Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 16

N U M E R  17 - CZERWIEC-LIPIEC  2 0 0 5 r.

 Montes Nr 18

 

Wysadzenie pomnika
Karol XII Wittelsbach
Dzieje Bractwa Strzeleckiego w Tarnowskich Górach      cz. IV
Książka - sponiewierany przyjaciel
Szansa dla Świerklańca
Rosenthalowie z Brynka
Książęca przygoda
„...JAKBY NAM KTOŚ WYMIERZYŁ SILNY POLICZEK...”
„JESTEM OD PANA JANKA”
Dzieje szkoły w Potępie
Dzieje tarnogórskich protestantów cz.III
Wesele w Landshut
Muzyczne portrety               - Józef Szwed
Rozmyślania o Górnym Śląsku
 

Wspomnienia tarnogórzan

Wysadzenie pomnika

Ciąg dalszy historii Pomnika Wdzięczności Armii Radzieckiej w Tarnowskich Górach

Było to w połowie września 1947 roku. Ja byłem już w siódmej klasie w szkole powszechnej Nr. 3 - przy parku.

 

Pewnego dnia o świcie, jak Tarnowskie Góry jeszcze w objęciach Morfeusza drzemały, mieszkańcy zostali ze snu wyrwani przez gwałtowny wybuch.

80% szyb wyleciało, a te domy co stały w pobliżu miejsca wybuchu były nie tylko bez szyb, ale i bez ram okiennych i drzwiowych.

W drodze do szkoły dowiedzieliśmy się, że ten stalinowski pomnik został wysadzony w powietrze i w naszych uczniowskich głowach w tym momencie nikt nie myślał o szkole tylko biegiem na miejsce wybuchu.

Ale myśmy nie byli jedyni na miejscu wybuchu. Była już ogromna ilość ciekawskich oraz milicja i wojsko. Ci ostatni szukali z takimi talerzami jeszcze za minami, jak ludzie szeptali, ale widocznie nic nie znaleźli i przestali szukać.

Nawet byli też robotnicy co znowu taki deskowy płot stawiali.

Ale tam gdzie ten pomnik stał, była teraz ogromna dziura i wszędzie leżały kości porozrzucane. Ludzie szeptali między sobą, że to jest niby kara boska, że tym umarłym zabrano ich wieczny spokój bo ich ekshumowano z ich miejsc spoczynku, by ich pod tym pomnikiem ponownie pogrzebać.

Inni znowu szeptali, że to Armia Krajowa zrobiła, za odwet za Powstanie Warszawskie, z czym ja nic począć nie mogłem, bo o żadnym powstaniu jeszcze nie słyszałem, a po drugie, ten komunistyczny reżim nie miał nic tutaj do szukania. Jeszcze inni mówili o czerwonych parobkach i byli przeciwnikami tej czerwonej zgraji.

Mnie bardzo interesowały te poszczególne wypowiedzi gawiedzi, a niektórzy się przy tym nawet pobożnie przeżegnali.

Potem wojsko znowu zaczęło szukać a jakiś oficer wołał przez taką tubę, że ludzie mają się rozejść, bo rzekomo mają jeszcze być bomby zegarowe zakopane i wiara się gwałtownie rozeszła.

Dla nas uczniów też był czas, by w końcu się zjawić w szkole. Prawie cała nasza klasa była na miejscu wybuchu, i spotkaliśmy się przy bramie szkolnej.

Krwawe ślady naszych stóp znaczyły kierunki do których klas uczniowie dążyli.

Ale my nie byliśmy sami, bo prawie cała szkoła się teraz zlatywała, z nie ukrytym strachem w oczach.

Jak weszliśmy do szkoły, to tylko dwa przychlebki siedziały w klasie.

Pan Juasta patrzył groźnie na nas, a myśmy stali jak stado baranów przed katedrą, które swoje zadania szkolne nie odrobiło, i czekało na wyrok.

Niektóre stopy mocno krwawiły, ale o to my młodzi się nie martwili, bo ciągle ktoś miał skaleczenia i nie narzekał. Ale jednego z tych przychlebków wysłał Pan Juasta do pokoju nauczycielskiego po apteczkę.

Mnie zaraz podpadło, że i w naszej klasie szyby były potłuczone, ale te skorupy już były na kupkę pozamiatane.
Nikt nie odważył się swoją gębę otworzyć więc rzekłem niepewnie:

-Panie kierowniku wszędzie wygląda tak jak u nas w klasie?
Bo to co widziałem i słyszałem, miałem dla siebie zachować, tak mi już radzono.

-To nieprawda rzekł jeden z uczniów, tutaj brakują tylko te szyby ale tam to brakują ramy okienne i drzwi. I nawet pół ściany tam brakowało.

A nasza maskotka klasowa rzekła: -A wojoki jeszcze szukają z talerzami na kiju, za budzikowymi bombami, które mają być jeszcze schowane. Maskotką klasową był jeden uczeń, który zawsze wszystko na opak opowiadał ku naszej radości, toteż lubiliśmy go, w przeciwieństwie do tych przychlebków.

I to jest wszystko? - zapytał się Pan Juasta. A maskotka odpowiadała: Gdzie tam. Tam jest teraz taka srogo dziura, gdzie moim zdaniem ten Stalin wleciał, a drugi uczeń dodał - ja, razem z twoją głową, i wszyscy zaczęli się śmiać.

- Co sie śmiejecie wy głupki, a te kości od tych wojoków nie widzieliście, broniła się maskotka, jedna baba nawet powiedziała że ta kość jest podobna do tej, co mo w szranku schowana, i cała klasa wybuchła w śmiech, pan Juasta też.

W tym momencie drzwi się otworzyły i sekretarka zawołała kierownika szkoły do telefonu i Pan Juasta opuścił naszą klasę.

Gdy wrócił, oznajmił nam radosną wiadomość, że ten dzień oraz następny jest wolny od nauki, ale za to wszyscy uczniowie są zobowiązani zbieraniem resztek szyb do pojemników, które będą w mieście porostawiane a ci zbieracze co najwięcej przyniosą, będą wynagrodzeni.

Głośne hurra rozległo się w klasie i cała zgraja opuściła szkołę.

Z przyległych wiosek zostali szklarze i stolarze zmobilizowani, by wyrządzone szkody szybko usunąć, ale tak szybko te powyrywane okna, drzwi i nawet przewrócone ściany nie można było naprawić. I gdzie się tylko przyszło, to ludzie mówili o tym pomniku.

Prawie wszystkie „andersowcy”- byli żołnierze z napisem „Poland” na rękawie munduru - zostali aresztowani, ale po kilku dniach zwolnieni i niejeden żałował że powrócił do kraju.

A ja tylko moje uszy nastawiałem i słuchałem ich wypowiedzi, które mnie bardzo interesowały.

Inni znowu byli zdania, że to wysadzenie tegoż pomnika to była jawna gra chłopięca w Ritter und Räuber. Jedno szczęście tylko było, że ludzie przy tym nie zginęli. Drudzy mówili - a co ci przez to osiągnęli, nic. Ten pomnik będzie od nowa zbudowany i ta komuna będzie dalej smrodziła we kraju. Taki przewrót musi przyjść od góry a nie od dołu.

Ale zachodnie rozgłośnie prześcigały się z wiadomościami o tym wysadzeniu pomnika. Ojcowie od moich kolegów znowu żyli w nadzei, że wnet Amerykanie wylądują w Tarnowskch Górach, bo opór w narodzie jest już widoczny.

My chłopcy musieliśmy zawsze wtedy stać na straży przed drzwiami jak starsi słuchali wiadomości z zachodnich rozgłośni i ostrzegać przed szpiclami. A potem te spory między nimi. Bo jedni już wyrachowali kiedy Amerykanie tutaj wylądują, zaś drudzy byli zdania że nim Amerykanie tutaj wylądują, to najpierw Chińczyki zaleją nasz kraj, czego ja nie rozumiałem, ale sobie zanotowałem.

Konrad Olesch
Bottroperstr. 50, 45899 Gelsenkirchen
Ruf: 0209 / 51 64 70 k_olesch@web.de

 

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa