Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

N U M E R  1   -   2 1   K W I E T N I A   2 0 0 0 r.

 Montes Nr 2

 

Zapraszamy
Kościół Jubileuszowy
Rok Katyński
Jan Nowak
Jak to z wodociągami bywało
Uwag kilka do herbu "naszego"...
Początki Górnego Śląska
Na skrzyżowaniu
europejskich szlaków
Tarnogórskie jarmarki
Tarnowskie Góry
w oczach podróżnych
Wieloma językami mówili
Sedlaczkowe wino
Napoleoński epizod
O tym jak w Tarnowskich Górach pieniądze fałszowano
Porcelanowe obrazki
Zachwyt w sercu Europy
Semper fidelis
I Powstanie Śląskie
w Powiecie Tarnogórskim
Pamiątki powstańcze
w zbiorach Muzeum
w Tarnowskich Górach
Internetowy Górny Śląsk
Śląskie kamienie cz. I
Pierwsze stulecia
tarnogórskich chrześcijan

 

 

 

 

Zachwyt w sercu Europy

Śląsk położony jest w sercu Europy.
Za tym stwierdzeniem przemawiają oczywiście nie tylko spostrzeżenia natury geograficznej. Od początku mijającego tysiąclecia ziemia śląska wrastała w łacińską kulturę zachodniej Europy. Śląsk wpisany jest w Europę całym swoim kulturowym tchnieniem. Jest on ziemią wielu języków i religii, przynależał do różnych państw, a jego mieszkańcy w ostatnich dwóch stuleciach stali się członkami różnych narodów. I dlatego właśnie tak wyraziście historia Śląska zawiera w sobie wszystkie te wartości, które dzisiaj nieco patetycznie nazywamy europejskimi.

Tu rodziły się one w trudach i bólach, ale rodziły się szczęśliwie. Nie zostało oszczędzone tej ziemi także cierpienie, które jak to było tylko możliwe przyjmowano z pogodą. W okresie narodzin świadomości narodowej wielu Ślązaków, jeden z jej budzicieli, człowiek wielkiej gorliwości w walce o prawa języka polskiego na Śląsku ksiądz Józef Szafranek znalazł się w parlamencie Prus. Po pewnym czasie został poinformowany przez biskupa, że w parlamencie tym nie wolno mu zasiadać po stronie lewicy, on wówczas wierny biskupowi i sobie w trakcie obrad po prostu stał. Wiele lat później gdy wygnany przez władze stalinowskie w 1952 r. z własnej diecezji katowickiej ks. bp Stanisław Adamski dowiedział się z Radia Wolna Europa, że właśnie umarł, skomentował to słowami, że od dawna nikt nie mówił o nim tak dobrze jak podczas tej audycji.

Ludzie Śląska

Ludzie Śląska, zwłaszcza w ostatnich dziesiątkach lat przeżywali gehennę niezrozumienia i dyskryminacji, a potem także swój exodus. Jedni powstańcy śląscy ginęli w Dachau podczas II wojny światowej inni doczekali czasów powojennych, kiedy to na jednej z konferencji Śląskiej Polskiej Akademii Nauk uznano, że I powstanie śląskie wywołał wywiad niemiecki, II powstanie określono mianem, prowokacji skierowanej przeciw międzynarodowemu ruchowi robotniczemu, a w III dopatrzono się godzenia w solidarność robotników Niemiec i Polski.

W październiku 1997 roku odbyła się w Chorzowie coroczna sesja naukowa poświęcona dziejom miasta. Jej tytuł brzmiał: "Z dziejów oświaty w Chorzowie". Było tradycją, że podczas kończącej spotkania chorzowskie dyskusji zabierał głos zmarły przed rokiem dziekan chorzowski wybitny Ślązak ks. kanonik Henryk Markwica. Wówczas było podobnie. Tak się jednak złożyło, że pomiędzy początkiem sesji a końcem, przyszło księdzu dziekanowi gościć kleryków Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Katowicach. Być może zainspirowany trwającą właśnie w innej części miasta sesją zadał im kilka pytań. Zasadniczo były proste. Ksiądz pytał przyszłych duszpasterzy o to, jakie miejsca na ziemi śląskiej już w swoim życiu odwiedzili: na przykład kto był w Rudach Raciborskich?, Kto był w Trzebnicy?, a może był ktoś w Henrykowie, albo Lubiążu i tak dalej wymienił cały szereg ważnych dla dziejów i kultury Śląska miejsc. Okazało się, że praktycznie nikt z obecnych a przecież niebawem powołanych "do dzierżenia rzędu dusz", do "duchowego wychowywania" ludzi tej ziemi nie zna podstawowych dla niej miejsc i znaków. Rodzi się więc niepokojące pytanie jak bez tych znaków, drogowskazów będą oni prowadzić ludzi po drogach kultury Śląska? Tej odpowiedzi ani ksiądz dziekan nie udzielił, ani nie zrobię tego ja. Dodam może jedynie, że pełen trwogi nie potrafię jakoś zdobyć się na podobny eksperyment ze studentami historii mojej rodzimej uczelni Uniwersytetu Śląskiego, przewidując jego efekt.

Historia, pasja i tożsamość

W kilku moich rozmowach z pracującą w Archiwum Archidiecezjalnym dr Haliną Kowalczyk Dudałą pojawiał się wątek znikomości osób odwiedzających Archiwum, a będących studentami kierunków humanistycznych naszego Uniwersytetu.

Gdy swego czasu wraz z dr Zbigniewem Hojką odwiedziłem ks. Romana Kempnego sekretarza ks. arcybiskupa Damiana Zimonia rozmawialiśmy o najbliższych planach badawczych. Na marginesie naszej rozmowy ks. Kempny wspomniał z pewnym wręcz entuzjazmem, że gdzieś we wschodniej Polsce, jest profesor (nie pamiętam niestety jego nazwiska, ani dziedziny nauki, którą reprezentował, wiem jednak, że była ścisła), który od lat fascynuje się postacią wspomnianego biskupa katowickiego Stanisława Adamskiego, wielkiego człowieka Śląska, który tutaj ciągle czeka na biografię. Zdziwienie dorobkiem profesora "ścisłowca", zamieszkałego z dala od naszego regionu, jego fascynacją biskupem Adamskim wyraził także ks. arcybiskup Damian Zimoń. Na owym spotkaniu, a należało ono do regularnych i zawsze obfitych w wiele inspiracji wyszła na jaw jeszcze jedna charakterystyczna trudność codzienności. Okazało się bowiem, że mimo dobrych chęci naukowcy związani z Kurią i Śląskim Seminarium i Uniwersytetem nie wiedzą o wzajemnych badaniach. Ci pierwsi na przykład nie wiedzieli, że w Instytucie Historii powstawał doktorat o ks. biskupie Teodorze Kubinie, też Ślązaku, pierwszym biskupie diecezji częstochowskiej oraz historia diecezji okresu międzywojennego. Rzecz jasna jak wspomniałem jest i odwrotnie. Choć bynajmniej nie złej woli to efekt. Ciągle obecne są pośród nas złe owoce naszego polskiego i śląskiego dramatu ostatnich dziesiątek lat.

Ze spraw obecnie zamieszkujących naszą codzienność wspomnijmy niedawne spory o nowy podział administracyjny kraju. Zwróćmy uwagę na drobny epizod. Kolejny znak czasów. Pośród wielu projektów nowego podzielenia kraju były i takie, które Śląsk dzielą na dwa województwa: wrocławskie i katowickie. Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że rzadziej próbowało się je trafniej nazwać: dolnośląskie i górnośląskie. Ze święcą w ręku zaś szukać tych, którzy potrafią prawidłowo wskazać, historyczną stolicę Górnego Śląska, jaką zawsze było Opole, bo przecież Katowice to w latach 1922-1939 stolica Województwa śląskiego.

Tych kilka obrazków ze śląskiej codzienności to zaledwie okruchy, zachęta do refleksji nad naszą kondycją, naszą tj. naszej społeczności, a także tym co powinno stać się społeczności tej zadaniem. Zaś w ramach wspomnianej kondycji szukać nam trzeba zarysów naszej przyszłości.

Śląsk polski czy niemiecki?

Trzeba się dziś strzec podstawowego błędu i źródła niezliczonych, najgorszych nawet nieporozumień w traktowaniu dziejów Śląska. Jest bowiem jego nieszczęściem, że od lat w mówieniu o nim nieustannie, z maniakalnym wręcz uporem próbuje się udawadniać bądź jego polskość bądź niemieckość. Bywa, że robi się to z jak najbardziej dobrych intencji. Badania nad dziejami Śląska cierpią na nowotwór tego ciągłego przekrzykiwania się czyj on jest, czyj był, czyj być powinien. Podczas takich sporów Śląsk, jego dzieje, kultura, dziedzictwo, ludzie schodzą niestety na daleki plan, a co gorsza w hałasie propagandy i udowadniania przeróżnych tez wciąż jest nie poznany. Tyle mówiło się i mówi o "polskim Śląsku" i "niemieckim Śląsku", że sam Śląsk został odepchnięty. Nie umiejąc otwierać drzwi do jego przeszłości właściwymi kluczami pozostajemy na zewnątrz jego najskrytszych tajemnic i najpiękniejszych kart jego dziejów. Bywa, że powtórzę mamy do czynienia ze szczerymi i dobrymi intencjami autorów, a jednak problem pozostaje. Jest tak chociażby z pisaną z ogromną miłością do Śląska książką Henryka Barycza "Śląsk w polskiej kulturze umysłowej". Znajdziemy w niej Jerzego Libanusa z Legnicy, Jerzego Samuela Bandtkie i Józefa Lompe, a nawet wiele słów o śląskich kontaktach Mikołaja Kopernika. Nie ma zaś biskupa Bernarda Bogedaina, Josepha von Eihendorffa, Kurta Adlera i oczywiście wtedy być nie mogło. Nie byli bowiem częścią polskiej kultury umysłowej na Śląsku. Ale przecież do dziś nie ma tak potrzebnej monografii, którą nazwać byśmy mogli "Kultura umysłowa Śląska". Gdzie wszyscy ci ludzie znaleźli by się razem, bo po stronie badaczy niemieckich tendencja jest oczywiście odwrotna. Ich słabość bywa nawet większa. Bowiem podczas gdy polscy uczeni znają prace niemieckie i często je wykorzystują, bariera językowa dla historyków niemieckich powoduje, że z dorobku polskiego znacznie trudniej im korzystać.

Ktoś może pomyśleć, że dziś czasy się zmieniły. A jednak niedawno, bodaj dwa lata temu goszczący w Instytucie Historii Uniwersytetu Śląskiego prof. Wojciech Wrzesiński zapytany o losy nowej syntezy dziejów Śląska, sam przyznał, że ugrzęzła w gąszczu trudności organizacyjnych. Trzeba zatem mówić o Śląsku. Być może bez utrudniających przymiotników. Nie ośmieliłbym się radzić, jak ją rozpoznawać, jakimi iść drogami, gdzie się zatrzymać itd. Pozwolę sobie jedynie podzielić refleksją wynikającą z innego typu poszukiwań i wędrówek, nie tych przestrzennych, geograficznych, ale raczej tych, które karmią się pokarmem niewidzialnym, należącym do sfery etyki, wiary, pracy, etosu, filozofii, wrażliwości. Oczywiście widzialne i niewidzialne wartości w poznawaniu Śląska są całością. Wszak któż pokazując Górny Śląsk nie powie, którędy wiedzie droga do Piekar, któż nie zajmie słuchacza kilkoma słowy o księdzu Alojzym Ficku i kalwaryjskich stacjach na piekarskim wzgórzu, któż nie pamięta, że król Jan Sobieski nabierał tu sił duchowych do walki z Turkami, a nawet August II Sas przemknął tędy w drodze do Krakowa po koronę, którą przy pomocy młota trzeba mu było siłą wyciągać z wawelskiego skarbca. Nikt króla Sasa nie chciał wpuścić do Krakowa. W Piekarach w lipcu 1697 r. zaprzysiągł król pacta conventa. A przecież żyją i ci, którzy pamiętają ostatnie akty piekarskiego pielgrzymowania. Na przykład 22 maja 1949 r. przedstawiciele władz zatrzymywali wozy drabiniaste z pielgrzymami, by sprawdzać czy konie są podkute i zaglądać im w zęby. Ktoś wspominał, że zawrócono go z drogi argumentując, że koń pracował sześć dni, zatem siódmego winien odpocząć. A i tak do Piekar na swą tradycyjną pielgrzymkę dotarło 150 tys. mężczyzn. Zatem wiele jest sfer myślenia i mówienia o ziemi i człowieku. A zatem Śląsk widzialny i niewidzialny. W opowieści mojej pozostawię sobie tę jego sferę, która wydaje mi się bardziej oswojoną.

Wieże

Tak jak w średniowieczu nad Morzem Śródziemnym, a potem w głębi kontynentu wieże katedr oznajmiały trwanie człowieka skierowanego ku Bogu, tak wieże kominów i szyby kopalń oznajmiały od XVIII stulecia obecność na Śląsku jego europejskich mieszkańców. Zacznijmy zatem od średniowiecza, w ten jednak sposób, by pominąć encyklopedyczne i podręcznikowe treści, łatwe do zdobycia. Chciałbym się skupić na sprawie być może dla tej formy spotkania, jaką jest nasz wykład najistotniejszej. Otóż do spraw ważnych, a bywa, że nie pamiętanych należy obecność Śląska w średniowiecznej kulturze europejskiej. Bardzo wcześnie i bardzo aktywnie żył Śląsk życiem Europy. Henryk Barycz pisał: że "(...) z wszystkich dzielnic polskich tu [na Śląsku JK] osiąga największy rozkwit piśmiennictwo i twórczość naukowa, najłatwiejszy dostęp mają nowe prądy umysłowe. Zasadniczymi faktorami, wyjaśniającymi ten wysoki stan rozwoju kulturalnego, były: najrozleglejsza stosunkowo liczba klasztorów, bujny rozkwit miast, znakomity rozwój szkolnictwa miejskiego (w pierwszej połowie XIII wieku w dwóch głównych miastach 14 szkół, w XIV wieku w 42 miastach 43 szkoły), wreszcie ilościowo największy pęd ze Śląska na uniwersytety zagraniczne. I tutaj znowu charakterystyczny przykład: na 24 studentów z Polski, studiujących na Uniwersytecie Bolońskim w latach 1265-1294, przypada na Śląsk 11 scholarów. Również w latach 1300-1327, wedle niepełnych identyfikacji, liczba scholarów bolońskich, pochodzących ze Śląska lub związanych z nim sprawowanymi urzędami, wynosi od 1/3 do połowy ogólnej liczby studentów z Polski.

Oczywiście od 1364 r. najbliżej było średniowiecznym Ślązakom na Uniwersytet Krakowski”. Słowa na ten temat H. Barycza wystarczą jak sądzę za cały komentarz "...w epoce największego wzrostu Uniwersytetu, w latach 1400-1525 liczba studiującej tam młodzieży była imponująca: trzy i pół tysiąca immatrykulowanych Ślązaków na ogólną liczbę wpisanych w tym czasie niewiele ponad 25 tysięcy scholarów, a zatem prawie 14% wszystkich studentów. Ale i po utracie przez uniwersytet znaczenia międzynarodowego frekwencja młodzieży śląskiej choć zmniejszyła się poważnie, była przecież dalej duża. Ogółem w ciągu wieku XV i XVI uczęszczało na ogólną liczbę 37 648 studentów blisko 4000 Ślązaków, czyli przeszło 10% całości scholarów". W latach 1772-1780 było ich 190. Razem w latach 1400-1722 na Uniwersytecie w Krakowie studiowało 4 200 Ślązaków.

Dodajmy do tego, że pomiędzy rokiem 1535-1600 przewinęło się przez Uniwersytet przynajmniej 20 kanoników katedry wrocławskiej z pochodzenia Ślązaków.

Cytowanemu Autorowi cyfry te są potrzebne do wskazania łączności Śląska z kulturą polską, która to łączność jest zresztą faktem oczywistym. Dla nas jednak niech staną się okazją do refleksji nad ogromnym potencjałem umysłowym tej ziemi, nad jego społecznością aktywną i przecież uczoną, której przedstawiciele poszczycić się mogą ogromnym dorobkiem jako współuczestnicy kultury w Europie.

W rozprawie poświęconej śpiewactwu katolickiemu na Śląsku Rajmund Hanke przypomniał arcyważne słowa ks. Emila Szramka, że "chrześcijaństwo przyszło do Polski przez Śląsk" . R. Hanke ze znaną sobie pasją przychyla się też tezie o śląskich korzeniach pieśni Bogurodzica . I zdanie ks. Szramka, i głęboka kultura muzyczna Śląska powinny być okazją do zwrócenia uwagi na wkład tej ziemi w dorobek kulturowy tej części starego kontynentu.

Znad Morza Śródziemnego

Pozwolę sobie na jeszcze jedną dygresję. Ludowy strój łowicki, a więc z centralnej Polski ma intrygującą i symboliczną historię. Jego charakterystyczne pasy i kolory są bezpośrednim efektem zachwytu wsi łowickiej nad kolorytem strojów szwajcarów znajdujących się w służbie papieża. Ogromna odległość skojarzenia jest tylko pozorna. W Łowiczu bowiem siedzibę miał Prymas Polski. To z obserwacji jego otoczenia zrodził się ów zachwyt chłopów okolicznych specyficznymi pasami. Przypominam tę dygresję ze względu na jej bezpretensjonalny, prosty, piękny i oczywisty walor. Otóż jest ona zachętą do przyjęcia i zrozumienia tej oczywistej prawdy, że korzenie kultury polskiej wsi, sięgają Rzymu, Morza Śródziemnego i chrześcijaństwa. Nie inaczej jest na Śląsku. Otóż w 1257 r. książę Władysław Opolski wydał dokument zezwalający na lokację wsi Chorzów na prawie niemieckim. Ostatecznie lokowano ją ok. 1300 r. Wtedy też przeszła w ręce bożogrobców miechowskich, podobnie jak wieś Dąb (dzisiejsza dzielnica Katowic). Zakonnicy i rycerze obrońcy grobu Pańskiego, których legendarne początki sięgają 1099 r. zbudowali tu nieopodal w Chorzowie właśnie szpital. A przecież to nie jedyna i nie najważniejsza placówka bożogrobców na Śląsku. Zatem najgłębsze korzenie nawet niepozornych miejsc średniowiecznego Śląska przypominają tę samą prawdę, którą przywołują barwne stroje łowickie. Europa...

Jest w historii najpiękniejszym to, że pozwala ona zachwycać się przeszłością i jej bohaterami, tajemnicą toczącego się koła ludzkich losów. Pozwala człowiekowi poznawać siebie i wypowiada słowa odpowiadające na pytanie: skąd jesteś i dokąd idziesz człowieku? Nie inaczej jest z historią Śląska. Jest ona drogą, która prowadzi z czasu przeszłego w czas przyszły. Jest pokrzepieniem i trzeba w niej szukać otuchy. Dlatego zaciąga winę ogromną ten, który potrafi historią zanudzić, albo zamienić w koszmarną piramidę dat i liczb, albo czynić wyłącznie salą sądu. Winą zaś śmiertelną jest w tym wypadku kłamstwo. Myślę, że najpiękniejszym sposobem poznawania siebie i miejsc wokół jest wzbudzanie w sobie zachwytu. Zachwyt człowiekiem jakże trudna sztuka, zachodem słońca, strzelistością wieży, snem, zimą, narodzinami i bodaj było nam to dane śmiercią ten zachwyt jest naszą szansą przetrwania w świecie. A jest to świat arogancji, nonszalancji, wściekłego ryku reklam, tanich i szybkich posiłków, zabójczego pośpiechu. Ufam, że to znamionuje człowieka właśnie , że potrafi ulec zachwytowi. I zachwytu Państwu życzę najbardziej.

Jacek Kurek
Fot.: Jarosław Krawczyk

 

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa