Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 14

N U M E R  1 5  -   2 0   G R U D N I A   2 0 0 4 r.

 

 

Jan Bondkowski
Ks. Emil Skudrzyk
Dzieje Bractwa Strzeleckiego w Tarnowskich Górach
cz.II
Dzieje tarnogórskich protestantów ...
Karłuszowiec - Bibiela
Józef Wybicki
Co dalej z „Gwarkami”?
Wyrósł w Tarnowskich Górach
Spotkania z Donnersmarckami
Kopanina
Kozie
Wielki pożar w roku 1746
Dobry czy zły margrabia?
Miejsce magiczne
Rozmyślania o Górnym Śląsku
Historia Parafii Św Jana Chrzciciela i św Kamila cz.III
Smok i święty
Tarnogórski park
Świątynia kolejarzy
 

Wspomnienia gimnazjalistów

 Spotkania z Donnersmarckami

Nie lada gratką dla uczniów gimnazjum im. Jana Pawła II w Świerklańcu, są przeróżne wycieczki zagraniczne, organizowane w ilościach dość sporych już od samego niemal początku historii szkoły.
 


Wolfsberg - dziedziniec zamkowy


Kiedy więc dyrektor gimnazjum, pan Kazimierz Flakus wziął się za planowanie drugiego już wyjazdu do Austrii, nie mógł zapewne odpędzić od siebie pragnienia, by i tym razem było podobnie i przeszedł sam siebie, zorganizowawszy coś, co prawdopodobnie na długo utkwi w naszej pamięci, bo oto prócz sztandarowych punktów programu, takich jak Wiedeń czy Ołomuniec na liście miejsc koniecznych do „zaliczenia” znalazł się też Wolfsberg, siedziba głowy nakielskiej linii rodu Henckel von Donnersmarck.

Na samym początku miało to być tylko zwykłe zwiedzanie, jednak później wykiełkowała idea spotkania się z samym hrabią Andrzejem. Było to o tyle niesamowite i nieprawdopodobne, że nigdy nikt wcześniej nie wpadł na to, by odwiedzić Donnersmarcków na ich włościach i choć w małym stopniu przypomnieć im to, co po wojnie utracili. Fakt tego spotkania wywołał poruszenie wśród uczniów naszego gimnazjum. Nic więc dziwnego, że dość łatwo udało się zebrać kompletną grupę, w czym też duży wkład miało 3 Gimnazjum w Tarnowskich Górach, które dołączyło się do nas i zdecydowało wziąć udział w tej niezwykłej przygodzie, która właśnie miała się zacząć...


W zamku

To była środa, 13 września, dość ponury dzień, w trakcie którego co jakiś czas zaczynał z nieba kropić deszcz. Zbiórka miała miejsce już o 7.00 pod urzędem gminy, co znaczyło, że w większości byliśmy nieco zaspani. Zajęliśmy miejsca, wygodnie usadowiwszy się w fotelach i po sprawdzeniu obecności wyruszyliśmy w drogą do pierwszego punktu wycieczki, Ołomuńca. W Ołomuńcu - głównie zwiedzaliśmy rynek i kościół, z czego najbardziej utkwił nam w pamięci... MacDonald! A jakżeby inaczej - nie może przecież być udanej wycieczki jak Europa szeroka bez MacDonaldów! Po wyjechaniu z Ołomuńca skierowaliśmy się już prosto do miejsca noclegu, czyli na Słowację.

Nazajutrz o 5.00 wsiedliśmy rześcy i gotowi do dalszej drogi, która wiodła tym razem w kierunku Wiednia, według mnie jednego z najpiękniejszych miast Europy. Na dobry początek Kahlenberg, później Schoenbrunn, letnia rezydencja cesarska; przejażdżka Ringiem, Park Miejski, główna rezydencja cesarzy - Hofburg, katedra św. Stefana, pomnik Marii Teresy itp. Po wyczerpującym dniu oczywiście znowu trafiliśmy do autokaru, a następnie hotelu, by zjeść kolację, wykąpać się, pozaklejać plastrem odciski i położyć spać.


Zamek w Wolfsbergu

W piątek ruszyliśmy do upragnionego Wolfsberga. Jedynie nienaturalna cisza, panująca w autokarze zdradzała lekkie podenerwowanie wszystkich uczestników wycieczki. Ubrani byliśmy dość odświętnie. Chłopcy ubrani byli schludnie i ładnie, a my, dziewczyny... Z całą pewnością zrobiłyśmy wrażenia na wszystkich, co mówię z niekłamaną satysfakcją, bo w czarnych sukienkach z godłem naszego gimnazjum na piersi i białych bluzkach prezentowałyśmy się po postu znakomicie. Już około godziny 12.00 znaleźliśmy się w Wolfsbergu w Alpach. I zaczęło się...

Pierwszym słowem, jakie przemknęło nam przez myśl było trywialne: „wow” - zamek hrabiego był śliczny i odróżniał się od reszty tych, które przeznaczone były tylko do zwiedzania. Od razu widać było, że ktoś tu mieszka i ten ktoś nie jest kimś zwykłym. Powitali nas pracownicy zamku i po krótkiej wymianie zdań w języku niemieckim miła starsza pani zaprowadziła nas do dużej sali, w której czekały na nas stoły zastawione ciastem, kawą lub herbatą do wyboru. Z lekkim onieśmieleniem zasiedliśmy i cały czas dyskretnie rozglądając się, wzięliśmy się za pałaszowanie przysmaku. Chwila wyczekiwania, przerywana stukotem filiżanek stawianych na talerzyku i wszedł hrabia. Od razu niemal zaczęliśmy bić brawa i przystąpiliśmy do rozmowy. Mogliśmy pytać o wszystko. Jak poznał żonę, jak wygląda jego dzień, jak traktują go inni mieszkańcy miasteczka, czy nawet... jakim jeździ samochodem. Hrabia ze śmiechem wytłumaczył nam jakim, i kazał wyprowadzić swoje Volvo na zamkowy dziedziniec. Następnie, po wypiciu kawy przystąpiliśmy do zwiedzania zamku i szybko dowiedzieliśmy się, że prócz ważniejszych miejsc, takich jak np. kaplica rodzinna, w której odbywają się co ważniejsze uroczystości rodzinne, przyjdzie nam także zobaczyć jedną z wystaw jakie często są prezentowane w zamkowych salach. Z całą pewnością jednak to nie ona wywarła największe wrażenie na uczestnikach, a kaplica, do której weszliśmy wraz z przewodniczką.


Wolfsberg - prezenty dla hrabiego

Po zwiedzeniu zamku skierowaliśmy się na dziedziniec, gdzie czekał też samochód hrabiego, do którego chłopcy niemal natychmiast przykleili nosy. Na koniec wizyty hrabia, ku ogólnemu pomrukowi niezadowolenia, pożegnał się z nami, powiedziawszy wcześniej, że czuł się zaszczycony i szczęśliwy mogąc nas gościć i ma nadzieję na rychłe ponowne spotkanie. Cóż więc nam innego pozostało prócz ponownego załadowania się do autokaru i powrotu do domu, co też rychło uczyniliśmy, cały czas dość aktywnie dyskutując na temat wydarzeń, które na tak długo zapadły nam w pamięć.

W poniedziałek wróciliśmy do szkoły, która już huczała od plotek i pogłosek, a już po kilku dniach dowiedzieliśmy się, że mamy ponownie spotkać się z hrabią i przyjdzie nam nawet wcześniej niż tego oczekiwaliśmy, bo miał on pojawić się w świerklanieckim Pałacu Kawalera. Tym razem z małżonką, księżniczką Joanną. Plan był prosty - chórzystki w oficjalnych strojach naszego gimnazjum, które to żeńska część wycieczki miała na sobie podczas audiencji na Wolfsbergu, zaśpiewać miały trzy piosenki. W późne sobotnie popołudnie, 23 października zjawiliśmy się więc o godzinie 17.30 pod Pałacem Kawalera, gdzie też odbywała się próba chóru i zaczęliśmy przygotowania do tej małej uroczystości. Już od progu widać było, iż cały personel hotelowy postawiony został w stan największej gotowości. Z osób będących na wycieczce, a nie występujących w chórze byłyśmy tylko ja i moja przyjaciółka Martyna i od razu sołtys Świerklańca, pan Pluskota powierzył nam zadanie największej wagi - wręczenie kwiatów księżniczce oraz pamiątkowego zdjęcia z wizyty w Wolfsbergu w formacie A4 oprawionego w ekskluzywną ramkę hrabiemu. Około 17.40 odbyła się nerwowa próba chóru. Pani Sczendzina, która zajmuje się jego prowadzeniem, niemal co chwilę upominała zdenerwowane chórzystki, zwracając uwagę na każde ich potknięcie oraz złą tonację głosu pragnąc przy tym, aby wszystko udało się perfekcyjnie. Sprawę utrudniał też fakt, iż dziewczyny ustawione były na schodach Pałacu Kawalera, mimo iż przepięknych, niezbyt nadających się do tańczenia i podrygiwania, które przecież było nieodłącznym elementem występu naszego chóru.


Hrabia Andrzej

Aż w końcu, gdzieś około 18.15 pod Pałac Kawalera podjechał powóz z hrabiostwem.Podenerwowanie w korytarzu pałacu sięgnęło zenitu - szybkie poprawki, chór ustawił się, weszło hrabiostwo i... „Es geht los”, zaczęło się, jak ktoś stojący obok mnie i Martyny mądrze powiedział. Chór zaczął od „Dziecinnej piosenki”, która najwidoczniej bardzo wpadła w ucho hrabinie Joannie, która cały czas się uśmiechała i nie spuszczała oczu z naszych dziewcząt, które zachęcone tym starały się śpiewać jeszcze lepiej i lepiej, co najwidoczniej uspokoiło panią Sczendzinę, która również zaczęła zachowywać się bardziej naturalnie i porzuciwszy sztywne obejście żywo dyrygowała, co chwilę zerkając na najważniejszych widzów, czy aby koncert wywiera na nich należyte wrażenie i czy nie robią czegoś źle. Po skończeniu piosenki, zwieńczonej brawami, na środek wyszła pani Sylwia Białas, nasza tłumaczka, która powitała gości. Podziękowała raz jeszcze za gościnę w Wolfsbergu. Hrabia powiedział, że czuł się wielce szczęśliwy, mogąc nas gościć. Następnie wręczono gościom prezenty, z którymi podeszłyśmy my dwie, a następnie pani dyrektor hotelu Ilona Łuczak, wręczając obraz z widokiem Pałacu Kawalera. Później chór kontynuował występ, a kiedy śpiewał „Ave Maria”, hrabina szeroko uśmiechnięta zaczęła wspólnie śpiewać jego łaciński odpowiednik wraz z dziewczynami.

Po koncercie hrabia podziękował za wspaniałe przyjęcie, piękny koncert. Następnie oznajmił nam, że... z największą chęcią umożliwi nam spotkanie ze swoim kuzynem, księciem Guidotto Henckel von Donnersmarckiem, z linii świerklaniecko-tranogórskiej. W tym momencie wszystkie oczy zwróciły się w stronę dyrektora Kazimierza Flakusa - no tak, oczywiście o swoich zamiarach nic nam wcześniej nie powiedział, przez co po ogłoszeniu tej wspaniałej nowiny wśród uczennic gimnazjum wybuchła euforia. Na koniec spotkania niektóre chórzystki zaczęły się rozchodzić i już tylko nieliczni byli świadkiem wręczenia przez hrabinę prezentu pani Sczendzinie - bombonierki z godłem Wolfsbergu na opakowaniu, ze słynnymi słodyczami w środku oraz zdjęciem z dedykacją podpisanym przez hrabiostwo.

Minęła już 19.00, kiedy spod Pałacu Kawalera zniknęła ostatnia członkini chóru szkolnego i cała przygoda skończyła się. Nie na dobre jednak, co to, to nie, bo przecież w najbliższym czasie, już na wiosnę, planowane jest spotkanie z księciem Guidottem! Swoją drogą ciekawe, czy będzie ono tak wspaniałe jak to z hrabią Andrzejem i księżniczką Joanną... No cóż, zobaczymy...

Maria Flakus

Na tarnogórskiej ziemi


Powitanie przed ratuszem

Hrabia Andrzej i hrabina Joanna Henckel von Donnersmarck poza spotkaniem z gimnazjalistami odwiedził także inne miejsca na Ziemi Tarnogórskiej. W niedzielny poranek, 24 października, hrabia zwiedził posiadłość swego dziadka, czyli zespół pałacowo-parkowy w Nakle Śląskim. Zobaczył sam zamek i otaczający go park. Ważnym punktem była także wizyta w mauzoleum rodowym, gdzie pochowani są pradziadkowie i prapradziadkowie hrabiego Andrzeja. Mauzoleum znajduje się obok kościoła parafialnego. Inicjatorami budowy tej świątyni jak i jej dobrodziejami byli przodkowie hrabiego Andrzeja.


Stare Tarnowice, Gospoda „Wrochema”

Kolejnym punktem wizyty było spotkanie z przedstawicielami władz miasta Tarnowskie Góry i Powiatu Tarnogórskiego. Spotkanie odbyło się w tarnogórskim ratuszu. Miasto reprezentował zastępca burmistrza Pan Krzysztof Łoziński. Powiat natomiast sam starosta tarnogórski Józef Korpak. Od tego ostatniego hrabiowska para otrzymała witraż z przedstawieniem herbu powiatu. Hrabia bardzo poruszony tym prezentem podziękował. Zwrócił uwagę, że ten prezent jest mu szczególnie bliski, gdyż w herbie Powiatu znajduje się srebrna róża z herbu jego rodziny.


Świerklaniec - pamiątkowe zdjęcie hrabiego z żoną i gimnazjalistami

Tuż przed południem goście udali się do kościoła pw. św. Marcina w Starych Tarnowicach. Tamtejszy proboszcz powitał ich po niemiecku, co wywołało niejakie zdziwienie wśród zgromadzonych na mszy św. Niewielu spodziewało się, że tym razem jest wśród nich hrabia Henckel von Donnersmarck z małżonką. I ta świątynia była zbudowana m.in. z funduszy przekazanych przez rodzinę hrabiego. Po mszy goście zwiedzili zabytkowy, kościół. Ostatnim punktem pobytu na Ziemi Tarnogórskiej były odwiedziny na zamku Wrochemów. Ostatnimi przedwojennymi właścicielami tego zamku byli krewni hrabiego z linii książąt von Donnersmarck.

AK-P

 

 

Na księgarskiej półce

W poszukiwaniu historycznej prawdy

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa