Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 14

N U M E R  1 6  -   2 5   M A R C A   2 0 0 5 r.

 

 

Odsłonięcie Pomnika Wdzięczności
Zatrucie księży
Wznieśmy pomnik    książąt założycieli
Dzieje Bractwa Strzeleckiego w Tarnowskich Górach      cz. III
„Nazywom się Alojz z Bobrownik”
Statut pożarniczy w Tworogu
Szkoła Jezuicka w Tarnowskich Górach
Spadkobiercy śląskich Piastów
Potomkowie księcia
Historia Parafii św Jana Chrzciciela i św Kamila cz.IV
Kulturalne memento
Dzieje szkoły w Potępie
Malarstwo i film
Rozmyślania o Górnym Śląsku
Dzieje tarnogórskich protestantów cz.II
Muzyczne portrety - Ernest Koj
 

Rozmyślania o Górnym Śląsku

O mowie naszej


Ustawa o mniejszościach narodowych, etnicznych i językach regionalnych, o której pisałem w ostatnim numerze „Montesa” – mowę, którą można usłyszeć jeszcze gdzieniegdzie na Kaszubach - zaliczyła do „języków”. Język używany na Górnym Śląsku w ogóle nie był wart prób określenia go w ustawie. Dalej więc mówić się będzie o nim - gwara, mimo, że każdy, kto musnął chociażby sprawy językoznawstwa, wie jak jest ta nazwa błędna i fałszywa. Gwarą bowiem przyjęto nazywać w nauce o języku mowę używaną na bardzo nieznacznym terytorium (jedna lub kilka wsi). Na większym obszarze mówi się już w dialektach. Na ziemiach polskich gwarą mówiono na wsi. Innym językiem posługiwano się w miastach. Całkiem innym mówiła szlachta i możnowładztwo („Rozmowa między panem, wójtem a plebanem”). Sytuacja na Śląsku ( potem już tylko na Górnym) była diametralnie inna i do poprzednich przykładów pasowała nijak. Gwar na Górnym Śląsku nie było i nie ma (może poza Wilamowicami – wsi ze specyficznym językiem potomków niderlandzkich osadników). Po śląsku mówił i chłop i robotnik i ksiądz. Tak samo mówiono na wsi, w osadach i w miastach. Nawet książęta pszczyński i świerklaniecki kazali dzieci uczyć śląskiego. Niemcy nazywali ten język „wasserpolnisch” lub „schlesisch”, Polacy z porównywalną dozą wyższości i lekceważenia zaliczyli go do gwar i w różnych okresach, z różnym natężeniem restrykcyjności, starali się eliminować go z życia publicznego. Czym jest śląska mowa i jak pasuje do oficjalnych polskich map językowych, najtrafniej określiła babcia ( rocznik 1903 ) w jednym z wywiadów sprzed jedenastu lat: „Jo znom czi gwary: ślonsko, polsko i niemiecko”.

Dzięka Bogu doczekaliśmy się czasów, w których największy znawca języka polskiego – profesor Jan Miodek – nie tylko, że szczyci się tym, że biegle włada śląskim, lecz także podkreśla fakt, że człowiek władający równie dobrze językiem literackim, oficjalnym, jak i językiem stron rodzinnych, najbliższego otoczenia, jest bliższy osiągnięcia pełni. Częste porozumiewanie się w obu tych sferach językowych wymaga bowiem nie tylko sięgnięcia do dodatkowych komórek mózgowych i pokładów pamięci, lecz także płynnego poruszania się w różnych stanach uczuciowych i emocjonalnych. Z poziomu niejako oficjalnego, uładzonego i zdawkowego, przejść możemy do bardziej familiarnego, lepiej oddającego nasze sympatie i stosunek do rozmówcy. Polszczyzna służy nam do przedstawiania naszego poziomu intelektualnego i naszych poglądów. Po śląsku łatwiej nam wyrazić nasze uczucia i nastroje.

Nie jestem zwolennikiem uczenia w szkołach języka śląskiego, jak też jego kodyfikacji, o co niektórzy apelują. Nie widzę też konieczności przełożenia „Pana Tadeusza” na śląski. Proszę jedynie z tego miejsca, by nie określać naszej mowy jako gwary. Nazwa ta fałszuje rzeczywistość i sugeruje nadal ( jak za Grażyńskiego i Grudnia), że po śląsku mówi się po wsiach i to sporadycznie.

Biegłym w godce i tym, którzy chcą się dopiero z nią zapoznać polecam zerknąć do ukazujących się w różnej formie słowników śląsko-polskich. Znajdą tam przykłady świadczące nie tylko o niesłychanym bogactwie leksykalnym ( na określenie: „gruby” znalazłem 11 wyrazów), z mnóstwem słów nie mających odpowiednika w wielu językach literackich, lecz także o wyjątkowo barwnym życiu towarzyskim i obyczajowym. Czy wiecie, że „wyszczyżki” to dzieci oczekujące na poczęstunek od pary młodej? Że „szlapok” to uczestnik zabaw tanecznych ustawicznie depczący partnerkę po nogach? Ileż tych zabaw musiało być, by mogło wejść w użycie to słowo! Jaką oprawę i tradycję musiały mieć wesela, na których wyszczyżki wyraźnie zaznaczały swą obecność! Piszący zaś te słowa to – „zagwandek” – ostatnie dziecko w rodzinie, urodzone po dłuższej przerwie przez matkę w dojrzalszym już wieku. Czytelnikom „Montesa” życzę Świąt bez łostudy, połne maszkytów. I w ogóle: mom Wos w zocy!

Jan Hahn

 

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa