Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 12

N U M E R  1 3   -   9   K W I E T N I A   2 0 0 4 r.

 Montes Nr 14

 

100 lat temu
Teofil Królik
Henckel kuzyn Bourbonów i Habsburgów
Szkolni inspektorzy cz.IV
Pierwszy kronikarz miasta
Od ognia i wody
Stary zamek w Tworogu
Nieuczciwi szynkarze
Leśnie opowieści czyli myśliwi, kłusownicy i przemytnicy
Kolejarze tarnogórskiej kulturze cz.V
Poszperajmy w Adresbuchu
Tarnogórski ślad Ballestremów
Dzieje Bractwa Strzeleckiego w Tarnowskich Górach
Wincenty z Kielczy
Fryderyk Ludwik zu Hohenlohe
Śląsk w europejskiej wspólnocie cz. II
Miedary... od miodu
Rys historyczny wodociągów cz.XII
Towarzystwo Muzyczne im. Adama Mickiewicza
Edukacja regionalna
Rozmyślania o Górnym Śląsku
Tauern – syn Donnersmarcka
Historia Parafii Św Jana Chrzciciela i św Kamila
Wznieśmy pomnik Książąt Założycieli
Nasz Dom                        na Ratuszowej 7
 

 

Poszperajmy w Adresbuchu

Tym razem zaciekawieni przewracamy kartki Adresbucha miasta Tarnowskie Góry z 1911/12r. Piekarz Balla figuruje oczywiście przy ul. Gliwickiej 9, a samych piekarzy miasto ma już 21. Lekarzy 7-miu w tym słynny wówczas, a cieszący się wielką estymą Dr Gurecki i lekarz powiatowy Dr Weczerek.

Graf Friedrich Wilhelm Limburg Stirum Starosta mieszka przy ul. Hugostrasse 2 wraz z assesorem von Brockhusenem, Flegelem woźnicą, i gospodarzem domu Klauthem, Wliczając w to kucharza, pomoce domowe i ogrodnika, dzisiejszy Starosta wypada skromnie. Burmistrz Richard Otte zamieszkuje Rynek nr 4. Jego świta też nie była skromna. Pod tym adresem mieszkał również Weismann Geschaftsführer.

   

   
Reklamy tarnogórskich firm z początku XX wieku

Z reklam wyłaniają nam się znane firmy, o których mówiono jeszcze długo po wojnie, a niejedno urządzenie zainstalowane w mieszkaniach tarnogórzan przypominało przez lata o firmach choćby Roberta Stillera z ul. Nakielskiej 15, czy o firmie Suchetzkiego typowego biznesmena na Kaczyńcu 16. Wielkie warsztaty naprawcze Suchetzkiego, remontujące automobile, rowery, maszyny do szycia rozsiane były na Śląsku, a wykonywano też w firmie instalacje sanitarne. Nowoczesne łazienki, instalacje toalet na klatkach schodowych (wasserklozety), instalacje wodociągowe i wszelkie usługi ślusarskie cieszyły się dużym powodzeniem.

Znanym dekarzem był August Lischka. Kilka reklam w Adresbuchu ma Julius Boehm. Jego firma miała kilka znanych placówek handlowych, na Rynku palarnia kawy w bogatym wyborze, konkurencyjnych cenach, sklep delikatesowy z czekoladami, kakao, konfiturami, likierami, winami, tabaką i tytoniem. Po hawańskie cygara chodziło się właśnie do Boehma.

Teodor Böhme natomiast miał sklep kolonialny na ul. Krakowskiej 11 oraz hurtownię i palarnię kawy. Handlował wyrobami metalowymi, narzędziami, urządzeniami dla biur, meblami z metalu w tym żelaznymi łóżkami z mosiężnymi ozdobami. Miał bogaty wybór zastawy stołowej znanej firmy Solinger i wiele innych wyrobów artystycznych z kutego żelaza.

Kupcy konkurowali pięknymi wystawami, szyldami i pomysłowością. Na ul. Krakowskiej 16 miał swoją wrocławską piekarnię Wilhelm Schoen. Cukiernia i kawiarnia cieszyła oczy pięknym wystrojem i wspaniałymi wyrobami cukierniczymi, choćby wspomnieć miodowe ciasto, galaretki, marmoladki i lody.

Sedlaczek jak przystało na szanującą się firmę, którą kierował Karl Loeprecht i Paul Lunow reklamuje się szeroko. Ma swoje firmy w Chorzowie, Zabrzu. Z Węgier sprowadza Tokaj i inne wina. Probiernia wina Sedlaczka cieszyła się dużym powodzeniem, niejeden tarnogórzanin wytaczał się z historycznego budynku podśpiewując.

Fabryka Mebli Carla Dominika założona w 1886 roku mieściła się przy Wilhelmplatzu. Można tam było zamówić meble skromne, ale i najwyższej jakości, najdroższe, rzeźbione, złocone, z antycznymi główkami, mosiądzem, ba srebrem nawet. Były intarsje ze scenami myśliwskimi i historycznymi.

U Dominika kupowało się dywany, zasłony i tapicerkę z własnego warsztatu, oferował wszelkie roboty dekoracyjne. Dekoracje w mieszkaniach przy zakupie mebli - gratis.

Otto Grune z ul. Krakowskiej 17 miał sklep z farbami, szczotkami, pędzlami. Handlował tapetami, ale też warzywami i owocami. Te ostatnie w słojach. Krakowska nr 6 to drogeria Franza Lowickiego z telefonem 1017. Lowicki handlował też aparatami fotograficznymi. Józef Wilsch pod numerem 18 wystawiał piękne obuwie tzw. „Salamander-stiefel”. Luksusowe obuwie Panie i Panowie kupowali przybywając z pobliskich pałaców. W magazynach Wilscha były promocje, a wybrane buty można było zamówić na miarę, a nawet potem reperować.

Krakowska nr 2 to Delikatesy - Eugena Ganitty. Któż nie pamięta sklepu na „Ganitowym”? Wyborny asortyment owoców południowych, konserw i konfitur zjednywał mu klientów z miasta ale i okolicznych wsi. „Ida do Ganity” znaczyło, że kupi się coś wyśmienitego. Wiele lat po wojnie kupowało się jeszcze „u Ganity”.

Ślusarz Meiser parał się wyrobem wszelkich żeliwnych urządzeń jak bramy, schody, lady sklepowe, ozdobne kraty okienne, balustrady, ogrodzenia, i obramowania grobów. Jego zakład naprawczy ratował niszczejące, rdzewiejące urządzenia.

Znany fryzjer Julius Nowak przy Krakowskiej 14,wyczyniał na głowach Pań i Panów prawdziwe cuda. Fryzury Pań były niezwykle piękne zważywszy, że nasze prababki miały wtedy gęste i zdrowe włosy, co widać na starych zdjęciach i widokówkach. Upięty misternie stylowy kok, na który wkładało się olbrzymi kapelusz, stylowy strój, składał się na wielką elegancję w tamtych czasach. Brody i wąsy Panów wymagały specjalnej obróbki, ba! Były bindy na wąsy, specjalne kremy i brylantyny dla utrzymania niesfornie sterczących wąsów w karności. Nowak sprzedawał też specjalne filiżanki, ochraniające wąsy przed zamoczeniem w kawie czy mleku. Był artystą fryzjerem, którego zapraszano przed spektaklami teatralnymi. Charakteryzował i czesał artystów. Manicure i pedicure, ondulacje, farbowanie, kosmetyczny salon piękności z masażami twarzy i parówkami, to nie wszystko. Miał jeszcze ogromny wybór peruk, które sprowadzał z Niemiec. W salonie piękności Nowaka stosowano modną wówczas metodę masażu i pielęgnacji cery Heinricha Simonsa z Berlina.

Na Krakowskiej nr 5 delikatesy Josefa Heidricha z palarnią kawy. W ogóle w owym czasie w mieście pachniało kawą. Palarnie skutecznie zachęcały swoistym aromatem wiszącym w powietrzu do wstępowania po nią, albo do goszczenia w kawiarni. Kawoszy wciąż przybywało.

Ogrodników w mieście było 2-ch. A.Hillmann hodował kwiaty, drzewka i krzewy a siedzibę miał na Karłuszowcu, sklep natomiast na Krakowskiej nr 2. Drugie ogrodnictwo prowadziła Margarete Schieber. Wiązanki ślubne kupowało się właśnie u nich. Tam też zamawiało się wianki mirtowe.

W mieście było wielu krawców i krawcowych. Nie wszyscy mieli maszyny do szycia. Usługi krawieckie obejmowały cały asortyment bielizny pościelowej, ubrań i wszelkiej potrzebnej wtedy garderoby, również naprawę. Długo po wojnie wspominano Feliksa Rutkowskiego „Pod laubami” i jego wyroby spirytusowe. Pranz Krauss znany do dziś z fotografii miasta. Jego Atelier „Ideal” mieściło się na ul. Strzeleckiej. Do dziś wspominany jest Malermeister Wilhelm Sornik. Malował plafony w kamienicach bogatych tarnogórzan, klatki schodowe malowane przez niego to prawdziwe dzieła sztuki. Zachowany fragment plafonu z amorkami w jednej z kamienic to prawdopodobnie jego malowidło. Zakładów malarskich było w mieście 11, w tym co ciekawe prowadzone przez 2 Panie, Rudolfinę Nowak i Annę Węngrzik. Krakowska nr l. Tam królował Leo Perlberg. Piękny salon z konfekcją odwiedzany był przez tarnogórzan chętnie, a i przyjeżdżano by się tam ubrać z daleka powozami. Sprowadzał peleryny z lodenu z Monachium, w wielkim wyborze były krawaty, bielizna, kapelusze, oczywiście laski, parasole, rękawiczki i szelki czyli „Hosentregry”. Piękne cylindry i meloniki nosili tarnogórscy Panowie. Do tego laseczka, a w ustach cygaro. A pierwsza na Górnym Śląsku parowa farbiarnia odzieży, bielizny, rękawiczek pierza, i chemicznego czyszczenia, należąca do Konrada Wedricha która mieściła się na Rynku nr 10 w budynku u Joschta, to nowoczesność tamtych czasów.

Rynek nr 6 to Hermann Mitschkowski - ogromny wybór odzieży, bielizny, gorsetów tak potrzebnych do tuszowania obfitości. A restauracje i hotele? Hotel „Pod 6-ma lipami” Johanna Reimanna znany był w całym mieście i okolicy. Miał jeszcze 19 konkurentów. Hotel „Prinz Regent” należał do Samuela Perla, „Goldene Krone” do Benno Rothkegla. Żydzi czy to się nam podoba czy nie wpisali się w historię miasta złotymi zgłoskami. Wspomnijmy jeszcze restaurację dworcową z bardzo dobrą kuchnią i restaurację Wilhelma Schoena w której nie sprzedawano alkoholu. Restauracje goszczące wojsko były głośne, czasami strzelano, a bójki nie omijały najbardziej eleganckiego wnętrza. Życie kulturalne było na wysokim poziomie, restauracje miały swoich muzyków, był fortepian lub pianino. Strojeniem zajmowała się Pani Agnes Kolonko, a fortepianami handlował drukarz i księgarz Adolph. Usługi nie szwankowały. Również tarnogórzanki usiłowały zawładnąć trochę miastem. Wypadało to dosyć skromnie ale bez nich miasto miałoby trochę problemów. 4 kucharki obsługiwały wesela i inne uroczystości, piekły kołoc na zamówienia. Swojsko brzmiące nazwisko to Paulina Kowollik, a inne Panie to Hammer, Lineburg i Webs. Są akuszerki Pani Kopetzka, Kupka, Przybilla, Sobel, Wróbel i Werner. Paul Ledwa był koszykarzem. Wyplatał koszyki i wszystko co potrzebne było wówczas w gospodarstwie i na polu. „Dwuśnioki” duże kosze na kartofle szły jak woda. Kto nie znał po II-giej wojnie światowej Zakładu „Strancika”?. Było wtedy w mieście 6-ciu ślusarzy, i Wenzel Stranczyk. Jedyny natomiast dentysta Walter Worm, miał owszem konkurentów, ale na wsi.

Kowale rwali zęby bez znieczulenia, zwykłymi obcęgami, którymi przed chwilą wyciągali hufnal z końskiego kopyta. 3 magazyny trumien w tym doskonale prosperująca firma Alberta Stolarczyka z nowoczesnym zakładem pogrzebowym to też usługi.

Właściciele kamieniołomów James Bruck,czy znany Benno Cohn i Johann Paruzel, również właściciele cegielni Panofski, Katschinski, Krebs, Richard Linke to też wpis do dziejów miasta.

A Policja? O zgrozo! Było tylko 6-ciu policjantów którymi kierował Komisarz Piontek.

Lichtbild Theater przy ul. Krakowskiej 10 miał programy rodzinne, wyświetlano filmy artystyczne ze scenami historycznymi, przyrodą, sportem, obrazkami humorystycznymi. Były tam wieczory recytacji przy akompaniamencie muzyki, codzienne o 4-tej, w soboty i niedziele od 3-ciej. Teatr otwarty był do 11-tej wieczorem. Dyrektorem był Anton Brylla.

Odeszło stare, a nowe jawi nam się erzacem. Masło podbarwione sztucznie, ciasta też z dodatkami, mięso zawiera antybiotyki, a i wściec się można po wołowinie. Meble sączą nam w płuca formaldehyd. Wąchamy spaliny, decybele atakują nam uszy. Nawet kasztany sadzone przez Winklera w mieście zachorowały. Łza się w oku kręci. Żegnajcie, tarnogórzanie z 1911 roku. Adresowa książka jak kronika zachowuje nazwiska, historię i pamięć o przeszłości miasta. Nie zapominajmy o tym co odeszło.

Roman Wolniszewski

 

 

Herbarz Tarnogórski

Scholtz von Löwenckron

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa