Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 14

N U M E R  1 6  -   2 5   M A R C A   2 0 0 5 r.

 

 

Odsłonięcie Pomnika Wdzięczności
Zatrucie księży
Wznieśmy pomnik    książąt założycieli
Dzieje Bractwa Strzeleckiego w Tarnowskich Górach      cz. III
„Nazywom się Alojz z Bobrownik”
Statut pożarniczy w Tworogu
Szkoła Jezuicka w Tarnowskich Górach
Spadkobiercy śląskich Piastów
Potomkowie księcia
Historia Parafii św Jana Chrzciciela i św Kamila cz.IV
Kulturalne memento
Dzieje szkoły w Potępie
Malarstwo i film
Rozmyślania o Górnym Śląsku
Dzieje tarnogórskich protestantów cz.II
Muzyczne portrety - Ernest Koj
 

 Komentarze filmowe Michała Oleszczyka

Malarstwo i film

Jeśli przyjrzeć się sposobom, w jaki twórcy filmowi na przestrzeni historii kina podejmowali temat malarstwa, trzeba stwierdzić, że odrzucili oni lekcję Witolda Gombrowicza. Gdyby bowiem byli ją przyjęli, nagminnie powstawałyby filmy pastwiące się nad malarstwem jako sztuką niższą i kaleką. W jednym z fragmentów Gombrowiczowskiego Dziennika możemy bowiem przeczytać: Mamże porzucać ten wir olśniewający kształtu, światła, barwy, jakim jest świat, dla waszego martwego królestwa, gdzie nic się nie rusza! (…) pędzel wasz nie jest w stanie oddać aspektu plastycznego świata. Gdyż świat, to forma w ruchu. (…) skazujecie naturę na paraliż odbierając kształtowi jego życie: ruch.

Tymczasem ilekroć twórcy filmowi podejmowali temat malarstwa, nieodmiennie padali na klęczki. Robili to na różne sposoby: albo poprzez prawdziwą i pogłębioną kontemplację, nieledwie modlitwę, jak Andriej Tarkowski w Andrieju Rublowie (1966) czy Jacques Rivette w Pięknej złośnicy (1991), albo poprzez bardzo powierzchowną afirmację „nieakceptowanego geniusza”, jak Vincente Minnelli w Pasji życia (1956) bądź Albert Lewin w Księżycu i miedziaku (1942). O ile strategia pierwsza — bywało — wydawała arcydzieła, o tyle druga doczekała się z czasem bezlitosnych ocen, jak np. ta autorstwa Stanisława Rodzińskiego, który pisał: We wszystkich tych filmach i reżyser i aktorzy pragnęli przeważnie pokazać „jak to się robi”. Tak było w „Pasji życia”, melodramacie, w którym rudy malarz szamotał się przed sztalugami, wyciskał farby, cały usmarowany biegał po polach machając rękami.

W obydwu przypadkach u podstaw dzieła leżał jednak swoisty lęk przed konfrontacją medium filmowego z malarskim; lęk wyrosły z kompleksu. Tarkowski w swym trzygodzinnym filmie nie pokazuje nawet fragmentu dzieła Rublowa, by w finale zamieścić nakręcony na taśmie barwnej rodzaj muzealnego aneksu. Rivette idzie jeszcze dalej: w ogóle nie pokazuje dzieła, które przez cztery godziny projekcji było tworzone w zasadzie na naszych oczach. U Minnellego bezpośrednich cytatów malarskich jest mnóstwo: szeroki ekran CinemaScope’u raz po raz wypełniają malowidła Van Gogha; aliści te przytoczenia ujawniają pewną bezradność reżyserską, bo nie tworzą dialektycznego napięcia z opowiadaną fabułą. Medium malarskie pozostaje nienaruszone, osobne; nie wchodzi z filmem w żadną reakcję i w rezultacie powstaje pytanie, czy sztuka ruchu i sztuka bezruchu w ogóle mają sobie cokolwiek do powiedzenia.

Krzysztof Krauze w Moim Nikiforze, który mamy okazję oglądać, postawił na strategię podobną do tej zastosowanej przez Tarkowskiego w Rublowie: najpierw obserwowanie malarza w oderwaniu od dzieła, a potem — na sam koniec — osobna sekwencja prezentująca obrazy Nikifora. Przy czym, co należy od razu powiedzieć, strategia ta zaowocowała niepowodzeniem. Mogłaby się udać tylko w przypadku, gdyby cała „część pierwsza” zdołała zafascynować osobowością malarza — tak jednak się nie dzieje.

Przyczyna leży w słabej, nieprzemyślanej dramaturgii filmu, która razi brakiem wyeksponowania jednego tematu głównego. Teoretycznie (taki przynajmniej zdaje się być reżyserski zamysł), napięcia winny tworzyć się na liniach pomiędzy trzema punktami: (1) samym Nikiforem, (2) Marianem Włośińskim, „odkrywcą” i oddanym przyjacielem malarza, oraz (3) środowiskiem zewnętrznym (z jednej strony rodzina Włosińskiego i pretensje żony o jej zaniedbywanie; z drugiej: świat sztuki i aplauz, z jakim styka się twórczość krynickiego malarza).

Tematów jest tu wiele: mieszanina zazdrości i podziwu, jaką żywi Włośiński do Nikifora; zazdrość żony o męża, który coraz mniej jest dla rodziny, a coraz bardziej — dla swego „podopiecznego geniusza”; hipokryzja i małostkowość świata sztuki; wreszcie: samorodny talent, który każe malować i pcha Nikifora do tworzenia w sposób uparty i niezmienny. Każdy z tych tematów pojawia się w filmie Krauzego i każdy znajduje pewne rozwinięcie; żaden jednak nie dominuje i w rezultacie wszystkie pozostają w zawieszeniu.

Osławiona rola męska Krystyny Feldman jako Nikifora przekonuje i dała impuls do ciekawego i pięknego wniosku, jaki wysnuł Tadeusz Sobolewski, zgdonie z którym Nikifor Krauzego jest uniwersalną figurą artysty zawieszonego ponad płcią i innymi determinacjami. A jednak wydaje mi się, że taki wniosek jest niejako głębszy od samego filmu, który tak bardzo boi się dotknąć tajemnicy twórczości, że w rezultacie tylko jej istnienie sugeruje.

Marzy mi się film, który w imię pełnego pasji poszukiwania prawdy o własnym medium, tudzież o medium malarskim, po prostu — mówiąc kolokwialnie — weźmie się za bary ze sztukami plastycznymi. Który pokaże ograniczenia, z jakimi musi zmagać się malarz, a także nieuchwytne cele, które co i rusz łudzą możliwością ich realizacji, by raz jeszcze wymknąć się z rąk. Marzy mi się — innymi słowy — polski odpowiednik filmu takiego jak Love is the Devil. Szkic do portretu Francisa Bacona (1998) Johna Maybury’ego.

By taki film powstał, jego twórca musi jednak wstać z klęczek i rzucić się do boju. Pokora twórcza jest cnotą tylko wówczas, gdy sprzęga się z pasją i buntem. Wydaje mi się (choć jest to tylko moje zdanie), że tych ostatnich w filmie Krauzego zabrakło.

 

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa