Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 18

N U M E R  1 9  -   G R U D Z I E Ń   2 0 0 5 r.

 Montes Nr 20

 

Brama Gwarków
John Baildon
Nieco ze statystyki miasta
Dzieje Bractwa Strzeleckiego w Tarnowskich Górach      cz. VI
Synowie Izraela                  w Tworogu
O tym jak Stwórca       zrobił utopce
Ksiądz Teodor Christoph    - kapłan niezwykły
Ostatni panowie Rybnej
Katastrofa nad Krupskim Młynem
Ostatni lot Liberatora
Jak to niegdyś w święta bywało
Pełną parą
Odnalezione korzenie
Zagłada pałacu w Reptach
Coś optymistycznego
Święto patrona
Muzyczne portrety - Aleksander Glinkowski
 

 

Coś optymistycznego

W pałacu w Rybnej została niedawno zatwierdzona przez Radę Miejską „Strategia rozwoju miasta Tarnowskie Góry do roku 2015”. Nie zamierzam jednak snuć rozważań nad doniosłością tego dokumentu. Chcę zwrócić uwagę na tylko jeden jego aspekt: w „Strategii ...” mamy do czynienia z miarę pełnym i obiektywnie przedstawionym wizerunkiem naszego miasta.

 

Podczas wielotygodniowych prac nad sporządzeniem tego opracowania, z udziałem przedstawicieli wielu środowisk, mieliśmy okazję przyjrzeć się dokładniej każdej dziedzinie życia miasta. Przy stawianiu diagnoz i formułowaniu wniosków musieliśmy na bok odłożyć niepochlebne opinie i utyskiwania wynikłe z bolączek dnia codziennego. Były one albo typowe dla wszystkich miast w Polsce, albo dotyczyły zbyt wąskiej sfery funkcjonowania miasta. I w jednym i w drugim przypadku nie mogły świadczyć o charakterze Tarnowskich Gór. I chociaż po lekturze tekstów z różnych gazet Tarnowskie Góry tracą wiele, obraz naszego miasta po dokładnej analizie nie jest tak mroczny jak się wydaje, a wręcz przeciwnie – dominują w nim jasne, optymistyczne barwy. Właściwie to nie ma się co dziwić głosom wytykającym błędy i zaniedbania. Proces udoskonalania polega zawsze na odnajdywaniu i eliminowaniu cech ujemnych. Wiadomo do czego potrafi doprowadzić nadmiar pochwał i upajanie się sukcesem. Niemniej nadmiar krytyki prowadzi do czarnowidztwa, zniechęcenia i zaniku aktywności. Nie najlepiej też ( delikatnie mówiąc) wpływa na promocję i turystykę. Na spotkaniach w Rybnej podkreślono wyraźnie jeden fakt: „podmioty zewnętrzne lepiej postrzegają miasto niż podmioty wewnętrzne”. Będąc miłośnikiem swego miasta rodzinnego poczuwam się do obowiązku napisania o nim czegoś ciepłego, od serca, na co ze wszech miar zasługuje i czego ma prawo stale żądać.
Samo otoczenie Tarnowskich Gór nie ma sobie podobnych. Skupiając wzrok na kierownicy nie dostrzegamy przy wjeździe od wschodu urokliwego rozlewiska Ostrożnicy, świerklanieckiego parku, nakielskiego dolomitowego wzniesienia wraz z malowniczym pałacem. Od południa miasto odgradzają od czarnego, przemysłowego krajobrazu niezwykle zróżnicowane atrakcje przyrodnicze: obok rezerwatu buków mamy położone w dole wyrobiska podolomitowe: Blachówka i „Czerwony Kanion”. Od zachodu doliną Dramy docieramy do miasta wzdłuż imponującej zieleni parku repciańskiego. Od rogatek na północy nie prowadzą żadne drogi. Na wiele dziesiątek kilometrów rozciąga się wielki masyw leśny, a na terenie Pniowca (dzielnicy 60. tysięcznego miasta!) zetknąć można się z wydrą, czaplą siwą, jak także (na szczęście nie za często – z wilkiem).

W tej pięknej oprawie tkwi zabytkowe centrum miasta. Jak twierdzą fachowcy – jedyne na Górnym Śląsku zachowane w całości. Szesnastowieczne kamieniczki świadczą o początkach miasta i jego pierwszym „złotym wieku”, rozległy Rynek i największy w regionie Ratusz symbolizują drugi okres świetności. Zachowane zabytki nie stanowią o wyjątkowości naszego miasta. Inne posiadają starsze i okazalsze. Wyjątkowym jest to, jak te zabytki wykorzystano. Jak je ożywiono. W starych kopalnianych wyrobiskach brzmi gwar szkolnych wycieczek, na poddaszach kamieniczek ulokowano galerie, w najokazalszych budynkach znalazło swe lokum Muzeum i ekskluzywna i sławna ( do niedawna) restauracja oraz stowarzyszenie, które tym poczynaniom patronowało. Pewnego razu, wraz z gościem z Krakowa, wędrowałem przez centrum Tarnowskich Gór. W jednym lokalu trwał koncert jazzowy z udziałem uznanej sławy, w drugim ciekawa wystawa obrazów. W galerii „Pod-Nad” odbywał się pokaz filmu i prelekcja o nim, pod renesansowym stropem muzeum miało miejsce spotkanie z wybitnym tarnogórzaninem. Zaznaczam, że nie było to podczas „Gwarków” i nie była eskapada ta zaplanowana. Po prostu szukaliśmy wspólnego znajomego. Przyjaciel z Krakowa – uznany twórca i człowiek bywały w świecie – był zszokowany. Nie będę tu przytaczał jego opinii, by nie być posądzonym o skłonności do eufemizmu.

I tu dochodzimy do istoty fenomenu socjourbanistycznego jakim są Tarnowskie Góry. Największym skarbem naszego miasta są jego mieszkańcy. I ci -znani z nazwiska, honorowani i znani powszechnie, i ci – poświęcając swój czas wolny, wyrzekając się rozrywek i przyjemności - pieczołowicie drążący zasypane sztolnie i penetrujący podziemia, działający w organizacjach społecznych i kulturalnych. Piszę te słowa w dzień po tym, jak kolejne osoby zostały obdzielone tytułem „Honorowego Obywatela Tarnowskich Gór”. I ksiądz profesor Remigiusz Sobański – największy autorytet w Polsce w dziedzinie prawa kanonicznego, i ksiądz Stefan Wylężek – od 15 lat mieszkający w Rzymie, prezes fundacji, dyrektor instytutu i naczelny redaktor czasopisma krzewiących kulturę chrześcijańską – obaj w swych przemowach zwracali uwagę na twórczy wpływ otoczenia, z jakim mieli do czynienia w Tarnowskich Górach. Zaliczali do niego nie tylko wspaniałych nauczycieli ze „Staszica”, rodziców i kolegów, lecz także szerokie kręgi mieszkańców miasta, z którymi mogli pożytecznie i ciekawie spędzać czas. Ksiądz Wylężek – kapelan Jego Świątobliwości, organizując w Rzymie wystawę prac Wernera Lubosa (w ramach promocji polskiej sztuki sakralnej) starał się przekonać niezorientowanych, że dzieła profesora Lubosa eksponuje nie z kumoterstwa ( też z Tarnowskich Gór) lecz ze względu na wysoki ich poziom. Gdyby sporządzono wykaz wybitnych postaci pochodzących z poszczególnych miast, opracowano współczynnik uwzględniający ich wielkość, okazałoby się, uważam, że Tarnowskie Góry znalazłyby się na czołowych miejscach tej listy. Miasto gwarków jest taką dzieżą, w której znajduje się doskonała zaprawa na wyborne ciasto, pełna rodzynków i wspaniałych bakalii. Na podorędziu znaleźć można doskonałe drożdże. Od władz miasta, choć właściwie od nas samych, naszej aktywności zależy, czy ciasto to pięknie wyrośnie. Na Święta, z Nowym Rokiem życzę każdemu mieszkańcowi grodu gwarków, by mógł wziąć udział w czekającym nas (mam nadzieję) wspaniałym wypieku.

Jan Hahn

 

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa