Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 13

N U M E R  1 4  -   1 0   W R Z E Ś N I A   2 0 0 4 r.

 Montes Nr 15

 

75 lat temu
„Gaude Mater Polonia”
Juliusz Kapuściok
Hrabianka Henckel, teściową Goethego
Pielgrzymka do Częstochowy
Polskie fortyfikacje obronne
Wspomnienie o 11. Pułku  Piechoty
Z kart tarnogórskiego Bractwa Strzeleckiego
Śląsk w europejskiej wspólnocie cz. III
Laryszów
Wuj wielkiego księcia
Historia Parafii św Jana Chrzciciela i św Kamila cz.II
Rys historyczny wodociągów cz.XIII
Rozmyślania o Górnym Śląsku
Zaczęło się w Tarnowskich  Górach
Niezwykły etnolog z Boruszowic
 

CZĘŚĆ III

Śląsk w europejskiej wspólnocie

Szczyty artyzmu osiągnęła na Śląsku grafika użytkowa. Do dziś można podziwiać piękne przykłady kartografii i litografii. W Kowarach istniała cała grupa litografów, tworzących widoki Śląska. Najwybitniejszy z nich – Ernest Knippel zainteresował się pejzażem przemysłowym.


Ernest Wilhelm Knippel. Litografia Katowic z połowy XIX w.

Ręcznie kolorowane litografie przedstawiające widoki górnośląskich miast z połowy XIX wieku coraz częściej pojawiają się na kalendarzach i widokówkach. Fryderyk Bernard Werner (1690-1776) urodzony pod Kamieńcem Ząbkowickim, inżynier wojskowy, topograf i wspaniały rysownik zostawił ponad 1000 (!) rysunków miast, wsi i pojedynczych obiektów na Śląsku, mających dziś wartość bezcenną. Podobnym zapomnieniem u potomnych „nagrodzony” został Augustyn Weltzel z Tworkowa na Górnym Śląsku. Ksiądz ten znalazł czas na napisanie kilkudziesięciu szczegółowych monografii miast, miejscowości i wsi na naszej ziemi. Nazywano go „śląskim Tacytem”. Od niedawna nieśmiało ukazują się, wydawane w skromnych nakładach, tłumaczenia jego prac (jeszcze gorzej jest z naszymi, tarnogórskimi kronikarzami: Winklerem i Paulem Kloze).

W zdrowej rywalizacji objawiały się prawdziwe talenty, takie jak choćby Teodora Kalide i Augusta Kissa. Rzeźby tego pierwszego, urodzonego w Królewskiej Hucie (ochrzczonego w Tarnowskich Górach – w parafii jego matki), należały do ulubionych - królowej brytyjskiej i Fryderyka Wielkiego. Marzył jednak o konnych pomnikach władców. Konkursy na nie wygrywał jednak Kiss z Paprocan. O ile jednak pomniki Kissa zostały wszystkie zburzone, to rzeźby Kalidego przetrwały w Gliwicach, w Chorzowie i w Strzelcach Opolskich, a nawet niedawno przywrócono w Chorzowie jego pomnik Redena.


A. Menzel. Walcownia żelaza

Z malarzy za najwybitniejszego twórcę epoki nowożytnej uważa się Adolfa Menzla. Tworzył on w Berlinie, jednak obok obrazów śląskich sukcesów Fryderyka II, potrafił też namalować walcownię w Królewskiej Hucie. Nazwisko Hansa Bellmera znane jest każdemu znawcy sztuki na świecie. Jest uważany za jednego z największych twórców XX wieku, a jego prace stanowią atrakcję największych muzeów świata. Choć największe swe dzieła ( słynne „Lalki”) stworzył w Paryżu, to zaczynał w Katowicach. Dużą sławę osiągnął w XX wieku Bronisław Wojciech Linke. Współpracował bowiem bardzo ściśle z przedwojenną i powojenną władzą na Górnym Śląsku. Nie czynił tego, ba, zaliczał siebie do Niemców, Józef Machwitz. Jego talent, cyzelowany na akademiach kilku miast Europy (choć żadnej nie skończył) zaczynamy dostrzegać. W 2004 roku odbędą się aż 2 jego wystawy: w Muzeum Śląskim i w Muzeum w Tarnowskich Górach. Niezrównane są także rysunki i drzeworyty Pawła Stellera.
 


Chłopiec z łabędziem,
Chorzów pl. J. Matejki
-
foto Grzegorz Pawełczak


Pomnik Redena w Chorzowie


Budowniczowie i architekci z miast śląskich w czasach nowożytnych dorównywali kunsztem swym średniowiecznym i renesansowym poprzednikom. Wystarczy spojrzeć na zachowane jeszcze pałace, kamienice Bytomia, Gliwic, Katowic, dworce we Wrocławiu i Katowicach, a także budynki fabryczne. Na przełomie XIX i XX wieku powstał śląski styl w architekturze. Ukazany został całym Niemcom na wystawie stulecia w 1913 roku. Jego symbolem stała się „Hala Stulecia” we Wrocławiu – obecnie zwana „ludową”. Twórcą jej był Max Berg, obok Hansa Poeltziga najwybitniejszy architekt tego okresu. Pochodzący z Zabrza architekci kończyli pod koniec XIX wieku katedrę w Kolonii. Najwięcej pochwał i rozgłosu uzyskał Karol Gothard Langhans ( 1733-1808) urodzony w Kamiennej Górze, tworzący we Wrocławiu, wybitny twórca niemieckiego klasycyzmu, budowniczy Bramy Brandenburskiej.

Jako wybitny poeta śląski, jeden z największych liryków późnego romantyzmu, popularny w całych Niemczech, zapisał się Josef von Eichendorff z Łubowic na ziemi raciborskiej. Głośny też był autor wielu sztuk dramatycznych, powieści z życia śląskiego i wierszy pisanych śląskim dialektem: Karl von Holtei. Prześladowany przez władze za swe poglądy i usunięty z uniwersytetu był Hoffmann von Fallersleben, zbieracz śląskich pieśni ludowych i autor pieśni, która stała się niemieckim hymnem narodowym ( której słowa, przy uważnej lekturze nie mają nic wspólnego z szowinizmem – jak starano się nam wmawiać).

Czytający te słowa mogliby powiedzieć: a gdzież tu miejsce dla wybitnych krzewicieli polskości na Górnym Śląsku, dla Lompy, Ligonia, Stalmacha, Miarki, Damrota, Bończyka? Owszem, położyli zasługi w krzewieniu polskości, rozwoju czytelnictwa w tym języku, toteż w każdym mieście są ulice nazwane ich imieniem. Różnica zaś między nimi, a wymienionymi wyżej skazanymi na zapomnienie twórcami polega na tym, że śląscy pisarze niemieckojęzyczni miejsce w literaturze niemieckiej (czołowej wszak w Europie) zdobyli sobie talentem i oryginalnością (warsztatu literackiego, czy też sposobem opisywania śląskich problemów), pisarze polskojęzyczni dostali się do podręczników w nagrodę za sam fakt pisania w tym języku, za postawę budzicielską. Literatura w języku polskim, to utwory prawie wyłącznie o charakterze popularnym: teksty moralizatorskie, zbiory pieśni kościelnych, kalendarze dla ludu. Sztandarowa postać tej literatury – Józef Lompa – by zachęcić do czytania polskiego, pisał utwory nawiązujące do niemieckiej literatury straganowej, takie, jak: „Historia o Gryzeldzie i margrabi Walterze”, czy „Historia o pięknej Meluzynie”. Niestety, to on jest patronem szkół i ulic, króluje w podręcznikach.

Aż strach człowieka ogarnia, gdy wyobrazi sobie, że jakiś cudzoziemiec zechce zacytować fragmenty najważniejszych dzieł najwybitniejszego (zdaniem podręcznikowej, oficjalnej jeszcze nauki o literaturze śląskiej) XIX wiecznego śląskiego pisarza! I broń Boże nie chcę tu deprecjonować i umniejszać zasług Lompy. Z pewnością sam by się zdziwił, gdyby zobaczył jakim celom i do jakich kampanii wprzęgnięto jego proste i pożyteczne pisanie. Bo prawdziwa śląska literatura, z której możemy być dumni, którą możemy się szczycić i cytować w różnych językach to: laureat nagrody Nobla Gerhard Hauptman, którego „Tkaczy” pisanych w śląskim dialekcie grywano na wielu scenach, Gustav Freytag – autor powieści „Soll und Haben” ( o życiu mieszczańskiego Wrocławia), która była bestsellerem swojej epoki, to Arnold Zweig z Katowic, którego „Spór o sierżanta Griszę” zdobył światowy rozgłos ( rusofilskie sympatie autora sprawiły, że w krajach socjalistycznych trafił do kanonu lektur), to Max Tau z Bytomia, zmarły w 2003 roku Heinz Piontek z Kluczborka, kontrowersyjny i dwujęzyczny August Scholtis, którego „Ostwind” został ostatnio nareszcie przetłumaczony i wydany w niewielkim nakładzie przez opolskie Konwersatorium im. J. von Eichendorffa, Hans Lipinsky – Gottersdorf z Leśnicy pod Górą św. Anny, to najsłynniejszy żyjący śląski pisarz i grafik - Janosch ( Horst Eckert), twórca kultowego „Holonka“, to wreszcie Horst Bienek – jedyny pisarz niemieckojęzyczny, którego spuściznę literacką przetłumaczono ostatnio prawie w całości.

Mówiąc o nauce czasów nowożytnych i o znaczeniu w niej Ślązaków, najczęściej wymienia się laureatów Nagrody Nobla, pochodzących z Dolnego i Górnego Śląska. Z pewnością zestawienie to robi duże wrażenie. Niewiele krajów, nie mówiąc już o regionach, może się poszczycić taką ilością zdobywców tej nagrody ( choć wymienianych jest aż 11 laureatów, nie wspomina się fizyka F. Lenarda, chemika E. Buchnera, głośnego historyka Teodora Mommsena czy najgłośniejszego z nich, Roberta Kocha, – też laureatów Nagrody Nobla - studiujących i pracujących dłużej, czy krócej we Wrocławiu). A przecież np. matematycy Nagrody Nobla nie otrzymują. Bo gdyby taka dziedzina była, to przynajmniej kilku matematyków ze Śląska by ją otrzymało. Przede wszystkim Richard Courant. Urodzony w Lublińcu, był blisko spokrewniony ze świętą Edytą Stein (była jego siostrzenicą ). Kolegami w gimnazjum klasycznym we Wrocławiu byli Max Born i Otto Stern – późniejsi laureaci Nagrody Nobla z fizyki. Po studiach we Wrocławiu przeniósł się do Getyngi, która od czasów Gaussa była wiodącym na świecie ośrodkiem matematycznym. Jego studentami byli najwybitniejsi atomiści początku XX wieku, między innymi jeden z twórców bomby atomowej -–Robert Oppenheimer, oraz przyszła noblistka z Katowic: Maria Göppert-Meyer. Z Getyngi na chwilę wrócił do Lublińca, by podczas plebiscytu zagłosować za przyszłością Górnego Śląska. Namówił zresztą do tego swych kolegów – naukowców Ślązaków. Po dojściu Hitlera do władzy wybrał z wielu ofert Uniwersytet w Nowym Jorku, gdzie zastosował do badań pierwszy na świecie komputer. Innymi wybitnymi matematykami byli: Herman Kober z Bytomia, Theodor Kaluza z Raciborza i Ernst Steinitz z Laura Huty (Siemianowic).


Kurt Alder

Jego z kolei studentem w Kilonii był Kurt Alder z Chorzowa – noblista z chemii. Jego nazwisko jest powszechnie znane matematykom na całym świecie. Tak zresztą jak i szachistom. Na przykładzie wymienionych wyżej matematyków widać wyraźnie: po pierwsze – jakie talenty zrodziła śląska ziemia, po drugie – ile mamy jeszcze do zrobienia, by wydobyć ich nazwiska i osiągnięcia z zapomnienia, na które skazała je komunistyczna władza realizująca swe narodowe cele. Powoli zaczyna się mówić o pionierach przemysłu, wprowadzających do gospodarki najnowocześniejsze na świecie rozwiązania, takich jak Reden, Wedding, Baildon, założycielach miast: Grundmannie i Holtzem, wynalazcach, jak Tropplowitz (właściciel patentu na krem Nivea i Leukoplast), wybitnym zoologu – Bernardzie Grzimku, sportowcach, politykach, aktorach. Najbardziej optymistycznym zjawiskiem jednak w tym względzie jest oddolna inicjatywa młodzieży. W małej miejscowości na Ziemi Lubuskiej, uczniowie jednej ze szkół, dzięki swemu nauczycielowi dowiedzieli się, iż w ich miejscowości urodził się hrabia Brühl (minister z czasów saskich, znany chociażby z powieści: „Hrabina Cosel”). Postanowili jego imieniem nazwać szkołę. Stoczyli zwycięską w rezultacie walkę z przeciwstawiającą się temu miejscową radą. W Gliwicach młodzież zainteresowała się zdewastowanym grobowcem i historią życia jego „lokatora”. Uporządkowała grób i zbiera informacje o czasach, w których powstał.

Wszystkich tych wybitnych synów śląskiej ziemi socjalistyczna nauka i kultura, ze względu na ich niemieckość, skazała na zapomnienie. Lecz i w III Rzeczpospolitej nie wszyscy rozumieją specyfikę trójnarodowego pogranicza. Znamy perypetie z ustawieniem pomnika Redena, mimo mnożących się na łamach prasy dyskusji na temat zasług założycieli i budowniczych Katowic, wciąż brakuje miejsca na jakąkolwiek tablicę ku ich czci. Ulice i szkoły noszą imiona ludzi, którym Śląsk nic nie zawdzięcza, lub zawdzięcza to, że wskutek ich działań doszło do jego podziału. W oceanie zapomnienia natomiast pogrążone zostały jednostki wybitne, których zasługi dla Śląska są bezsporne, o których w innych krajach pisze się tomy, a na ich rodzinnej ziemi wspomina je garstka specjalistów. Nie wiem, czy najwięcej w dziele przywracania pamięci o wybitnych Ślązakach, nie uczynił ostatnio Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej poprzez swój projekt „Historia lokalna na przykładzie wybranych powiatów, miast i gmin”. Spotkania w Katowicach, Raciborzu i w Tarnowskich Górach przybliżyły ich uczestnikom sylwetki kilkunastu wybitnych mieszkańców tych miast, stworzyły na łamach prasy twórczy ferment, stanowiły wspaniałą obietnicę na przyszłość. Coraz więcej ludzi jest przekonanych co do tego, że w dobie obecnej, traktowanie historii i kultury Śląska polonocentrycznie, jednonarodowo, jest zakłamaniem i anachronizmem.

Język i deklarowana przynależność do kultury narodowej nie może stanowić o ocenie wielkości dokonań i zachowań człowieka. Carl Ulitzka był równie wielkim człowiekiem jak Wojciech Korfanty niezależnie od tego jak historia potraktowała ich ideały. Cieślik był równie wspaniałym piłkarzem jak Wilimowski, mimo, że stanowili podporę reprezentacji dwu różnych państw. Eliminowanie ze śląskiego areopagu sław Niemców, Żydów i Czechów jest czystym szowinizmem, działaniem na szkodę regionu i jego mieszkańców.
Wszystko zmierza jednak do tego, że doczekamy się wiarygodnego śląskiego słownika biograficznego, obiektywnej historii Śląska, wielu dalszych prób wydobycia z zapomnienia postaci wybitnych Ślązaków. Mniejszym optymistą jestem w przypadku edukacji regionalnej. Czy nauczyciele są przygotowani do swego zadania? Przede wszystkim – czy są do niego p r z e k o n a n i? Odpowiednie materiały i fakty zawsze można wydobyć, tylko czy się tego chce? Nauczyciel święcie przekonany o „odwiecznej polskości ziem nad Odrą i Nysą” prawdy o Śląsku młodzieży nie przekaże. Chcąc więc młodemu pokoleniu przedstawić prawdziwy obraz regionu musimy po pierwsze: zadbać o właściwy zestaw i dobór materiałów edukacyjnych, po drugie: mieć baczenie na dobór kadry pedagogicznej realizującej cele edukacji regionalnej.

Tekst ten powstał z potrzeby określenia najważniejszych tematów, jakie pojawiać powinny się w nauczaniu o Śląsku. Tematów dotychczas nieobecnych, pomijanych lub traktowanych zbyt ogólnikowo. Zagadnień, bez których szerokiego omówienia, historia i kultura Śląska będzie uboga, nie odzwierciedlająca znaczenia i aspiracji tego regionu. Przede wszystkim zaś został napisany, by zadać kłam lansowanym powszechnie ( nawet przez tzw. „śląskie autorytety”) tezom, że Śląsk nie mógł aspirować do wyższej formy samorządności, gdyż nie posiadał intelektualnych i kulturalnych elit. Elitami takimi dysponował w przeszłości w nadmiarze i mógł nimi obdzielać dowolnie wybrane, dużo większe ziemie. To, że przedstawiciele tych elit nie zawsze mówili i pisali po polsku – to już całkiem inna historia.

Jan Hahn

 

 

  

Śląsk...

  CZĘŚĆ I
CZĘŚĆ II
CZĘŚĆ III

Z dziejów Rept Śląskich

Szkoła w Reptach
Krótka historia straży

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa