Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

N U M E R  3   -   9   W R Z E Ś N I A   2 0 0 0 r.

 Montes Nr 4

 

Gwarki, Gwarki
Na biurku hrabiego
Rynek w Tarnowskich Górach
Wspomnienie o ks. Józefie Tischnerze
Prof. Władysław Babirecki - tarnogórska legenda
Maria Pańczyk
Ostatnia wizyta                 polskiego króla
Ela, Władek, Benek...
Pierwszy na Górnym Śląsku
Mistrzowie rzeźnicy i wędliniarze
Idziemy jak Ojce
Pałac w Rybnej
Rys historyczny  wodociągów cz.II
Tarnogórskie Bractwo Strzeleckie
Gmina Krupski Młyn
Gmina Tworóg
Tradycja sięga                     ponad 80 lat
Chemia w mieście
Patron Lasowic
 

Wszystko co nasze Polsce oddamy!

Ela, Władek, Benek...

I tyle, tyle jeszcze imion tych, co za tę ziemię gotowi byli oddać własne życie..

Poniższym wspomnieniem pragnę uczcić tych, których już nie ma wśród żyjących, ale równocześnie uprzytomnić, że jeszcze cząstka z "tamtego" pokolenia żyje. A może nawet potrzebuje pomocy...
Pragnę również kochaną młodzież zapoznać- niestety, bardzo krótko- z postaciami, które właśnie w młodzieńczym wieku były zdolne do największych poświęceń, ofiar, heroizmu. Wszyscy oni swoje młode lata spędzili tu, w Tarnowskich Górach.
Młodzież tarnogórska lat międzywojennych, to w dużej części były dzieci powstańców śląskich, którzy po przyznaniu Polsce tylko części Śląska, wyemigrowali z części przyznanej Niemcom oraz osiedlili się w Tarnowskich Górach i okolicy. W taki to właśnie sposób

ELA STOLFIKÓWNA

Urodzona w Wieszowej (20.6.1919 r.) znalazła się w Tarnowskich Górach. Ojciec jej - Józef brał udział we wszystkich trzech powstaniach śląskich. Częste rewizje niemieckiej policji po polskich domach sprawiły. że powstańcy ukrywali broń, amunicję, granaty- w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach. I takim miejscem stała się kołyska malutkiej Eli (kołyski dawniej były dość duże, żeby dziecko mogło w niej spać parę lat). Matka - Karolina z domu Blach- do naładowanej amunicją kołyski położyła Elę tuż przed rewizją. Dziecko - na szczęście - akurat wtedy darło się w niebogłosy, więc matka je kołysała. Ale to, że matka siedziała bez ruchu przy kołysce Eli było spowodowane innym jeszcze faktem. Otóż, w swojej długiej, obszernej spódnicy (chodziła bowiem w stroju śląskim) od strony wewnętrznej poprzyszywała kieszenie, do których można było włożyć sporo granatów. Bo tak właśnie uczyniła Karolina Stolfikowa, w związku z czym w spódnicy sztywnej od granatów nie dało się normalnie poruszać. Siedziała więc na pozór spokojna, przy kolebce kołysząc rozwrzeszczane maleństwo. I to chyba skróciło rewizję. Ela często śmiała się później, że polskości i patriotyzmu nauczyła się- dosłownie!- już od kołyski.

W czasie III powstania ojciec jej walczył w Tarnowskich Górach właśnie na obecnej ulicy Powstańców i na niej otrzymał później mieszkanie, kiedy zatrudniony został w tutejszym urzędzie pocztowym.

Elżunia, uczęszczając do szkoły powszechnej, wstąpiła do harcerstwa 15 września 1930 r. Z każdym rokiem kochała je bardziej i coraz aktywniej w nim pracowała. Po ukończeniu szkoły podstawowej poszła do założonej przez Związek Matek Polek- średniej szkoły zawodowej ( był to budynek obecnej biblioteki miejskiej). Wiosną 1939 r. wraz z innymi harcerkami odbyła kurs sanitarny.

W tym okresie wszystkie starsze harcerki podlegały Komendzie Pogotowia Harcerek i w sierpniu otrzymały rozkazy z przydziałem do odpowiednich placówek - na wypadek wojny. Jej wybuch był hasłem do stawienia się w mundurze i z koniecznym ekwipunkiem na wyznaczone miejsce. Jak wiele harcerek, tak i Ela przemierzyła wiele kilometrów, pełniąc służbę sanitarną na placówkach frontowych...Wiadomość, że bolszewicy napadli na Polskę była gromem. Harcerki powracały do domów, Ela też.

Okupanci niemieccy szybko zagrabili rodzinom polskim pola, więc i rodzinie Eli także. Wówczas jej ojciec już nie żył. Rodzina nie miała z czego żyć. Ela postanowiła zająć się szyciem, aby coś zarobić. Jak wszystkie niemal harcerki, nawiązała kontakt z konspiracyjną grupą niepodległościową, spotykającą się w już nieistniejącym domku u zbiegu ulic Bytomskiej i Legionów. Była to organizacja ORZEŁ BIAŁY, którą gestapo rozbiło w lecie 1940 r.

Elę i jeszcze siedem innych patriotek aresztowano 8.8.1940 r. Wszystkie skazane zostały na ciężkie więzienie. Elę osadzono w berlińskim Moabicie. Więźniarki poddawane tam były zbrodniczym eksperymentom medycznym, a życie było koszmarem, pełnym nieustannego lęku, niepewności, w trwodze. w nieludzkich warunkach- i to latami...

Wolność przyniósł Eli dopiero koniec wojny. Mimo, że schorowana i słaba, zaraz wróciła do ukochanego harcerstwa i niosąc swój promienny uśmiech, pracowała w nim dokąd się dało... Po pewnym czasie założyła własną rodzinę.

Elżbieta Stolfik- Wepsowska na wieczną wartę odeszła 18.1.1997r.

WŁADYSŁAW KUREK

Urodził się w Gliwicach 25. 9. 1917r. jako najmłodszy z ośmiorga dzieci Jana i Filipiny Kurków. Rodzina ta- jak wiele innych- również opuściła swój dom pod Gliwicami i po plebiscycie osiedliła się w Bobrownikach. Władek po ukończeniu szkoły powszechnej uczęszczał do szkoły górniczej w Tarnowskich Górach, a po jej zamknięciu przeniósł się na wydział górniczy Śląskich Naukowych Zakładów Technicznych w Katowicach.

W Bobrownikach należał do 10 Męskiej Drużyny ZHP im. Adama Mickiewicza i pełnił funkcję zastępowego "Wodniaków".
Wybuch wojny miał ukazać, jak wspaniałych ludzi wychowało śląskie harcerstwo! Ich patriotyzm, odwagę, poświęcenie, heroizm nie wyrazi żadne słowo. Może cisza- i niskie pochylenie czoła byłyby najwłaściwsze...

Natychmiast po klęsce wrześniowej "harcerstwo z marszu wkroczyło w podziemie" w całej Polsce- a tu na Śląsku szczególnie. Starsi harcerze przystępowali do Powstańczej Organizacji Partyzanckiej (POP), a od wiosny 1940 r. tworzyli Siły Zbrojne Polski.

Władek Kurek w Bobrownikach pełnił początkowo funkcję komendanta rejonowego POP, zaś od czerwca 1940 r. całego powiatu tarnogórskiego.

Tymczasem gestapo śledziło członków organizacji. Cios spadł w postaci masowych aresztowań w nocy z 18 na 19 grudnia 1940 r. Wtedy aresztowano Władka i wielu harcerzy z terenu powiatu tarnogórskiego. Był on w czasie śledztwa torturowany, ale nie wydał nikogo.

Rozprawa sądowa odbyła się w Katowicach dopiero 30. 3. 1942 r. a wraz z nim sądzony był Franciszek Blachnicki (znany powszechnie późniejszy ksiądz) i Władysław Wolko. Sąd skazał W. Kurka i F. Blachnickiego na karę śmierci, a W. Wolkę na 12 lat ciężkiego więzienia. Po wyroku W. Kurek miał tyle siły duchowej, że potrafił jeszcze podtrzymywać na duchu innych więźniów. Na F. Blachnickim wyroku nie wykonano, choć przeszło 4 miesiące przebywał w celi śmierci. Był to jedyny taki wypadek, że osądzonemu na śmierć harcerzowi złagodzono karę na więzienie.
30 czerwca 1942 r. był dniem wykonania wyroku na Władysławie Kurku. Zachował on do końca spokój i godność.

"Kiedy doszło do wykonania wyroku na Władysławie Kurku, skazaniec uprzedził kata i jego pomocników, sam podszedł do gilotyny i ze słowami: "Jeszcze Polska nie zginęła, ale wy zginiecie"- włożył głowę w jej otwór. Wieść o tym wydarzeniu obiegła całe więzienie. Gdy w kilka dni później siostra Kurka przyszła po odbiór rzeczy, naczelnik więzienia powiedział do niej: "Nie powinna pani smucić się, miała pani brata, który tak zginął, jak zginąć potrafi tylko bohater narodowy." (Cytat z: J. Niekrasz- Z dziejów AK na Śląsku; str. 59.)

BERNARD DZRZYZGA

Urodził się w Reptach 27.7.1911 r. dwa miesiące po tragicznej śmierci ojca, którego otrzymał imię. Benek był najmłodszy z trojga dzieci, które matka (Teresa z domu Król) przez 10 lat chowała sama, przykazując im: "Pamiętojcie żeście są Polokami a nie Germanami". Kiedy Benek poszedł do szkoły, uczono w niej wyłącznie w języku niemieckim. Pewnego razu kolega Benka przyniósł antyniemieckie ulotki, które chłopcy przykleili na szybach okiennych w klasie. Niemiecki nauczyciel ujrzawszy to - wściekł się (wypowiedź B. Drzyzgi)- i zaryczał: Kto to zrobił!? Nikt nie odpowiadał. Nauczyciel Heinzel wziąwszy w rękę trzcinę, wodził oczyma po klasie. Nagle zatrzymał oczy na mnie i rozkazał mi przyjść pod katedrę nauczycielską oraz położyć się na ławce (na brzuchu). Kiedy on lewą ręką napinał moje spodnie, ja nagle z całej siły kopnąłem go obiema nogami, podbiegłem do otwartego okna i jednym susem znalazłem się na trawniku. A potem co tchu do domu. Po trzech dniach matka sama przyprowadziła mnie do klasy i ostro zbeształa Heinzla.- Pamiętam ten najpiękniejszy dzień, gdy Niemcy uciekali z Rept, a my uczniowie goniliśmy za Heinzlem, wołając: Uciekaj Germanie, bo ci sprawimy lanie!

Potem 26 czerwca 1922 r. do Tarnowskich Gór wkroczyło polskie wojsko wraz z powstańcami śląskimi. Rynek był ustrojony polskimi flagami i tu odbyło się uroczyste powitanie. Benek zapatrzony w polskie wojsko postanowił, że i on musi być takim polskim żołnierzem...Ale wtedy miał dopiero 11 lat i czekało go jeszcze wiele lat nauki. Swojego jednak dokonał. Po zdaniu matury w tarnogórskim gimnazjum wstępuje do Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie (1931 r.). Ukończył ją w 1934 r. i w stopniu podporucznika skierowany został do 75 pułku piechoty w Chorzowie. Mając blisko do Tarnowskich Gór, bardzo często przyjeżdżał do swojej rodziny. Wybuch wojny stawia wesołego Benka wobec trudnego żołnierskiego obowiązku, z którego wywiązał się celująco. Szczupłość ram artykułu zmusza do opuszczenia opisu uczestnictwa w walkach wrześniowych a także okresu w obozie jenieckim. Z obozu , po dwóch nieudanych próbach, udało mu się zbiec, dotrzeć do Warszawy i tam wstąpić do Armii Krajowej. Jego doskonała znajomość języka niemieckiego pozwalała dowództwu na zlecanie mu specjalnych zadań na terenie Niemiec: dywersyjne akcje na terenie Rzeszy, które miały zasiać panikę, a udręczonym Polakom dodać otuchy. O jego czynach głośno było tak w Niemczech, jak i w Polsce. Poniżej podany zostaje opis jednej z akcji, która postawiła na nogi całą policję Berlina, a Himmler wydał osobisty rozkaz szybkiego ujęcia sprawców. Opis wyjęty jest z raportu Bernarda Drzyzgi (raport znajduje się w Archiwum Instytutu Historycznego im. gen. W. Sikorskiego w Londynie):

"...Jako dowódca akcji mającej się odbyć w Berlinie, Wrocławiu i na linii kolejowej Bydgoszcz- Gdańsk- Ryga, wyjechałem z dworca Głównego w Warszawie, wioząc materiały wybuchowe.(...) Cały mój zespół jechał pod nazwiskami volksdeutschów pociągiem do Berlina przeznaczonym tylko dla Niemców.(...) Zespół nasz wysiadł w Berlinie na Friedrichstrassebahnhof i przygotował bombę. Po jej przygotowaniu i dokładnym nastawieniu na czas nadejścia dwóch pociągów, zespół wyszedł na peron. Na pięć minut przed nadejściem pociągów bomba przygotowana w dużej teczce została podłożona na odpowiednim peronie. Na 2 minuty przed mającą nastąpić eksplozją zespół opuścił peron.(...) Pociągi w tym momencie wjeżdżały na stację- bomba eksplodowała. W ciągu kilku minut dworzec został otoczony przez żandarmerię i gestapo i równocześnie rozpoczęto aresztowania wśród samych Niemców.(...) Ani osobisty rozkaz Himmlera, ani poszukiwania policji nie przyniosły skutku.(...)"

Po wojnie B. Drzyzga musiał się ukrywać przed aresztowaniem przez ówczesne władze. Opuszcza Polskę i stawia się w Misji Polskiej przy amerykańskim dowództwie. Stąd zostaje odesłany do 2 Korpusu we Włoszech, a potem do Anglii. Za służbę wojskową otrzymał wysokie odznaczenia i awanse. Do końca życia pracował społecznie w środowiskach polonijnych. Napisał dwie autobiograficzne książki. 12 maja 1993 r. został mu nadany tytuł HONOROWEGO OBYWATELA miasta Tarnowskich Gór. Zmarł nagle 20.4.1994 r. w Anglii.

Barbara Babirecka

Fot.: ze zbiorów B. Babireckiej i Kazimiery Buczek

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa