Zamki i pałace

O nich zapomnieć nie można Herbarz tarnogórski

Montes Nr 10

N U M E R  11   -   2 0   K W I E T N I A   2 0 0 3 r.

 Montes Nr 12

 

Na profesorskim biurku
200 lat temu
Trzeci Ratusz
Zmienne losy Karłuszowca
Wielkanocne zwyczaje
Góra Grojec
Fryderyk Wilhelm hrabia von Reden
Car z wizytą
Ksiądz Franciszek Jastrzębski
Szkolni Inspektorzy cz.II
Biskup Nanker
Stary zamek w Tworogu
Wysiedlenia tarnogórzan
Czerwony krzyż
Śladami Kalidego
Loża Wolnomularzy -       Dom Ludowy
Bractwo Strzeleckie
Rys historyczny  wodociągów cz.X
Michał Dragan - tarnogórski karykaturzysta
Renata a sprawa Śląska
Burmistrzowie Tarnowskich Gór
Kolejarze tarnogórskiej kulturze cz.IV
To tylko legenda
Król August w Tarnowskich Górach
Winiarnia Sedlaczek
O śląskiej wspólnocie
Chrząszczewscy i Koschützki
 

 

O śląskiej wspólnocie

O ile trudno rozstrzygnąć, czy Ślązacy to naród, czy grupa etniczna, bezsprzecznym pozostaje fakt, że istnieje pewna szeroka wspólnota kulturowa, której na imię Śląsk.


Topienie marzanny. Początek XX wieku

Do tej wspólnoty należą zarówno Ślązacy od pokoleń zamieszkali na swej ziemi, jak i rozrzuceni po całej kuli ziemskiej, z własnej, lub wbrew swej woli. Przynależą do niej automatycznie, chcąc nie chcąc, gdyż mają to zakodowane w genach, lub określając to bardziej obrazowo – zamknięte w zakamarkach duszy. Sposoby wyrażania swojego stosunku do tej kwestii, bywały i są, różne. Jedni z faktu przynależności do tej wspólnoty stworzyli program swego działania, poświęcili mu całe swoje życie. Inni (dotyczy to na szczęście głównie czasu przeszłego) skrzętnie ukrywali swe pochodzenie, z obawy, by „śląskość” nie była przeszkodą w ich karierze zawodowej, czy towarzyskiej. Wyobrażenia owej wspólnoty kulturowej także bywają różne. Inaczej widzi Śląsk członek niemieckich ziomkostw, mający w oczach obraz z lat dziecięcych, inaczej Górnoślązak „obdarowany” wizą przez Gierka. Odmienne wspomnienia przechowują mieszkańcy nadodrzańskich nizin, beskidzkich lasów, przyfabrycznych familoków. Jedni trwają tu od pokoleń, zapisując na skórze i w sercu nieprzerwanie pogmatwany scenariusz śląskiego losu. Inni zmuszeni byli tęsknić. A tęsknota za stronami rodzinnymi, jak pisał Eichendorff: „Gdziekolwiek jesteś dopada cię wciąż od nowa, czy to przez otwarte okna, czy we śnie”. Musi wystarczyć wtedy marzenie o skrzydłach, jak w znanej piosence ludowej. Na szczęście ostatnio można już powracać. Na krótko, na dłużej, coraz częściej – na zawsze.

Wzywani jesteśmy, lub trzymani na miejscu przez jakieś magiczne zaklęcie, genius loci. Co sprawia, że mimo różnych doświadczeń życiowych, poziomu wykształcenia i wychowania, wieku i zamożności, docieramy do miejsc, by znaleźć się wśród ludzi, z którymi prawie wszystko nas łączy? Czy magię tą można określić, a więzy dostrzec?

Z pewnością Ślązaków łączy mowa. Nieważne, czy nazwiemy ją językiem, czy dialektem, czy jest charakterystyczna dla okolic Lublińca, czy Cieszyna. Dla Niemca zawsze brzmiała zbyt prostacko, zbyt polsko (wasserpolnisch). Polacy też słuchali jej z pogardą, narzucając jej status żargonu, charakterystycznego dla dołów społecznych i wypominając jej zbytnie nagromadzenie germanizmów. Jest gardłowa, twarda, mało śpiewna, inaczej rozkłada akcenty. Prawie niemożliwością dla przybysza jest nauczyć się nią władać. Wśród swoich działa jak papierek lakmusowy, jak hasło, jak znak rozpoznawczy, jak zaklęcie otwierające wnętrze ludzkie.

Odmiennego rodzaju więzią jest więź psychiczna, przechowywana w pamięci – przekonanie o wspólnocie losów. Wszystkich nas, Ślązaków, łączy „kompleks odwróconych pleców”, o którym tak często wspomina Kazimierz Kutz. Niektórzy badacze historii najnowszej Śląska nazywają ten stan świadomości „ syndromem zranionej pamięci”. Młody historyk z Uniwersytetu Warszawskiego – Lech M. Nijakowski wspomina wręcz o „ stygmatyzacji Ślązaków”. By nie być posądzonym o skłonność do rozdrapywania ran, przytoczę (za miesięcznikiem „Śląsk” – styczeń 2003) jego wypowiedź: „Widome znaki odmienności Ślązaków uzyskały w historii charakter stygmatów, i to w obu społeczeństwach – polskim i niemieckim. Stygmatyzacja wzmagała poczucie krzywdy i cierpienia. Stygmat jest negatywnie naznaczoną etykietą, która pozwala na identyfikowanie ludzi jako dewiantów. Naznaczenie ma charakter społeczny i dotyka ludzi jako członków grupy, a nie indywiduów. Spycha zarazem inne cechy na dalszy plan, a więc osoba stygmatyzowana jest postrzegana przez otoczenie przede wszystkim jako odszczepieniec”.

Piętnem, jakim obcy naznaczyli Ślązaków, była ich mowa, o której już wspomniałem, ale nie tylko. Dziwnymi dla napływowej ludności były imiona, obyczaje, np. świętowanie urodzin, zainteresowania. Cechy powszechnie uważane za szlachetne, u Ślązaków były deprecjonowane. I tak: pracowitość i szacunek do pracy zmieniała Ślązaka w oczach innych w „woła roboczego”, powszechną muzykalność i umiejętność gry na wielu instrumentach przedstawiano jako skłonność do jarmarcznej rozrywki. Szmirowatym gustem określano czystość i schludność wnętrz, połączoną z chwalebną potrzebą otaczania się rzeczami pięknymi (dla lokatora, nie według panujących mód).

Nie do przyjęcia dla mieszkańców pozostałych regionów Polski, był stosunek Ślązaków do II wojny światowej i lat bezpośrednio po niej następujących. Sprawa służby w Wehrmachcie i volkslist do dziś wywołuje emocje. Udziałem wielu żyjących jeszcze Ślązaków mogą być wspomnienia przytoczone przez wspomnianego Lecha Nijakowskiego: „Urodziłam się 30 stycznia 1933 roku. Aż do wkroczenia wojsk radzieckich przeżywałam razem z moim rodzeństwem szczęśliwe i bezpieczne dzieciństwo u boku moich rodziców.” Dla ludności rodzimej najcięższe ciosy zaczęły spadać po roku 1945, z rąk Armii Czerwonej i polskiej administracji. Były to: wygnanie (jako Niemców ), represje (obozy przejściowe, wywózka dziesiątków tysięcy górników do kopalń ZSRR), odmawianie praw obywatelskich (gdy pozwolono pozostać w Polsce).

W tym miejscu docieramy do najdelikatniejszej tkanki łączącej ze sobą Ślązaków – do czegoś, co potocznie nazywamy „bratnią duszą”, co można jedynie wyczuć i do czego trudno dotrzeć. Do serca Ślązaków odwoływał się już śląski poeta z okresu baroku Andreas Gryphius. Po zdziczeniu wojny trzydziestoletniej, która pozostawiła na śląskiej ziemi niezatarte rany, nawoływał do przebudzenia duchowego. „Przebudź się, serce moje i pomyśl ...” to jego, ostatnio często cytowane słowa. Nie wystarczy chłodna kalkulacja i rozsądek – pisał- trzeba sercem doświadczyć bezsensu wrogości, aby móc ją przezwyciężyć. Odwołując się do tych słów, czerpiąc dodatkowo z twórczości Angelusa Silesiusa (Johannesa Schefflera – pod wpływem jego mistyki pozostawał Adam Mickiewicz), najwięksi chyba żyjący intelektualiści śląscy – księża profesorowie: Alfons Nossol i jego uczeń i następca – Jerzy Szymik, dotarli do tajników śląskiej duszy. Arcybiskup Alfons Nossol rozumność serca i serdeczność rozumu, harmonię serca i myśli, określa terminem proprium silesiacum. Jest to, jego zdaniem, oryginalnie śląska synteza śląskości, możliwa do zaistnienia w tej formie tylko w tym miejscu Europy, dzięki dziejom, stykowi narodów i kultur, jakiejś też tajemnicy ukrytej za śląskim człowiekiem i czasem. Stąd bierze się pewnego rodzaju fatalizm i stoicyzm Ślązaków (przez niechętnych, ale i przez Michała Smolorza i Kazimierza Kutza określany często „dupowatością”), tym można wytłumaczyć rozwagę i akuratność mieszkańców tej ziemi, unikanie czułostkowości i niechęć do manifestowania swych uczuć, oszczędność w mowie i w gestach, uczciwość, prawdomówność i poczucie prostego honoru, wykluczające krętactwa, czy namolne prośby.

Urodzony we Wrocławiu Heinrich Mühlpfort (zwyczajem prawie wszystkich ówczesnych poetów przybrał przydomek Silesius), w 1675 roku wkłada w usta upersonifikowanego Śląska, następujące słowa ( przekład z łaciny): „Jestem dla Ślązaków kwiatem i ozdobą ziem, gwiazdą świata, jestem szmaragdem Europy, prawdziwą królową krain”. Nieprzypadkowo poeta przyrównuje Śląsk do szmaragdu, a nie do bardziej olśniewającego i cenniejszego diamentu. Szmaragd ma kolor zielony, lecz jego kryształki są żółte i niebieskie, ma wiele domieszek rozmaitych minerałów. W tym zespoleniu różnorodności tkwi jego wartość i piękno. Silesius już w XVII wieku zdawał sobie sprawę z istnienia wielkiej, uniwersalnej kultury rozwijającej się na Śląsku, różniącej się od kultur trzech sąsiadujących narodów: czeskiego, niemieckiego i polskiego. Czy mogą państwo wyobrazić sobie zawrotną karierę współczesnego poety, który by pisał pod pseudonimem „Ślązak”?. Prawda ta zaczyna torować sobie drogę do coraz szerszego kręgu umysłów. Dominuje jednak niestety teza, lansowana przez środowiska opiniotwórcze, że Śląsk to ziemia bez wyższej kultury, kojarząca się z kroszonkami, orkiestrami dętymi, kawałami Masztalskich i ludowymi śpiewkami. Uczyńmy wszystko, by odrzucić mamiącą siłę wetkniętych nam świecidełek i przywrócić prawdziwy blask szmaragdu!

Jan Hahn

 

 

 

Montes Tarnovicensis

Strona Główna ] Montes Nr 1 ] Montes Nr 2 ] Montes Nr 3 ] Montes Nr 4 ] Montes Wyd.Spec. ] Montes Nr 5 ] Montes Nr 6 ] Montes Nr 7 ] Montes Nr 8 ] Montes Nr 9 ] Montes Nr 10 ] Montes Nr 11 ] Montes Nr 12 ] Montes Nr 13 ] Montes Nr 14 ] Montes Nr 15 ] Montes Nr 16 ] Montes Nr 17 ] Montes Nr 18 ] Montes Nr 19 ] Montes Nr 20 ] Montes Nr 21 ] Montes Nr 22 ] Montes Nr 23 ] Montes Nr 24 ] Montes Nr 25 ] Montes Nr 26 ] Montes Nr 27 ] Montes Nr 28 ] Montes Nr 29 ] Montes Nr 30 ]

Pismo dotyczące historii Tarnowskich Gór, Ziemi Tarnogórskiej i Śląska
Wydawca: Oficyna Monos, 42-600 Tarnowskie Góry, ul. Szpaków 5, tel./fax (032) 384-14-31
e-mail: krzysztof.kudlek@neostrada.pl
Redaktor naczelny: Krzysztof Kudlek

Zapraszamy do współpracy w redagowaniu gazety wszystkich, którym popularyzowanie historii jest szczególnie bliskie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przetwarzanie, kopiowanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody wydawcy zabronione
 Copyright © 2004 GM / Projekt i realizacja GM 2004

 

Darmowy licznik odwiedzin

teksty piosenek księgarnia internetowa