Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 16

N U M E R  17 - CZERWIEC-LIPIEC  2 0 0 5 r.

 Montes Nr 18

 

Wysadzenie pomnika
Karol XII Wittelsbach
Dzieje Bractwa Strzeleckiego w Tarnowskich Górach      cz. IV
Książka - sponiewierany przyjaciel
Szansa dla Świerklańca
Rosenthalowie z Brynka
Książęca przygoda
„...JAKBY NAM KTOŚ WYMIERZYŁ SILNY POLICZEK...”
„JESTEM OD PANA JANKA”
Dzieje szkoły w Potępie
Dzieje tarnogórskich protestantów cz.III
Wesele w Landshut
Muzyczne portrety               - Józef Szwed
Rozmyślania o Górnym Śląsku
 

 

Książka - sponiewierany przyjaciel

 


Pieczęć Kamilianów
 

Wiekowa książka przekazuje nam nie tylko mądrości, które napisał autor. Naukowe traktaty, historyczne prawdy, powieści czy poezja potrafią zadowolić najbardziej wymagającego czytelnika. Stare książki przekazują nam też swoje dzieje - swój własny los. Zawierają w sobie pamiętnik, wpisany w strony czy okładki.

Każda wojna bardzo często zaczynała się wojną z książką - jej unicestwienie mogło wręcz usprawiedliwić agresję, zatrzeć ślady historyczne. Palona na stosie jak bezbronna czarownica, nie mogła już niczego nauczyć.
 


Z księgozbioru księżniczki Hohenlohe

Książki polskie, które palono w czasie II wojny światowej, wyrzucane z domów, z bibliotek, płonące gmachy wielkich bibliotek, to straty o wielkim wymiarze. Nikt nie odtworzy niektórych woluminów - dzieł odwiecznych i pięknie oprawionych. Ci, którzy książki przechowywali, narażali się niejednokrotnie na więzienie i prześladowanie. Chowano je jednak w warunkach często doprowadzających do zniszczeń: w stodołach, piwnicach, zakopywano w ziemi.

Po wojnie, ten sam los spotkał niemiecką książkę. Posiadanie niemieckich książek w domu z góry skazywało właściciela na posądzenie o polityczne zaangażowanie, przynależność i można z tego powodu było mieć problemy.
 

A jednak przetrwały. Choć płonęły pałacowe zbiory, wyrzucane przez okna w błoto - często palono nimi w piecach - to jednak do dziś spotkać można dowody, że zbiory istniały, a ludzie którzy je posiadali należeli do wykształconej elity.


Pieczęć biblioteczna
księżniczki Franziski
 

Odwiedzanie antykwariatów może przynieść ciekawe efekty. Natknąć się można na sfatygowane, brudne, ale jakże cenne dowody, świadczące o przeszłości.


 

Przykładem może być biblioteka Ojców Kamilianów w Tarnowskich Górach, zasilana ciągle przez ówczesnego Proboszcza księdza Kokota, miłośnika antyku i wszelkiej sztuki.

Dużo było tam książek o treści religijnej pisanych łaciną. W ciężkich czasach Kamilianie ukryli książki i przez wiele lat miały się całkiem dobrze - nie niszczały. Do czasu. Lata w których przeprowadzano remonty i przeróbki, spowodowały, że spora ich część została wywieziona na makulaturę, przebrane później przez zbieraczy i sprzedane w antykwariacie jeszcze do niedawna cieszyły zapaleńców. Książki, które kupuję grzebiąc w zakurzonych stertach, opowiadają jakby o sobie. Pieczątki z nazwami bibliotek, właścicieli, numery, daty, jakieś bazgroły z uwagami, podpis właściciela, odbite na kartkach brudne palce, zakładki z kawałków starych gazet, zasuszone rośliny, robaki, wszystko to daje nam obraz jej losów.
 


Pieczęć biblioteki
zamkowej w Świerklańcu

Ksiądz Kokot bibliotekę prowadził perfekcyjnie. Był człowiekiem zamożnym - pochodził z rodziny majętnej, szlachetnej, gdzie herb przynależał potomkom od pokoleń. Niezwykle inteligentny zbierał nie tylko książki, interesował się też aktualnymi nowościami. Piękne meble - w tym secesyjny kredens z witrażykami po księdzu Kokocie - zabrał do Parafii św. Józefa Robotnika w Taciszowie O.Alfred Karch, równie światły i zasłużony Kamilianin. Kredens znajduje się w refektarzu Parafii do dziś.


Prinzessin Franziska zu Hohenlohe-Ingelfingen, której „Seegeschichten” mają numer 639, biblioteczkę własną miała pokaźną, mimo, iż była przecież duża, pałacowa biblioteka, prowadzona przez bibliotekarza. Moda na własne biblioteki wśród księżniczek i hrabianek była powszechna.

Wymieniały doświadczenia, książki i czytały, czytały. Skatalogowane zbiory, miały pieczątkę właścicielki. Zasuszone płatki róż w książeczce Prinzessin świadczą o jej romantycznej duszy, a może była zakochana?

U Donnersmarcków w ogromnych salach regały z książkami były imponujące.

Aktualne wydania dowożono na bieżąco w dużych paczkach. Cenne woluminy pięknie oprawione w skórę, misternie dekorowane filigranem, złocone i srebrne narożniki, były szczególnie wyeksponowane i pilnowane. Podzieliły los tych zwykłych oprawnych w płótno lub papier romansów. Nikt nie wybierał wśród tytułów gdy je wyrzucano w 1945 roku. Zima była wtedy wyjątkowo ostra, do pieców ładowano wielowiekowe mądrości bez skrupułów.

Książka, która wpadła mi w ręce w ostatnim czasie z pieczątką Hausbibliothek Schlos Neudeck z 1913 roku, jest jedną z ofiar pogromu. Donnersmarckowie naklejką na pierwszej stronie zalecają szacunek dla książki.Naklejki takie miały wszystkie książki tej biblioteki.

Sama książka wygląda jak zmęczony stary człowiek, którego losy wojny nie oszczędziły. Ma wdeptany w strony piasek, w środku zalana błotem z pod którego już nie da się nic odczytać.

Właścicielem niemieckiego tłumaczenia „Quo vadis” Sienkiewicza, był Gerhard Joachim Durschke. Kim był człowiek, który nabył to piękne wydanie?

Nie wiemy,ale napewno był inteligentnym i dobrym człowiekiem.

Zielona drukowana w płótnie okładka książki z 1888 roku, której właścicielem był Dr Werner Zistasdorf ma numer 483. Tytuł „Der Schimmelreiter”.

Zaintrygował mnie nalepiony na pierwszej stronie pasek papieru, jak się okazało przylepiony klejem stolarskim, który wyraźnie zakrywać miał jakiś napis. Odmoczony, po wielu staraniach usunięty pasek odkrył dedykację: „Unsern tapfern Soldaten! November 1941”. Dr Werner przezornie zakleił dedykację - był żołnierzem i bał się może konsekwencji?

Wśród książek nabytych tego dnia jest też skromna książeczka wydana we Lwowie w Książnicy Polskiej Towarzystwa Nauczycieli Szkół Wyższych z 1921 roku. Tytuł „ Z Orląt, Orły!”. Ma na pierwszej stronie pieczątkę „własność M.Łucyszyn nr 204”. Książka ma też pieczątkę: Bytomskie Zakłady Budowy Maszyn Świetlica Bytom Karola Miarki 10. Ktoś jej swego czasu nie oddał? Pokazana staremu kresowiakowi wywołuje u niego łzy w oczach. Pochodzi ze Lwowa. Bierze ją z nabożeństwem do ręki i całuje.

Nie dociekam,dlaczego 2 tomy książki „Graf Bismarck und seine Leute”z 1878 roku Moritza Buscha,mają wyrwane strony tytułowe.Napewno z nazwiskiem właściciela. Rekompensuje mi to na str 28 wzmianka o Hencklu v. Donnersmarck.

A więc zanim zniszczysz książkę, pomyśl,może za ileś tam lat, ktoś weźmie ją do ręki, przeczyta i czegoś się nauczy? Może tolerancji.

Roman Wolniszewski

 

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa