyński miał na załogę, dyrekcja "wspaniałomyślnie" anulowała mu wszystkie "N-ki". Albo też to, że zarówno Skwarczyński jak i Jackowski przez te kilka dni otoczeni byli nieodłączną "opieką". Czy to szli do pracy, wychodzili z zakładu wybrali się na spacer, czy na piwo...

Na godzinę 10 ostatniego dnia sierpnia zwołana zostaje ogólnozakładowa masówka, której jedynym punktem jest ostateczne rozpatrzenie spraw dotychczas nie załatwionych. Wśród gości załogi, poza już znanymi, jest jeszcze dyrektor Zjednoczenia POLMAG, Miś. Rozpoczyna się zdawanie relacji ze sposobu załatwienia wszystkich pozostałych punktów wysuniętego przez robotników programu żądań.

I znowu jak za "starych czasów" zasłanianie się niekompetencją, koniecznością powoływania komisji rządowej i ogólną niemożnością... Strajk generalny wisi na przysłowiowym włosku. Tyle, że w radiowych wiadomościach o godz. 13 ktoś wysłuchał informacji o podpisaniu porozumienia w Gdańsku i w Szczecinie. Czyli nie ma po co strajkować. Dochodzą też pierwsze wieści o strajkach w Jastrzębiu i innych kopalniach...

W Międzyzakładowym Komitecie Strajkowym w KWK "Manifest Lipcowy", FAZOS zarejestrowany został pod numerem 57.

MARIAN SAWICZ
Oryginalny tekst za:
Solidarność Jastrzębie
29 września 1981r

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa