Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 14

N U M E R  1 5  -   2 0   G R U D N I A   2 0 0 4 r.

 

 

Jan Bondkowski
Ks. Emil Skudrzyk
Dzieje Bractwa Strzeleckiego w Tarnowskich Górach
cz.II
Dzieje tarnogórskich protestantów ...
Karłuszowiec - Bibiela
Józef Wybicki
Co dalej z „Gwarkami”?
Wyrósł w Tarnowskich Górach
Spotkania z Donnersmarckami
Kopanina
Kozie
Wielki pożar w roku 1746
Dobry czy zły margrabia?
Miejsce magiczne
Rozmyślania o Górnym Śląsku
Historia Parafii Św Jana Chrzciciela i św Kamila cz.III
Smok i święty
Tarnogórski park
Świątynia kolejarzy
 

 

Miejsce magiczne

Tempo przemian, jakie obejmuje współczesną Europę i jej mieszkańców, powoduje przewartościowanie wielu pojęć, które tracą lub zmieniają swoje znaczenie. Pośród ogromnego poruszenia we wszystkich w zasadzie dziedzinach życia jedną z najbardziej dominujących jest tak gorąco dyskutowana kwestia jednoczącej się Europy.

W toku ożywionych polemik na wiele sposobów odmieniane są słowa: ojczyzna, naród, patriotyzm, wspólnota itd. Ich treść, krystalizująca się w XIX wieku, dzisiaj niejednokrotnie stanowi już kategorię historyczną. Jednocześnie nie pojawiło się jeszcze owo „nowe” rozumienie wymienionych przykładowo pojęć, które mogłoby być powszechnie przyjętym, zaakceptowanym i zrozumiałym drogowskazem na przyszłość.

Jednak bez względu na toczące się dyskusje i ich przyszłe owoce nie ulega wątpliwości, że szczególnie popularny od niedawna termin „mała ojczyzna” nabiera dziś znaczenia coraz większego i jest - jak się zdaje - łatwiej przyswajalny niż pojęcia niosące z sobą treść o charakterze bardziej uniwersalnym czy globalnym.








El Greco


„Ekstaza św. Franciszka” - jedyny obraz malarza w polskich zbiorach


 Doszło wręcz do powstania pewnego paradoksu: o dużych ojczyznach mówi się coraz bardziej wstrzemięźliwie, nie bez uprzedzeń czy lęków (chyba, że chodzi o wieloznaczny i także popularny termin „wielka ojczyzna ludzi”), natomiast dla „małych ojczyzn” współczesność europejska znajduje więcej sympatii. To tak, jakby mówiąc o dużej ojczyźnie, obawiano się duchów przeszłości. Wszak najróżniej pojmowana „miłość” do ojczyzn-państw powodowała niejednokrotnie dramatyczne skutki polityczne, a pamięć o niektórych do dziś budzi lęk.

Tak czy inaczej prawdą jest, że myślenie o „małych ojczyznach” stało się popularne i na różne sposoby obecne w rzeczywistości europejskiej. Jednym z jego przejawów jest refleksja historyczna o „lokalnym świecie”, o okolicy najbliższej, o parafii, dzielnicy, mieście. Domu, miejscu, w którym toczy się życie rodziny. I choć obfite plony tej refleksji są nierównej jakości, bez wątpienia jej konieczność stała się wartością niekwestionowaną. Mamy obecnie do czynienia z prawdziwą eksplozją publikacji, sesji naukowych i popularnych, spotkań, wydarzeń różnego rodzaju, których celem jest rozpoznanie i doświadczenie „lokalnego świata”. Bez wątpienia tendencja to pożyteczna i krzepiąca. Ważne jest jednak, by oprócz bezcennego zaangażowania serca towarzyszyło tym działaniom także przygotowanie merytoryczne i metodologiczne. Te ostatnie bowiem pozwalają skutecznie omijać mielizny, na jakie w myśleniu o „lokalnym świecie” narażeni są ci jego bohaterowie, którzy powodowani są głównie fascynacją czy wręcz, piękną skądinąd, miłością (ta - jak wiemy - bywa przecież czasami ślepa). Zdarza się - co znamienne - że zanadto spontaniczna refleksja o „małej ojczyźnie” zasklepia się w grubych i twardych skorupach, a w następstwie tego zmienia się w zaściankowość czy coś, co czasami nazywamy niezbyt elegancko „parafiańszczyzną”.

Głęboki sens refleksji o Domu, o świecie najbliższym, o tych paru ulicach, na których toczy się życie „lokalnego świata”, musi być skierowany ku otwieraniu drogi do świata wielkiego. Nie sposób uwierzyć w jakikolwiek patriotyzm i w jakąkolwiek miłość do ojczyzny, które nie mają w sobie szacunku dla innych ojczyzn, dla innych miłości. Bo przecież truizmem jest, że prawo do miłości swojej ojczyzny ma każdy - bez względu na to, po której „stronie rzeki” mieszka.

Zgłębianie wiedzy o własnym Domu i przylegających doń okolicach, w których spędza się większą część życia, jest podstawową drogą do tego, by poznając ów Dom, umieć obdarzyć go miłością. Bez tej ostatniej życie w nim bywa trudne i uciążliwe. Miłość jest wartością podstawową. To z niej właśnie pochodzą siły do zmieniania siebie i swojego świata w obraz jeszcze piękniejszy, ale także z niej może zrodzić się szacunek dla innych ojczyzn, innych Domów i innych ludzi. To z miłości, która najpierw rozkwita w rodzinie, rodzi się miłość, która później wiąże narody. Tylko w takich warunkach może dokonywać się istotne dla życia w „lokalnym świecie” zakorzenienie. Wartość podstawowa. Bezcenna. I nie wymaga ono całego szeregu pokoleń. Zakorzenienie może dokonać się także na przestrzeni jednego pokolenia, jednego życia, a dokona się tym mocniej i tym bardziej trwale, im bardziej ów „lokalny świat” okaże się przyjazny, im lepiej pozwoli się poznać i im roztropniejsi będą jego przewodnicy, a więc ci właśnie, którzy obecni są tam od lat.

W tym maleńkim, lokalnym świecie dzieją się rzeczy tak samo ważne dla jego bohaterów, jak te ze świata wielkiego, bo przecież radość płynąca z narodzin dziecka czy smutek z powodu śmierci bliskich swą siłą obejmują wszystkie znane nam światy i wszystkich zamieszkujących je ludzi. Gdziekolwiek człowiek w wędrówkach swojego życia się znajdzie, tam będzie gotowy pozostać, jeżeli spotka miłość i jeżeli przyjęty zostanie jako swój. A potem zaczyna się proces zakorzenienia oraz pielęgnacji miłości, którym pomaga i służy m.in. refleksja wyrażająca się w mądrym pisaniu o historii „lokalnego świata”.

Przybyły z Grecji do Hiszpanii malarz Domenikos Theotokopoulos, zwany do dziś El Greco, osiadł w Toledo, mieście bajecznym, które pokochał, w którym pozostał i które malował wielokrotnie. W wielu jego wizjonerskich obrazach Toledo umiejscowione jest w tle ważnych scen, np. w przejmującym obrazie Laokoon z waszyngtońskiej National Gallery of Art. Zdarzało mu się malować swoje miasto, dodając zgodnie z podszeptami własnej wyobraźni najróżniejsze nieistniejące w nim naprawdę elementy. Budował je w sobie, kształtował swoim temperamentem i swoją miłością, dzięki której stawało się ono w jego obrazach magiczne i coraz piękniejsze, a także jedyne i wyjątkowe. Jednak zawsze „duch” Toledo był niezmienny i natychmiast rozpoznawalny. A przecież El Greco nie wzrastał tu od dzieciństwa, nie był kolejnym ogniwem wielopokoleniowej rodziny z Toledo. Był przybyszem, który zdołał dzięki właściwemu patrzeniu na swoją nową ojczyznę zakorzenić się w niej głęboko i prawdziwie (niektórzy badacze nie wykluczają, że płynęła w jego żyłach hiszpańska krew, jako że Kretę, z której przez Wenecję przybył, zamieszkiwali wówczas m.in. Hiszpanie). El Greco mając 35 lat, osiadł w Toledo. Był rok 1576. Artysta zmarł w tymże mieście niespełna 40 lat później w roku 1614. Magiczne, pełne miłości spojrzenie El Greca na miejsce, w którym żył, jest dziś szczególnie godne przypomnienia i naśladowania. To ten rodzaj spojrzenia, które pozbawione ksenofobii czyni z „lokalnego świata” miejsce najpiękniejsze i zaczarowane. Bo tak naprawdę miasto pięknieje nie pod wpływem czynionych w nim zabiegów architektonicznych, ale przede wszystkim pod wpływem miłości, jaką jest obdarzane, pod wpływem spojrzenia, które ma siłę wręcz „cudotwórczą”.

Oswoić, to - w języku Antoine’a de Saint-Exupery’ego - „stworzyć więzy” i przyjąć odpowiedzialność, a odpowiedzialność kojarzyć się może Polakom szczególnie z Norwidowskim rozumieniem Ojczyzny jako „zbiorowego obowiązku”. Tak więc „lokalny świat” jest miejscem oswajania, stwarzania więzów, miejscem, w którym odpowiedzialność i obowiązek są źródłem wzrastania miłości do Domu, miejsca najważniejszego, na które patrzymy także oczami zapisanej w księgach historii.

Jacek Kurek
W najpiękniejszej chwili naszego życia
- myśli o Śląsku, Chorzów 2003

 

 

Na księgarskiej półce

W poszukiwaniu historycznej prawdy

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa