Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 14

N U M E R  1 5  -   2 0   G R U D N I A   2 0 0 4 r.

 

 

Jan Bondkowski
Ks. Emil Skudrzyk
Dzieje Bractwa Strzeleckiego w Tarnowskich Górach
cz.II
Dzieje tarnogórskich protestantów ...
Karłuszowiec - Bibiela
Józef Wybicki
Co dalej z „Gwarkami”?
Wyrósł w Tarnowskich Górach
Spotkania z Donnersmarckami
Kopanina
Kozie
Wielki pożar w roku 1746
Dobry czy zły margrabia?
Miejsce magiczne
Rozmyślania o Górnym Śląsku
Historia Parafii Św Jana Chrzciciela i św Kamila cz.III
Smok i święty
Tarnogórski park
Świątynia kolejarzy
 

 

Co dalej z „Gwarkami”?

Od kilku już lat poddawany jest w wątpliwość sens organizowania największej i najważniejszej tarnogórskiej imprezy w jej dotychczasowym kształcie.
 


Rok temu rozpisano nawet ankietę na ten temat i skierowano ją do mieszkańców. Rada Miejska pod koniec 2003 roku, po pierwszym czytaniu projektu budżetu, postanowiła nie przeznaczać na ten cel żadnej kwoty. „Dni Gwarków” w następnym roku się jednak odbyły, pochód się udał, pogoda dopisała, ludzi było mnóstwo. Skąd więc biorą się te nieprzychylne imprezie głosy i opinie? Myślę, że pochodzą one od osób, dla których „Gwarki” to coś więcej niż kolejna pozycja w kalendarzu rozrywkowo-kulturalnym.



Coraz mniej tarnogórzan zdaje sobie sprawę z ogromu przedsięwzięcia, jakim prawie 50 lat temu było stworzenie corocznej imprezy kulturalnej i promocyjnej pod nazwą „Dni Tarnogórskich Gwarków”. Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Tarnogórskiej dokonało rzeczy prawie niemożliwej. Organizacja społeczna – garstka zapaleńców, wykreowała coś, co rozmiarami, atmosferą, poziomem scenariusza prześcignęło wszystko, co działo się w tej materii w socjalistycznej Polsce. Skromny Komitet Organizacyjny zaprojektował i dał uszyć setki kostiumów, czuwał nad przebiegiem kilkudniowej imprezy, zaangażował czołowych artystów. Sam pochód historyczny i sprawy z nim związane, to odrębna opowieść. Udział w pochodzie był zaszczytem. W stroju burmistrza Gruzełki kroczył aktualny włodarz miasta, w szaty dawnych rajców ubierali się radni, a nie tak jak dzisiaj – pierwszy lepszy nastolatek. Role Marysieńki, Sobieskiego, Sedlaczka i innych przypisane były do konkretnych osób na wiele lat, i nie były to osoby przypadkowe.

Był to więc spektakl barwny, pouczający, promujący historię miasta, a z uwagi na biorące w nim udział osoby – wesoły, towarzyski happening. Jednocześnie tak oryginalny, że potrafił ściągnąć turystów z daleka. Nic więc dziwnego, że we wszystkich zakątkach kraju, miasto nasze kojarzone było natychmiast z „Gwarkami” ( i z „Sedlaczkiem”- ale to już inna historia). Aktywność mieszkańców nie ograniczała się do uczestnictwa w pochodzie i współorganizacji „Dni Tarnogórskich Gwarków”. Społeczną także inicjatywą utworzono Muzeum, otwarto Kopalnię Zabytkową i Sztolnię Czarnego Pstrąga. Na cały Śląsk zasłynął klub dyskusyjny „Inter – Club”, później o nazwie „Czarny Pstrąg”, rozsadnik kolejnych pomysłów kulturalnych. Jeśli dodamy, że wrzesień obfitował wtedy w wystawy nie tylko plastyczne, pokazy filmów, sesje naukowe, oczywistym wyda się fakt, że przez dziesiątki lat Tarnowskie Góry promieniowały kulturalnie na cały Śląsk, a poczynania ich mieszkańców (co także, choć przy mniejszych zasługach, obejmowało władze) były stawiane za wzór.

Zabytkowe miasto pełne twórczego fermentu – „ mały Kraków”. Co pozostało z tych lat, z tej atmosfery? Z klimatu sprzyjającego kulturalnym pomysłom i społecznym inicjatywom nie pozostało nic. Na papierze coraz większy nacisk kładzie się na współpracę z organizacjami pozarządowymi ( społecznymi), w praktyce pozostawione są same sobie. Mieszkańców ogarnęło zniechęcenie i apatia. Nie bez wpływu ( chyba decydującego) jest tu sytuacja polityczna i gospodarcza. Trudno poświęcać swój czas dla idei, gdy w każdej chwili można stracić pracę. Czy warto włączać się w realizację szczytnych zamierzeń, gdy wokół panoszy się fałsz i korupcja? Zadłużone miasto nie jest w stanie być mecenasem kultury z prawdziwego zdarzenia.

Pod tą warstwą rezygnacji i obojętności dostrzec można jednak pokłady ludzkiej aktywności i chęci do działania. Kilka społecznych inicjatyw ( jak chociażby Stowarzyszenia „Serdeczni”, czy „Śląskiego Dzwonu Nadziei”) pozwoliło zasygnalizować te źródła energii. Aby je wyzwolić ku większemu pożytkowi, potrzebny jest potężny impuls. I postawa władz powiatu i miasta bardziej przychylna ciekawym i nietuzinkowym pomysłom.



Pozostały wszak „Gwarki”. Z niepowtarzalnego jednak gdzie indziej, imponującego święta miasta, stały się imprezą jakich wokół wiele. Z wyjątkiem pochodu. Choć i w innych miastach zaczynają w dniach ich święta przeciągać korowody – nasz, i ze względu na tradycję, i ze względu na rozmiary, nie ma jeszcze sobie równych. Nie staje się jednak coraz lepszy, mało tego, jego część historyczna, z braku strojów, rekwizytów – krótko – pieniędzy, z roku na rok jest coraz skromniejsza. Trzy dziewczyny na koniach w rozlatującej się misiurce i z wystrzępionymi skrzydłami są - wobec kilkudziesięcioosobowego oddziału wąsatych husarzy sprzed iluś tam lat – wymownym symbolem. To, że tegoroczny pochód spotkał się z pochlebnymi opiniami i trwał bardzo długo, to zasługa młodzieży i jej pomysłowego, żywego przedstawienia krajów Unii Europejskiej. Wróćmy w nim jednak do tego co najważniejsze, co jest istotą „Gwarków” i pochodu: do atrakcyjnego i czytelnego ukazania historii naszego grodu.

Powie ktoś: jak uformować korowód historyczny składający się z wyrazistych grup tematycznych w sytuacji, w której kostiumów ubywa, a na ich zakup, czy uszycie nie ma pieniędzy. Przedstawiam więc konkretną propozycję: widziałem poza Polską sporo pochodów historycznych. We wszystkich poszczególne fragmenty organizowane były, sponsorowane i firmowane przez przedsiębiorców, dzielnice, instytucje. Jestem przekonany, że w atrakcyjnym przygotowaniu części pochodu obrazującej tragiczny okres w historii miasta – czas pożarów, epidemii i głodu, znaczący udział wezmą strażacy i przedstawiciele środowiska medycznego. Pamiętam, jak chcąc przedstawić w pochodzie najnowszą historię miasta – lata stanu wojennego, udałem się do komendanta policji (jeszcze rok wcześniej – milicji). Z ochotą wziął na siebie trud wypożyczenia mundurów i „akcesoriów” ZOMO i przyoblekł w nie swoich funkcjonariuszy. Nie była to łatwa decyzja. Wywołała jednak oczekiwany efekt – zaświadczyła o więzi nowych służb ze społeczeństwem i stanowiła okazały (choć szokujący), fragment pochodu. Biorąc pod uwagę ilość widzów i stałą jednak obecność ekip telewizyjnych, nie przewiduję większych trudności w pozyskiwaniu sponsorów i w stworzeniu oryginalnego i niespotykanego gdzie indziej widowiska. Pod jednym wszakże warunkiem: że w organizację „Dni Tarnogórskich Gwarków” włączą się powszechnie mieszkańcy miasta, że wezmą w nich aktywny udział. Czy przybierze on formę uczestnictwa w zabawach w strojach z epoki, jak dzieje się to we włoskich miastach i na zachodzie Europy – to zależy już od samych mieszkańców i wybranego przez nich Komitetu Organizacyjnego. Pieczę zaś organizacyjno-prawną i finansową sprawować powinno Starostwo Powiatowe i Urząd Miasta Tarnowskie Góry. Może taki sposób organizacji „Gwarków” będzie tym przysłowiowym impulsem, który nie tylko uświetni tę tradycyjną imprezę, lecz także wyzwoli aktywność i inicjatywę tarnogórzan. Bez niej bowiem, jak zaświadcza o tym historia i konkretne przykłady, nie ma szans, by miasto wydobyło się z oparów przeciętności i stagnacji, w jakich tkwi z górą 20 lat. Z pozycją miasta jako jednego z ośrodków kulturalnych w regionie rzecz się ma tak - jak z restauracją „Sedlaczek”. Z renomowanego i stylowego lokalu zostało to, co każdy widzi.

Tekst ten dedykuję Stowarzyszeniu Miłośników Ziemi Tarnogórskiej z okazji 50-lecia. Jeśli gdzieś jeszcze wygłaszane są opinie komplementujące miasto i jego mieszkańców, to jest to wyłącznie Jego zasługa. Pozdrawiam też członków Związku Górnośląskiego, którzy w początkach lat 90-tych wraz ze Stowarzyszeniem organizowali społecznie, bez grosza dotacji ze strony miasta „Święto Gwarków” ( w tym raz dwutygodniowe). Serdecznie zapraszam do dyskusji. Temat – choć dotyczący jednej imprezy kulturalnej, posiada więcej znaczeń i ma istotny wpływ na dalszy rozwój miasta, kształtowanie jego wizerunku – na pogodniejsze w nim życie.

Jan Hahn
fot. ze zbiorów autora

 

 

Na księgarskiej półce

W poszukiwaniu historycznej prawdy

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa